To będzie bardzo prostackie, boomerskie skojarzenie, ale samo narzuca. Czytam historię o szczecińskiej pierogarni i kontrolerce skarbówki, a przed oczami mam żenującą akcję milicji z „Misia” Barei.

Znajomy podesłał mi wpis na temat szczecińskiej pierogarni i opatrzył go krótkim komentarzem: „imo grube w – tu pada bardzo brzydkie słowo – jeśli prawdziwe”. Niestety wszystko wskazuje na to, że prawdziwe. Skarbówka od ponad 20 lat wraz z nadejściem wakacji rusza w teren i ima się wszelkich sposobów, by wywieść w pole drobnych sprzedawców i wlepić im kilkaset złotych kary za niewydanie paragonu.
Dokładnie tak jak to opisali właściciele szczecińskiego lokalu „Ciasto i Farsz”. Trzeciego dnia działalności (!), kilka minut przed otwarciem, sprzedali kobiecie butelkę wody. Lokal miał być jeszcze zamknięty, kasa fiskalna jeszcze nieuruchomiona, a obsługa, jak sama tłumaczy, chciała po prostu pomóc. Po chwili okazało się, że była to kontrola Urzędu Skarbowego. Efekt: mandat w wysokości 500 zł.
Nie znamy stanowiska urzędu. Nie wiemy, czy w tej historii są dodatkowe szczegóły. W państwie prawa takie zastrzeżenie trzeba uczciwie postawić. Ale nawet jeżeli trzymamy się wyłącznie wersji opisanej przez przedsiębiorców, to ta historia świetnie pokazuje coś, co małe firmy czują od dawna: państwo bardzo często nie umie odróżnić oszustwa od potknięcia.
A może odruchu serca.
Paragonowa akcja specjalna
Jeszcze kilka lat temu z początkiem wakacji Ministerstwo Finansów rozpoczynało akcję „Weź paragon”. Skarbówka opowiada o uczciwej konkurencji, walce z szarą strefą i ochronie konsumentów, a kontrole ruszają tam, gdzie najłatwiej o gotówkę: do gastronomii, na bazary, do punktów usługowych, nad morze, w góry i wszędzie tam, gdzie mały biznes pracuje na najwyższych obrotach.
W tej historii jest jeszcze jedno ważne słowo: nabycie sprawdzające. Tak KAS określa sytuację, w której jej pracownicy albo funkcjonariusze incognito kupują towar lub usługę, żeby sprawdzić, czy sprzedaż została zaewidencjonowana i czy klient dostał paragon.
Brzmi technicznie, urzędowo i bardzo spokojnie. W praktyce, jeśli relacja właścicieli pierogarni jest pełna, mogło to wyglądać jak klasyczna pułapka zastawiona na początkujący lokal. Ktoś spragniony w nieludzko upalny dzień prosi o butelkę wody kilka minut przed otwarciem. Przedsiębiorca zachowuje się po ludzku. Potem okazuje się, że właśnie oblał test z fiskalnej czujności.
I żeby było jasne: co do zasady trudno spierać się z obowiązkiem wydawania paragonów. Paragony są dowodem zakupu. Chronią klienta. Pomagają w reklamacji. Utrudniają działanie tym, którzy sprzedają na czarno. Uczciwy przedsiębiorca nie powinien przegrywać z kimś, kto chowa obrót do kieszeni.
Problem zaczyna się wtedy, gdy aparat państwa z takim samym impetem traktuje cwaniaka ukrywającego sprzedaż i nowy lokal, który przed otwarciem sprzedał wodę za kilka złotych. W przypadku szczecińskiej pierogarni trudno oprzeć się wrażeniu, że państwo urządziło małej firmie test z człowieczeństwa.
Czy podasz wodę komuś, kto o nią prosi, gdy termometr pokazuje 30 st. w cieniu? Czy zachowasz się po ludzku? Czy pomożesz? Gratulujemy, oblałeś. Płacisz 500 zł.
Mała firma nie jest przestępcą w okresie próbnym
Właśnie od takich sytuacji bierze się w Polsce głębokie zmęczenie przedsiębiorców państwem. Nie od samego obowiązku wydania paragonu. Ten obowiązek jest jasny. Sprzedaż ma być ewidencjonowana. Klient ma dostać paragon. Koniec dyskusji.
Prawo nie działa jednak w próżni. Działa w konkretnym miejscu, w konkretnym czasie i wobec konkretnych ludzi. Trzeci dzień prowadzenia lokalu gastronomicznego to nie jest spokojna codzienność dużej sieci, która ma działy prawne, księgowe, procedury i zapas gotówki na błędy. To jest nerwowy start, test sprzętu, uczenie się rytmu, pierwsze zamówienia, pierwsze opinie i walka o to, żeby klient wrócił.
Więcej wpisów o biznesie
Jeżeli w takiej sytuacji państwo potrafi przyjąć 500 zł za butelkę wody sprzedaną przed formalnym otwarciem, to wysyła małym firmom bardzo prosty komunikat: nie interesuje nas wasza dobra wola, wasz kontekst i wasz start. Interesuje nas paragraf.
Potem ci sami politycy i urzędnicy wycierają sobie usta frazesami o wspieraniu przedsiębiorczości, lokalnych biznesów i polskiej gastronomii.
Tak się nie buduje zaufania do państwa
Najbardziej uderza tu nie sama kwota. 500 zł to dla budżetu państwa nic. Dla lokalu na starcie to realny koszt, ale pewnie też nie katastrofa. Trzeci dzień działalności. Lokal jeszcze przed otwarciem. Słaniająca się na nogach klientka prosi o wodę. Przedsiębiorca nie mówi: proszę przyjść później, bo system jeszcze nie działa. Przedsiębiorca zachowuje się po ludzku. I właśnie za to, według jego relacji, dostaje po łapach.
To jest idealny obraz polskiej relacji między państwem a biznesem. Najpierw powiedzmy ludziom: zakładajcie firmy, bierzcie odpowiedzialność, twórzcie miejsca pracy, ryzykujcie własnymi pieniędzmi. A potem pokażmy im, że najważniejsze w tym wszystkim nie jest to, czy robią coś sensownego, tylko czy w każdej sekundzie działalności są gotowi na kontrolę.
Można oczywiście powiedzieć: prawo jest prawem. Ale to odpowiedź najłatwiejsza. I najgorsza. Państwo nie jest automatem do wystawiania mandatów. Państwo ma narzędzia, ludzi, doświadczenie i uznanie sytuacji. Może ostrzec. Może sprawdzić ponownie. Powinno odróżnić błąd od kombinowania.
Jeżeli tego nie robi, to nie buduje kultury płacenia podatków. Buduje kulturę strachu. A strach nie jest dobrym fundamentem ani dla podatków, ani dla przedsiębiorczości, ani dla zaufania do państwa. Zwłaszcza w kraju, w którym każda kolejna władza obiecuje, że będzie bliżej małych firm.
Szef redakcji Bizblog.pl. W mediach od 30 lat. Pisze o małym biznesie, podatkach i finansach osobistych. Do Spidersweb.pl przeszedł z Wirtualnej Polski, gdzie najpierw był szefem wydawców Money.pl, a potem zastępcą redaktora naczelnego. Pierwszą posadę w mediach dostał w „Gazecie Wyborczej”, pracował w „Pulsie Biznesu”, „Życiu”, miesięczniku „Pieniądz”, „Businessman Magazine”, Miesięczniku Finansowym „BANK”. W tym ostatnim był redaktorem prowadzącym kilku edycji prestiżowych raportów „Największe banki w Polsce“ oraz „IT@BANK”.