REKLAMA

Od 24 czerwca nowe zasady. Kontrole obejmą rury i krany

Woda z kranu ma być kontrolowana dokładniej niż dotąd. W życie wchodzą nowe przepisy, które zmieniają sposób badania jakości wody przeznaczonej do picia. Nie chodzi już tylko o sprawdzenie, czy woda na końcu sieci spełnia normy. Nowy system ma wyłapywać zagrożenia wcześniej, zanim problem dotrze do naszych domów, szkół, hoteli czy szpitali.

dofinansowanie do zbiorników na wodę
REKLAMA

Nowe rozporządzenie Ministra Zdrowia zostało ogłoszone 9 czerwca 2026 r. i zacznie obowiązywać 24 czerwca. Razem z ustawą, której przepisy obowiązują od 21 maja, wdraża unijną dyrektywę dotyczącą jakości wody przeznaczonej do spożycia przez ludzi. W przepisach zapisano m.in. minimalne wymagania jakościowe, częstotliwość pobierania próbek, metody badań oraz zasady postępowania przy wykryciu nieprawidłowości.

Najkrócej mówiąc: państwo chce wiedzieć więcej o tym, co dzieje się z wodą nie tylko w kranie, ale już przy ujęciu, w czasie uzdatniania, magazynowania i przesyłu wodociągami.

REKLAMA

Woda ma być pilnowana od źródła

Najważniejsza zmiana polega na wprowadzeniu podejścia opartego na analizie ryzyka. Dostawcy wody, czyli przede wszystkim przedsiębiorstwa wodociągowe, mają oceniać zagrożenia na całej drodze, jaką pokonuje woda. To oznacza kontrolę nie tylko samego wodociągu, ale całego łańcucha dostaw: od źródła i ujęcia, przez uzdatnianie, zbiorniki, sieć dystrybucyjną, aż po punkt poboru, czyli np. kran w budynku.

Wody Polskie podkreślają, że nowe regulacje mają wprowadzić bardziej kompleksowe podejście do bezpieczeństwa wody.

Nowe przepisy poprawiają bezpieczeństwo wody przeznaczonej do spożycia przez ludzi poprzez nowoczesny system nadzoru i zarządzania ryzykiem obejmujący cały łańcuch dostaw wody – od źródła i ujęcia wody do kranu – wskazano w informacji o zmianach.

REKLAMA

Dla odbiorcy brzmi to technicznie, ale sens jest prosty. Chodzi o to, żeby nie czekać, aż problem pojawi się u konsumenta. Zagrożenie ma być wykrywane wcześniej, a dostawca wody ma wiedzieć, gdzie ryzyko jest największe.

Będą badania nowych substancji

Nowe przepisy rozszerzają też listę parametrów, które mają być brane pod uwagę przy ocenie jakości wody. W dokumentach pojawiają się testy na bisfenol A, PFAS, mikrocystyna-LR, uran oraz kwasy halogenooctowe. Część z tych badań będzie wykonywana warunkowo – gdy dana technologia dezynfekcji albo warunki w źródle wody mogą powodować określone ryzyko.

To ważne, bo lista potencjalnych zagrożeń zmienia się wraz z przemysłem, rolnictwem i nową wiedzą naukową. PFAS, nazywane często „wiecznymi chemikaliami”, są szczególnie głośnym przykładem substancji, które mogą długo utrzymywać się w środowisku. Mikrocystyna-LR wiąże się z ryzykiem zakwitów sinic, a bisfenol A jest związkiem używanym przy produkcji tworzyw sztucznych i zaburza gospodarkę hormonalną u ludzi.

REKLAMA

Rozporządzenie określa także wartości parametryczne dla wielu substancji. Dla ołowiu wskazano docelowo 5 μg/l, przy czym wartość ta ma zostać osiągnięta najpóźniej do 12 stycznia 2036 r. Do tego czasu obowiązuje wartość 10 μg/l. Podobny okres przejściowy przewidziano dla chromu.

To nie oznacza, że z dnia na dzień woda w kranach ma być badana na wszystko i wszędzie w identyczny sposób. Nowy system ma być dostosowany do ryzyka. Inaczej wygląda sytuacja w małej strefie zaopatrzenia, inaczej w dużym mieście, a jeszcze inaczej tam, gdzie źródło wody może być narażone na konkretne zanieczyszczenia.

REKLAMA

Szpitale, hotele i szkoły pod większą lupą

Duża część zmian dotyczy instalacji wewnętrznych w budynkach. To ważny punkt, bo nawet dobra woda dostarczona przez wodociągi może stracić jakość w źle utrzymanej instalacji.

REKLAMA

Szczególna uwaga ma być zwrócona na tzw. obiekty priorytetowe. Chodzi m.in. o szpitale, placówki opieki, domy opieki, obiekty turystyczne, zakłady karne, a także budynki użyteczności publicznej, w których powstaje aerozol wodny. To może mieć znaczenie np. przy prysznicach, natryskach czy innych urządzeniach rozpylających wodę.

Nowe przepisy przewidują monitorowanie bakterii Legionella w ciepłej wodzie użytkowej oraz ołowiu w wybranych budynkach. Rozporządzenie wskazuje, gdzie pobierać próbki ciepłej wody, m.in. w punkcie położonym najdalej od urządzenia do podgrzewania wody, przy wypływie z takiego urządzenia oraz na powrocie wody cyrkulacyjnej.

