REKLAMA

Na dole płacowej drabiny miliony Polaków walczą o przetrwanie. Elita uciekła w kosmos

Też dostajesz podwyżkę tylko wtedy, gdy rośnie płaca minimalna? Najnowszy raport GUS pokazuje potężny rozjazd. Płace najlepiej zarabiających rosną niemal 2,5 raza szybciej niż pensje pracujących na najniższych stawkach.

Na dole płacowej drabiny miliony Polaków walczą o przetrwanie. Elita uciekła w kosmos

Irytujesz się, gdy czytasz o przeciętnych zarobkach, które oficjalnie sięgają w Polsce 10 tys. zł miesięcznie, bo zarabiasz mniej? Nie jesteś sam. Jesteś nawet w większości.

Przeciętna płaca – luksus dla nielicznych

Najnowsze obszerne dane Głównego Urzędu Statystycznego na temat wynagrodzeń w Polsce (dotyczą marca 2026 r.) pokazują niezbyt wesołą stronę płacowej rzeczywistości. O ile – z natury mocno zakłamująca rzeczywisty obraz – przeciętna kwota wynagrodzenia brutto wyniosła wtedy 9 698,95 zł, o tyle – bliższa realiom płacowym – mediana wynosiła 7 530,45 zł brutto. To znaczy, że dokładnie połowa zatrudnionych w gospodarce narodowej zarabiała więcej, a połowa – mniej od tej kwoty.

Jednak dla ogromnej rzeszy Polaków także ta wartość jest czystą abstrakcją. Okazuje się bowiem, że co dziesiąta zatrudniona i co siódmy zatrudniony za swoją pracę otrzymali w marcu wynagrodzenie co najwyżej sięgające płacy minimalnej. Ta w 2026 r. wynosi w Polsce nieco ponad 4,8 tys. zł brutto, czyli ok. 3,6 tys. zł na rękę.

I to jest rzeczywistość ponad półtora miliona pracujących Polaków. Dokładnie rzecz ujmując: mówimy o 1 507 300 umowach wystawionych na kwotę minimalnego wynagrodzenia lub niższą. Dotyczy to 12,2 proc., czyli niemal co ósmego zatrudnionego w polskiej gospodarce.

Gdzie rządzi minimalne wynagrodzenie?

Powyższe ułamki to jednak także statystyka, która z natury upraszcza rzeczywistość. Ta jest bowiem znacznie bardziej skomplikowana – także wśród osób zarabiających najmniej.

Ogromne różnice widać choćby na poziomie poszczególnych branż. Są takie, w których wynagrodzenie równe lub niższe minimalnej pensji to rzadkość. Tak jest np. w administracji publicznej i obronie narodowej, gdzie kwotą co najwyżej 4,8 tys. zł brutto musiało zadowolić się w marcu nieco ponad sześć tysięcy osób, czyli 0,6 proc. zatrudnionych. Reszta zarobiła więcej. Stosunkowo niewielki odsetek (1,9 proc., co odpowiada jednej na 52 zatrudnione osoby) dotyczy też zatrudnionych za co najwyżej minimalną pensję w edukacji, oraz IT i telekomunikacji (w tym przypadku taką wypłatą musiało zadowolić się 3 proc. zatrudnionych).

To jednak przyjemniejsza część statystyki obrazującej dół płacowej drabiny w Polsce. Znacznie gorzej prezentują się dane dotyczące zarobków tych, którzy zawodowo karmią i goszczą: ponad 109 tys. zatrudnionych w sekcji Zakwaterowanie i gastronomia zarobiło w marcu kwotę minimalnego wynagrodzenia lub niższą. To prawie dwie na pięć zatrudnionych w branży osób.

Z danych GUS wynika, że niewiele lepiej wygląda sytuacja w budownictwie (szczególnie w przypadku mężczyzn), gdzie płaca minimalna wyznacza górną granicę wynagrodzeń dla prawie ćwierć miliona osób. Znaczący odsetek osób skazanych na najniższe uposażenie dotyczył też osób świadczących „pozostałe usługi” (np. fryzjerskie, kosmetyczne czy pogrzebowe) oraz rolników, leśników i rybaków.

