REKLAMA

Chcą pozbyć się Glapińskiego z NBP. Gotowi na nowy festiwal żenady?

Politycy w Polsce niczego się nie uczą. Po latach wyniszczających sporów o najważniejsze instytucje państwa można by oczekiwać, że już wiedzą, jak ryzykowna to gra. Nic z tego. Na celownik właśnie wrócił Narodowy Bank Polski. Trybunał Stanu, kurator, a nawet zarząd komisaryczny – takie pomysły pojawiają się wśród rządzących. Dla mnie to żenująca bezmyślność i krótkowzroczność.

Adam Glapiński NBP stopy procentowe
REKLAMA

Narodowy Bank Polski to instytucja, której niezależność gwarantują polska konstytucja i europejskie traktaty. Tymczasem rządzący znów kombinują, jak odsunąć Adama Glapińskiego od kierowania NBP. Oprócz Trybunału Stanu pojawiają się koncepcje ustanowienia kuratora, a nawet zarządu komisarycznego. Naprawdę? Bank centralny mamy traktować jak przedsiębiorstwo, któremu trzeba przysłać zarządcę, ponieważ politykom nie podoba się jego kierownictwo? Brawo.

REKLAMA

Najpierw paraliż, później kurator. Niebezpieczna gra o NBP

Najbardziej niezwykły jest mechanizm, który może zostać wykorzystany do ustanowienia kuratora. Zarząd NBP liczy obecnie siedem osób, czyli ustawowe minimum. W najbliższych miesiącach wygasną kadencje dwóch jego członków. Tymczasem nie ma porozumienia w sprawie nowych nominacji, które wymagają współdziałania prezesa NBP, prezydenta i premiera. Jeśli impas będzie się przeciągał, skład zarządu spadnie poniżej ustawowego minimum, co politycy koalicji chcieliby wykorzystać jako argument za ustanowieniem kuratora.

Trudniej o bardziej niebezpieczny mechanizm. Instytucje państwa nie potrafią porozumieć się w sprawie nominacji, co prowadzi do problemu z obsadą zarządu banku centralnego. Następnie pojawia się pomysł wykorzystania tego problemu do nadzwyczajnej ingerencji w jego kierownictwo.

REKLAMA

Nie twierdzę, że taki był od początku zamysł rządzących. Trudno jednak nie dostrzec, że ewentualne wykorzystanie instytucjonalnego impasu do zmiany sposobu zarządzania NBP oznaczałoby wkroczenie na wyjątkowo grząski teren.

Jeszcze dalej idzie koncepcja zarządu komisarycznego, którego ustanowienie miałoby się opierać na przepisach dotyczących przedsiębiorstw państwowych. W jaki sposób? NBP nie jest przedsiębiorstwem państwowym, a jego działalność podlega szczególnym zasadom wynikającym z konstytucji i prawa europejskiego.

REKLAMA

Więcej wiadomości o Adamie Glapińskim

REKLAMA

Nie trzeba być wielbicielem Adama Glapińskiego, żeby dostrzec zagrożenie. Niezależność banku centralnego nie jest przywilejem prezesa, tylko podstawowym zabezpieczeniem przed sytuacją, w której politycy chcieliby podporządkowywać politykę pieniężną swoim doraźnym interesom. To raz. Dwa – otoczenie Donalda Tuska najwyraźniej zapomniało, jak niebezpieczne i krótkowzroczne jest tworzenie precedensów.

Christine Lagarde już ostrzegała. Polscy politycy wiedzą, czym ryzykują

Najbardziej zdumiewa mnie to, że nie jest to pierwszy raz, kiedy polityczna walka o kierownictwo NBP budzi poważne zastrzeżenia dotyczące jego niezależności. Już w grudniu 2023 r. Christine Lagarde, prezes Europejskiego Banku Centralnego, skierowała list do Adama Glapińskiego w związku z zapowiedziami postawienia go przed Trybunałem Stanu.

REKLAMA

Przypomniała, że niezależność prezesa banku centralnego jest chroniona prawem europejskim, a niezgodne z prawem ograniczenie możliwości wykonywania przez niego obowiązków może naruszać również niezależność Rady Ogólnej EBC.

Co więcej, wskazała, że prezes NBP może zakwestionować decyzję prowadzącą do jego zawieszenia przed Trybunałem Sprawiedliwości Unii Europejskiej. To nie było zwykłe polityczne oświadczenie ani gest solidarności z Glapińskim. Szefowa EBC przypomniała polskim politykom o zasadach, na których opiera się funkcjonowanie europejskiego systemu banków centralnych.

