Znów niespodzianka od GUS. Nie tylko mnie zaskoczyły dane o zarobkach
Pensje nie dają się inflacji. W statystykach GUS pojawiły się też dobre wieści o zatrudnieniu – po raz pierwszy od dawna w firmach przybyło etatów.

Przeciętny pracownik zarobił w lipcu ponad 9,5 tys. zł brutto, czyli przeszło 600 zł więcej niż rok wcześniej – wynika z najświeższych danych dotyczących polskiego rynku pracy, które we czwartek opublikował Główny Urząd Statystyczny.
Płace powyżej prognoz
Dane dotyczą wprawdzie tylko części zatrudnionych – a dokładniej rzecz ujmując liczącej 6,39 miliona etatów zbiorowości pracujących w sektorze przedsiębiorstw zatrudniających 10 lub więcej osób – jednak na razie musi to wystarczyć, ponieważ na dokładniejszą diagnozę całej gospodarki na razie nie mamy co liczyć (GUS podzieli się takimi informacjami dopiero za kilka miesięcy).
Dane, mimo iż wybiórcze, okazały się zaskakująco mocne. Rynkowi analitycy przewidywali, że w ciągu minionych 12 miesięcy pensje wrosły średnio o ok. 540-550 zł, co odpowiada dynamice rzędu 6,1-6,2 proc. Taki był właśnie konsensus rynkowy, czyli przeciętne oczekiwania ekspertów, odnośnie tego, co działo się na polskim rynku pracy w lipcu.
Rzeczywistość okazała się jednak zdecydowanie lepsza – przynajmniej z perspektywy pracowników. Przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw zwiększyło się bowiem – w liczbach względnych – o 6,8 proc. Wynik okazał się wyższy nie tylko od przewidywań analityków, lecz także o blisko punkt procentowy lepszy od zanotowanego w czerwcu (wtedy pensje zwiększyły się w ujęciu rocznym o 5,9 proc.).

Skąd tak silny wyskok płac?
Odpowiedź kryje się w strukturze danych i jednorazowych „strzałach” w konkretnych branżach. Jak widać na naszej grafice, lipcowa średnia to w dużej mierze zasługa wąskich grup zawodowych, które w środku lata odebrały potężne zastrzyki gotówki.
Liderami wzrostów okazały się w lipcu sektory związane z rolnictwem i leśnictwem oraz górnictwem. W pierwszym przypadku przeciętne zarobki zwiększyły się w rok o ponad jedną czwartą, lądując na poziomie przekraczającym 14,8 tys. zł brutto. Górnicy i pracownicy sektora wydobywczego nie pozostali daleko w tyle – tutaj dynamika wyniosła prawie 22 proc., co przełożyło się na pensje rzędu 14,9 tys. zł. Na podium znalazła się jeszcze energetyka, gdzie płace urosły o 13,4 proc. do ponad 14,3 tys. zł.
Zdecydowanie słabiej wypadają potężne gałęzie polskiej gospodarki, zatrudniające setki tysięcy osób. W przetwórstwie przemysłowym, budownictwie czy branży zakwaterowania i gastronomii wynagrodzenia, owszem, rosły, ale w tempie zauważalnie niższym niż średnia dla całego sektora przedsiębiorstw. Na samym dole drabinki wylądowała „pozostała działalność usługowa”, gdzie podwyżki wyhamowały do skromnego 1 proc. r/r, co oznacza, że realnie (po uwzględnieniu inflacji) wynagrodzenia się zmniejszyły.
Jeśli pod uwagę weźmiemy fakt, że w ciągu roku wzrosły też ceny (w lipcu inflacja wyniosła 3 proc. r/r), okaże się, że realnie wynagrodzenia w sektorze przyspieszyły, i to mocno.
Lipcowe dane z rynku pracy wskazują na jego korzystniejszy obraz w porównaniu z miesiącem poprzednim. Przyspieszyła zarówno dynamika nominalna wynagrodzeń, która zresztą osiągnęła poziom najwyższy od początku br., jak i dynamika realna (do 3,7 proc. r/r z 3,3 proc. r/r w czerwcu), i to pomimo wzrostu wskaźnika CPI w lipcu do 3,0 proc. r/r. – zauważa Monika Kurtek, główna ekonomistka, a także dyrektor biura analiz ekonomicznych Banku Pocztowego.
O „nieoczekiwanie silnym wzroście” wynagrodzeń piszą też w komentarzu do danych GUS analitycy PKO BP.