Wielkość ma znaczenie

Jeszcze ciekawiej, choć niezbyt dla niektórych wesoło, wygląda w Polsce sytuacja płacowa pracowników, jeśli pod uwagę weźmiemy wielkość zatrudniającej ich firmy. Okazuje się, że w takim ujęciu dysproporcje są jeszcze większe niż między poszczególnymi branżami.

Największy udział zatrudnionych za minimalne lub mniejsze wynagrodzenie występuje w firmach najmniejszych. W tych, które zatrudniają do pięciu osób, za takie pieniądze pracuje – uwaga – ponad połowa zatrudnionych. Dokładnie 51,4 proc. Choć w przypadku mężczyzn odsetek ten jest jeszcze większy – wynosi 56,6 proc. Tylu z pracujących tam panów – przynajmniej oficjalnie – zarobiło w marcu co najwyżej 4 806 zł brutto.

Niewiele lepiej jest zresztą w nieco większych, choć wciąż małych, firmach. W tych, w których pracuje od sześciu do dziewięciu osób, prawie 39 proc. załogi pobiera płacę minimalną lub niższą.

Łącznie w segmencie najmniejszych firm (poniżej 10 zatrudnionych) wynagrodzenie wyższe od minimalnego otrzymuje zaledwie 53,5 proc. załogi. Reszta pracujących u najmniejszych przedsiębiorców, a mówimy tu o – bagatela – 765,9 tys. osób, musi zadowolić się wypłatą w wysokości co najwyżej najniższej krajowej.

Sytuacja w większych firmach wygląda zgoła inaczej. W średnich, czyli zatrudniających od 50 do 249 osób, minimalne lub niższe wynagrodzenie pobiera zaledwie jeden na prawie 22 pracowników. W największych przedsiębiorstwach, gdzie pracuje tysiąc lub więcej osób, paski wypłat opiewających na 4 806 zł brutto lub mniej zdarzają się sporadycznie – jednej na niespełna 53 zatrudnione osoby (1,9 proc.).

Więcej o zarobkach na Bizblog Spider's Web

Przepaść płacowa rośnie

Oczywiście rzeczywistość zapewne różni się od powyższych, pochodzących ze statystyk Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, danych – nie jest bowiem tajemnicą, że w najmniejszych firmach sporo osób pracuje na niepełnych etatach (co obniża wykazane w statystykach GUS wynagrodzenie poniżej pełnego minimum), a część wynagrodzeń, dla ograniczenia kosztów, trafia do pracowników „pod stołem” – ale nie zmienia to faktu, że różnice w wynagrodzeniach są w Polsce ogromne.

I, co pokazują niezbicie dane, wciąż się powiększają.

O ile w marcu 2025 r. żeby trafić do elity obejmującej 10 proc. osób o najwyższych zarobkach w Polsce wystarczyły pobory wynoszące 14 376,50 zł brutto, o tyle rok później granica ta została przesunięta grubo o ponad tysiąc złotych – do 15 424,85 zł, co oznacza wzrost o 7,3 proc. Tymczasem uposażenia 10 proc. osób zarabiających w Polsce najmniej wzrosły w tym czasie znacznie wolniej, zresztą w rytm rosnącej ustawowo kwoty minimalnej. Ta w marcu 2025 r. wynosiła 4 666 zł, a rok później była o 140 zł wyższa, co daje dynamikę na poziomie 3 proc. Tymczasem pensje płacowej elity, nie dość, że kilkakrotnie wyższe, to rosną prawie 2,5 raza szybciej niż na dole płacowej drabiny.

Bartosz Krzyżaniak
Redaktor

Pierwsze teksty o gospodarce i biznesie publikował w latach 90. w „Pulsie Biznesu”. Pracował w „Życiu” i „Życiu Warszawy”, a po powrocie do „PB” został redaktorem prowadzącym. Współtworzył i kierował miesięcznikiem „EduFakty” oraz dwumiesięcznikiem „Uczę Nowocześnie”, organizował konferencje i wykładał. W 2017 r. pracował w redakcjach ekonomicznych WP, rok później trafił do „Forbesa”. Absolwent dziennikarstwa UW oraz studiów podyplomowych z polityki pieniężnej i bankowości centralnej (INE PAN, NBP).