Polacy wysyłają do skarbówki średnio jeden donos co 6 minut. Najwyraźniej ten potencjał postanowiła wykorzystać handlowa Solidarność. Związek apeluje, żebyśmy w niedziele chodzili do otwartych sklepów, kupowali małą wodę mineralną i zbierali paragony dla prokuratury. Strasznie słaby ten pomysł, ale chętnych do udziału w tej zabawie pewnie nie zabraknie.

Pamiętacie akcję z wodą? Na początku w szczecińskiej pierogarni „Ciasto i Farsz” kilka minut przed otwarciem przyszła kobieta, która poprosiła o butelkę wody. Był upał, lokal formalnie jeszcze nie działał, kasa nie była uruchomiona, ale wodę sprzedano. Okazało się, że klientka była kontrolerką skarbówki. Skończyło się mandatem w wysokości 500 zł za niewydanie paragonu. Minęły dwa miesiące i woda wraca. Tym razem to Solidarność nam radzi, żebyśmy kupowali małą wodę i donosili na sprzedawców.
Kup wodę, weź paragon, wyślij
Handlowa Solidarność chce zbierać paragony ze sklepów otwartych w niedziele objęte zakazem handlu. Zgromadzone materiały mają pomóc związkowi w wystąpieniu do Prokuratora Generalnego w sprawie placówek, które – zdaniem Solidarności – łamią przepisy.
Może to być pudełko zapałek czy mała woda mineralna – chodzi o to, aby na paragonie widniała data potwierdzająca, że zakup został dokonany w niedzielę – instruuje Polaków Alfred Bujara, przewodniczący Sekcji Krajowej Pracowników Handlu NSZZ Solidarność.
Kiedy to przeczytałem, pomyślałem: ludzie, czy naprawdę trzeba nas do tego jeszcze zachęcać? Dopiero co pisałem, że w pierwszym półroczu Polacy wysłali do skarbówki ponad 45,5 tys. zgłoszeń. To oznacza, że składaliśmy średnio jeden donos co sześć minut. Najwyraźniej Solidarność uznała, że stać nas na więcej.
Tym razem instrukcja jest wyjątkowo prosta. Nie trzeba wiedzieć, czy sąsiad ukrywa dochody. Nie trzeba podejrzewać firmy o lewe faktury. Nie trzeba nawet rozumieć ustawy o ograniczeniu handlu w niedziele. Wchodzimy do sklepu, kupujemy wodę, bierzemy paragon i wysyłamy do Solidarności. Sklepikarz nie wydał kwitka? Piszemy do skarbówki.
Nie dałeś mi piwa na zeszyt? To kupię u ciebie wodę
Taka sytuacja. Osiedlowy sklep. Przychodzi zawiany typ w sobotę wieczorem i chce wziąć piwo na zeszyt. Właściciel mówi, że nie ma mowy. Typ złorzecząc pod nosem, odchodzi chwiejnym krokiem. Następnego dnia, mimo straszliwego kaca, zaczyna łączyć kropki. Nie sprzedał mi piwa... otworzył sklep w niedzielę... idę po małą wodę... Po wszystkim rzut oka na paragon: data się zgadza, jest niedziela, można pisać donos.
I co z tego, że właściciel ma prawo sprzedawać w niedzielę? Paragon nie pokazuje, kto stał za kasą. Nie mówi, czy był pracownikiem. Nie mówi, z którego wyjątku korzystał przedsiębiorca. Tym bardziej sam w sobie nie przesądza, że ktokolwiek złamał prawo. Ale co się sklepikarz naje strachu, to jego.
Donos ma jedną wielką zaletę. Jest tani dla donoszącego
Nie mam problemu z tym, że można zgłosić łamanie prawa. Jeżeli duża sieć świadomie konstruuje fikcyjną działalność tylko po to, żeby obejść zakaz handlu i zmusić pracowników do przychodzenia w niedziele, nie będę jej bronił. Solidarność wskazuje zresztą przede wszystkim na takie przypadki i interesują ją sieci działające przez cały tydzień. Problem pojawia się wtedy, gdy uruchamiamy społeczne pospolite ruszenie pod hasłem: chodźcie po sklepach i zbierajcie paragony, grając na najniższych instynktach. To już mi się nie podoba.
Woda już raz zrobiła przedsiębiorcy kontrolę
Dlatego od razu przypomniała mi się szczecińska pierogarnia. Tam butelka wody stała się narzędziem nabycia sprawdzającego. Kontroler kupił produkt i sprawdził, czy sprzedaż została prawidłowo zarejestrowana oraz czy wydano paragon. Teraz dostajemy osobliwą wersję obywatelską.
W pierwszym przypadku kupującym był aparat państwa, w drugim ma być zwykły klient. Zaczynam się zastanawiać, czy mała woda mineralna nie wyrasta przypadkiem na podstawowe narzędzie kontrolne polskiego przedsiębiorcy.
Solidarność sama mówi, że państwo ma narzędzia
Najbardziej zadziwiające jest jednak coś innego. Alfred Bujara właściwie sam podaje argument przeciwko potrzebie organizowania takiej obywatelskiej armii kontrolerów.
Instrumenty są, tylko musi być wola państwa, organów państwa. Tutaj mam na myśli Państwową Inspekcję Pracy, z którą rozmawiamy, Ministerstwo Rodziny, jak również prokuraturę – mówi szef handlowej Solidarności.
No właśnie, instrumenty. Państwo ma PIP, prokuraturę, sądy i ustawę obowiązującą od 2018 r. Ma też orzecznictwo dotyczące kolejnych pomysłów na korzystanie z wyjątków od zakazu.
Więcej wpisów o kontrolach w firmach
Jeżeli duża sieć otwiera placówki w każdą niedzielę i zdaniem Solidarności robi to nielegalnie, można sprawdzić, gdzie i na jakiej podstawie działa. Naprawdę nie trzeba szczuć Kowalskiego
A może sklepy powinny Solidarności podziękować?
W całej tej historii jest jeszcze smakowity paradoks. Solidarność walczy z handlem w niedziele, apelując do Polaków, żeby w niedziele poszli do sklepów i zrobili zakupy. Im większy będzie sukces tej akcji, tym więcej klientów pojawi się w placówkach. Jeżeli więc akcja Solidarności okaże się naprawdę masowa, ktoś może spojrzeć na tysiące zebranych dowodów i dojść do wniosku dokładnie odwrotnego od zamierzonego. Kurka wodna, patrzcie, ilu ludzi robi zakupy w niedziele, chyba trzeba otworzyć dla nich sklepy...
Szef redakcji Bizblog.pl. W mediach od 30 lat. Pisze o małym biznesie, podatkach i finansach osobistych. Do Spidersweb.pl przeszedł z Wirtualnej Polski, gdzie najpierw był szefem wydawców Money.pl, a potem zastępcą redaktora naczelnego. Pierwszą posadę w mediach dostał w „Gazecie Wyborczej”, pracował w „Pulsie Biznesu”, „Życiu”, miesięczniku „Pieniądz”, „Businessman Magazine”, Miesięczniku Finansowym „BANK”. W tym ostatnim był redaktorem prowadzącym kilku edycji prestiżowych raportów „Największe banki w Polsce“ oraz „IT@BANK”.