REKLAMA

W czerwcu 2026 r. EBC ponownie zwrócił uwagę na problemy polskich regulacji dotyczących niezależności NBP. W raporcie o konwergencji wskazał między innymi na konieczność zapewnienia zgodności zasad odpowiedzialności prezesa banku centralnego z wymogami prawa unijnego.

Od trzech lat wiadomo, że konflikt o kierownictwo NBP ma również wymiar europejski, a ewentualne próby odsunięcia prezesa mogą zakończyć się batalią przed unijnymi sądami. Czy naprawdę po wszystkich doświadczeniach z polskim wymiarem sprawiedliwości potrzebujemy następnego konfliktu o legalność działania jednej z kluczowych instytucji państwa?

REKLAMA

Za polityczną wojnę o NBP zapłacą Polacy

To potencjalne zagrożenie dla stabilności instytucjonalnej państwa, a w konsekwencji dla polskiej gospodarki. Wyobraźmy sobie, że rząd doprowadza do ustanowienia nadzwyczajnego zarządcy NBP. Dotychczasowe kierownictwo kwestionuje legalność tej decyzji. Rozpoczynają się postępowania sądowe, spory kompetencyjne, wzajemne podważanie podejmowanych uchwał.

Kto w takim przypadku legalnie reprezentuje bank centralny? Czyje decyzje są wiążące? Co stanie się, jeśli po kilku latach sąd uzna, że część działań została podjęta bez odpowiedniej podstawy prawnej?

REKLAMA

Nie musimy znać odpowiedzi, żeby zrozumieć, jak poważne ryzyko niesie taki scenariusz.

Narodowy Bank Polski nie jest kolejnym urzędem, w którym zmiana kierownictwa oznacza przede wszystkim wymianę gabinetów i służbowych samochodów. To instytucja odpowiedzialna za stabilność cen, realizację polityki pieniężnej, zarządzanie rezerwami dewizowymi i zapewnianie bezpieczeństwa systemu płatniczego.

REKLAMA

Jej wiarygodność ma znaczenie dla całej gospodarki. Dla inwestorów kupujących polskie obligacje, banków finansujących przedsiębiorstwa, firm prowadzących handel zagraniczny i każdego, kto oszczędza w złotych. W świecie finansów zaufanie jest jednym z najcenniejszych aktywów. Buduje się je latami, a stracić można znacznie szybciej.

Większa premia za ryzyko oznacza potencjalnie wyższe koszty finansowania państwa i przedsiębiorstw. W ostatecznym rozrachunku rachunek za polityczne eksperymenty może więc trafić do podatników, konsumentów i właścicieli firm.

REKLAMA

Kampania wyborcza zaczyna się w najgorszym możliwym stylu

Kadencja Glapińskiego kończy się w 2028 r. Do wyborów parlamentarnych w 2027 r. pozostał rok i właśnie ten drugi termin powoduje, że rządzący znów weszli w tryb „rozliczamy poprzedników”.

Spór o Adama Glapińskiego w NBP trwa od ponad czterech lat. W lipcu 2022 r. Donald Tusk zapowiedział, że po wygranych wyborach wyprowadzi Glapińskiego z NBP. Później pojawiły się zapowiedzi Trybunału Stanu. Teraz słyszymy o kolejnych, jeszcze bardziej egzotycznych pomysłach.

REKLAMA

Polityczny konflikt z Glapińskim może, ale wcale nie musi mobilizować wyborców koalicji rządzącej. Osobiście uważam, że dla większości nie jest to żaden priorytet. Dlatego w ogóle nie rozumiem, jak można tak bezmyślnie szafować finansowym bezpieczeństwem państwa.

Zwłaszcza że mówimy politykach, którzy szli do wyborów z hasłami przywracania praworządności i odbudowy zaufania do instytucji państwa.

Arek Braumberger
Redaktor

Szef redakcji Bizblog.pl. W mediach od 30 lat. Pisze o małym biznesie, podatkach i finansach osobistych. Do Spidersweb.pl przeszedł z Wirtualnej Polski, gdzie najpierw był szefem wydawców Money.pl, a potem zastępcą redaktora naczelnego. Pierwszą posadę w mediach dostał w „Gazecie Wyborczej”, pracował w „Pulsie Biznesu”, „Życiu”, miesięczniku „Pieniądz”, „Businessman Magazine”, Miesięczniku Finansowym „BANK”. W tym ostatnim był redaktorem prowadzącym kilku edycji prestiżowych raportów „Największe banki w Polsce“ oraz „IT@BANK”.

REKLAMA
REKLAMA