Biurokraci uderzają w magazyny energii. Polacy wściekli: urzędasy nie powinni się wtrącać
Na większe magazyny energii nałożono biurokratyczny kaganiec. Aby go ściągnąć, trzeba wydać 1500 zł i przebrnąć przez oficjalne zgłoszenie, liczące 23 strony. Polacy nie kryją irytacji.

Transformacja energetyczna to nie tylko dekarbonizacja największych zakładów przemysłowych, ale to też oddolna modyfikacja. Dla jej wsparcia niemiecki Lidl nie tak dawno zachęcał naszych zachodnich sąsiadów do zakupu w promocji paneli słonecznych razem z systemem magazynowania energii.
W efekcie w Niemczech zarejestrowanych jest już ok. 1,4 mln tzw. balkonowych systemów solarnych. U nas indywidualna transformacja ciągle zależy od zasobności portfela. Systemowych rozwiązań i zachęt jest jak na lekarstwo. A teraz w dodatku domowe magazyny energii wpadły w kleszcze biurokracji.
Domowy magazyn energii, który do tej pory mógł być instalowany jak zwykłe AGD, teraz wymaga zgłoszenia urzędnikom nadzoru budowlanego - informuje w serwisie X Bartłomiej Derski, dziennikarz serwisu WysokieNapiecie.pl.
Magazyny energii nie uciekły przed biurokracją
Nie tak dawno informowaliśmy, że Ministerstwem Rozwoju i Technologii szykowało rozporządzenie w sprawie warunków technicznych budynków, które oznaczało bardzo restrykcyjne regulacje dla domowych magazynów energii.
Nowe przepisy stawiają przed inwestorami bariery kosztowe, które w praktyce przekreślają sens ekonomiczny takich instalacji – zarówno dla Kowalskiego w bloku, jak i dla przedsiębiorcy w hali produkcyjnej – bił na alarm w rozmowie z Bizblog.pl Maciej Borowiak, prezes Stowarzyszenia Branży Fotowoltaicznej i Magazynów Energii.
Podniósł się raban i w końcu stanowisko w tej sprawie zajął Miłosz Motyka, minister energii, który wprost stwierdził, że zaproponowane rozwiązania w tym względzie przez Ministerstwo Rozwoju i Technologii są stanowczo zbyt daleko idące. Jednak niespełna dwa miesiące później wychodzi na to, że w rządzie ktoś musi bardzo domowych magazynów energii nie lubić. Teraz do takiej instalacji niezbędny ma być nadzór budowlany i specjalna dokumentacja techniczna.
Urzędnicy zatwierdzają (lub nie) i chowają zgłoszenie do szuflady. Nikt go nigdy więcej z tej szuflady już nie wyciągnie. Przydatność dla państwa czy KSE (Krajowy System Elektroenergetyczny - red.) jest właściwie zerowa - nie ma wątpliwości Derski.
Urzędnicy kontra gospodarstwa domowe
Wiadomo, że zgoda nadzoru budowlanego dotyczy magazynów energii o pojemności powyżej 30 kWh. Mniejsze nie są obarczone takim nakazem. Ale i tak tego typu inwestycje mogą ugrzęznąć w biurokratycznych trybach i mocno spowolnić oddolną transformację energetyczną.
Zgłoszenie ma 23 strony. Koszt sporządzenia: 1500 zł - wskazuje Bartłomiej Derski.
Więcej o magazynach energii przeczytasz w Bizblog Spider’s Web:
Po co gospodarstwom domowym w ogóle tak duże magazyny energii, o pojemności powyżej 30 kWh? Takie pytanie stawia w serwisie X m.in. Grzegorz Onichimowski, prezes Polskich Sieci Elektroenergetycznych. Okazuje się, że mogą być przydatne nie tylko w połączeniu instalacją fotowoltaiczną, ale także w konfrontacji z cenami dynamicznymi energii.
Internauci nie kryją irytacji.
Prawidłowa odpowiedź: bo go stać i ma taki pomysł. Urzędasy nie powinny mieć prawa się w to wtrącać – uważa pan Robert.
Dziennikarz serwisu Bizblog.pl. Zawodowo pisze już od ćwierć wieku. Dawniej m.in. Goniec Górnośląski, Dziennik Zachodni, Magazyn Gospodarczy „Fakty”. Współpracował m.in. z Miesięcznikiem Finansowym „Bank”. Zajmuje się głównie sprawami gospodarczymi - z obszaru energetyki i jej transformacji. Pisze o górnikach, hutnikach, energetykach, odnawialnych źródłach energii, a także o polityce jądrowej, czy przyszłej strategii wodorowej. Nie obce mu są też tematy związane ze skutkami biznesowymi następujących już zmian klimatu. Specjalizuje się również w kwestiach związanych z usytuowaniem prawnym tak marihuany rekreacyjnej, jak i jej medycznej odmiany.