Jaskółka odbudowy
Mniejszym – ale jednak – zaskoczeniem okazały się natomiast dane dotyczące zatrudnienia. Konsensus rynkowy zakładał, że w sektorze przedsiębiorstw zmniejszyło się ono od lipca 2025 r. o 0,9 proc., co odpowiadałoby ok. 58 tys. etatów. W rzeczywistości ubytek wyniósł niespełna 53 tys. etatów, co przekłada się na słabszą dynamikę – rzędu -0,8 proc. r/r.
Zaskakujące jest też to, że w porównaniu z czerwcem etatów w sektorze – choć symbolicznie – przybyło.
W ciągu miesiąca zatrudnienie zwiększyło się o 4 tys. etatów i był to pierwszy miesięczny wzrost zatrudnienia od listopada 2025 r. – zauważają eksperci PKO BP.
Ich koleżanki i koledzy z Banku Pekao zwracają natomiast uwagę, że to pierwszy w tym roku wynik zatrudnienia o pozytywnym wydźwięku. który stawia 2026 r. w lepszym świetle niż lata 2024-25.
Jedna jaskółka wiosny nie czyni, ale ten odczyt może potencjalnie otworzyć drogę do (raczej skromnej, ale jednak) odbudowy zatrudnienia – napisali w komentarzu analitycy Pekao.
W związku z opisanymi wyżej zjawiskami na rynku pracy zmienił się też tzw. fundusz płac, czyli suma wszystkich wypłat dokonanych w lipcu (ciągle mówimy o sektorze przedsiębiorstw zatrudniających co najmniej 10 osób). Realny, czyli uwzględniający inflację, wzrósł w lipcu, jak wylicza Monika Kurtek, o 2,8 proc. r/r, wobec wzrostu o 2,3 proc. r/r miesiąc wcześniej.
Perspektywy nie są złe
Jej zdaniem na lipcowe dane z rynku pracy miały wpływ: liczba dni roboczych (było ich o dwa więcej niż w czerwcu), wypłaty premii w sektorze wydobywczym i nie tylko (jak wskazuje GUS, wypłacono m.in. nagrody z okazji Dnia Leśnika), a także „sezonowość prac w okresie letnio-wakacyjnym”.
Części tych impulsów zabraknie w kolejnych miesiącach, z drugiej jednak strony polska gospodarka wchodzi na coraz szybsze obroty, ze względu na rozkręcający się cykl inwestycyjny, w związku z czym wcale nie jest powiedziane, że dane dotyczące płac czy zatrudnienia będą się pogarszać – uważa główna ekonomistka Baku Pocztowego.
Jej zdaniem może się wręcz okazać, że będą one coraz lepsze.
“Spora część dzisiejszego zaskoczenia na płacach to efekt czynników jednorazowych, które ustąpią w sierpniu. Uważamy jednak, że ten efekt nie będzie miał potencjału do zepchnięcia najbliższego odczytu dynamiki wynagrodzeń poniżej 6 proc. To rodzi istotne ryzyka w górę dla naszej obecnej prognozy wzrostu płac w bieżącym roku (5,5 proc.). Po serii ewidentnych zaskoczeń w dół w pierwszej połowie roku, impet trendu spadkowego na płacach wyczerpał się – na ten moment trudno jednak ocenić, czy jest to chwilowe zjawisko, czy też dotarliśmy już do dolnej granicy wzrostu wynagrodzeń w obecnym otoczeniu gospodarczym. Odczyt za sierpień może okazać się w tym kontekście rozstrzygający.
Z punktu widzenia decyzji Rady Polityki Pieniężnej dane przemawiają za brakiem obniżki stóp procentowych na najbliższym (wrześniowym) posiedzeniu – uważa Monika Kurtek.
Pierwsze teksty o gospodarce i biznesie publikował w latach 90. w „Pulsie Biznesu”. Pracował w „Życiu” i „Życiu Warszawy”, a po powrocie do „PB” został redaktorem prowadzącym. Współtworzył i kierował miesięcznikiem „EduFakty” oraz dwumiesięcznikiem „Uczę Nowocześnie”, organizował konferencje i wykładał. W 2017 r. pracował w redakcjach ekonomicznych WP, rok później trafił do „Forbesa”. Absolwent dziennikarstwa UW oraz studiów podyplomowych z polityki pieniężnej i bankowości centralnej (INE PAN, NBP).