W przypadku Legionelli przepisy opisują też działania zależne od wyniku badań. Przy wysokim poziomie zanieczyszczenia trzeba wyłączyć z użytkowania prysznice oraz urządzenia wytwarzające aerozol wodny, a następnie przeprowadzić działania kontrolne, czyszczenie i dezynfekcję.

REKLAMA

Więcej o jakości wody w Bizblogu Spider's Web

To szczególnie istotne dla miejsc, w których przebywają osoby starsze, chore, dzieci albo osoby z obniżoną odpornością. Dla nich jakość wody i stan instalacji w budynku mogą mieć większe znaczenie niż dla przeciętnego zdrowego dorosłego.

REKLAMA

Dostawcy wody mają nowe obowiązki

Nowe regulacje oznaczają więcej pracy dla dostawców wody i zarządców części obiektów. Trzeba będzie prowadzić monitoring, przekazywać sprawozdania i szybciej informować odpowiednie służby o problemach.

Rozporządzenie przewiduje, że dostawca wody przekazuje sprawozdania z badań jakości wody do właściwego inspektora sanitarnego. Jeśli nie ma przekroczeń, ma na to miesiąc od otrzymania sprawozdania. W przypadku informacji wymagających pilniejszej reakcji termin może wynosić maksymalnie 3 dni robocze.

Właściciele lub zarządcy obiektów priorytetowych również dostali konkretne terminy. Sprawozdania dotyczące Legionelli lub ołowiu, jeśli nie ma przekroczeń, trzeba przekazać w ciągu 7 dni roboczych od otrzymania wyników. Taki sam maksymalny termin przewidziano na przekazanie informacji o działaniach ograniczających ryzyko w razie problemu.

REKLAMA

Państwowe Gospodarstwo Wodne Wody Polskie, Główny Inspektorat Sanitarny, Ministerstwo Zdrowia i Ministerstwo Infrastruktury przygotowały dla dostawców wody bezpłatne szkolenia. Odbywają się 17 i 18 czerwca w Warszawie. Mają pomóc przedsiębiorstwom wodociągowym i hurtowym dostawcom zrozumieć nowe obowiązki.

Co z konsumentem, gdy badania wykażą problem?

Nowe przepisy opisują także ścieżkę działania, gdy jakość wody nie spełnia wymagań. Dostawca ma pobrać dodatkowe próbki, ustalić miejsce i przyczynę problemu, podjąć działania naprawcze i informować odbiorców.

Jeśli zagrożenie dotyczy parametrów mikrobiologicznych, dodatkowe próbki mają zostać pobrane nie później niż w ciągu 48 godzin od uzyskania informacji o niezgodności. Dostawca ma też poinformować konsumentów o konieczności gotowania wody, jeśli będzie to potrzebne dla ochrony zdrowia.

REKLAMA

Sanepid ma z kolei ocenić, czy dana niezgodność stwarza ryzyko dla zdrowia, i wskazać konieczne działania. Może chodzić m.in. o zalecenie gotowania wody, ograniczenie jej używania albo zakaz korzystania z wody do spożycia. Inspekcja ma też publikować i aktualizować porady dla konsumentów, zwłaszcza dla grup bardziej narażonych na ryzyko.

Dla zwykłego odbiorcy najważniejsze jest jedno: jeśli pojawi się realny problem, informacja ma trafić do ludzi szybciej i w bardziej uporządkowany sposób.

Bez rewolucji przy zlewie, ale z większą kontrolą

Nowe przepisy nie oznaczają, że konsumenci muszą coś zrobić natychmiast po wejściu rozporządzenia w życie. Nie trzeba kupować filtrów, wymieniać kranów ani rezygnować z picia wody z wodociągu tylko dlatego, że zmieniły się regulacje.

REKLAMA

Zmienia się przede wszystkim system kontroli. Ma być szerszy, bardziej prewencyjny i bardziej nastawiony na ryzyko. To ważne, bo bezpieczeństwo wody nie zaczyna się w kuchni. Zaczyna się dużo wcześniej, przy źródle, ujęciu, w stacji uzdatniania i w rurach, których na co dzień nie widzimy.

Dla konsumenta najlepsza zmiana to taka, której nie musi zauważyć. W tym przypadku właśnie o to chodzi: woda z kranu ma pozostać czymś oczywistym, ale pod spodem system jej kontroli ma działać dokładniej niż wcześniej.

REKLAMA
Arek Braumberger
Redaktor

Szef redakcji Bizblog.pl. Pisze o gospodarce, makroekonomii i finansach osobistych. Do Spidersweb.pl przeszedł z Wirtualnej Polski, gdzie był szefem wydawców Money.pl, a potem zastępcą redaktora naczelnego. Pierwszą posadę w mediach dostał w „Gazecie Wyborczej”, jako dziennikarz pracował w „Pulsie Biznesu”, „Życiu”, miesięczniku „Pieniądz”, „Businessman Magazine”, Miesięczniku Finansowym „BANK”. W tym ostatnim przygotowywał między innymi kilka edycji prestiżowych raportów „Największe banki w Polsce“ oraz „IT@BANK”.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA