REKLAMA

Złapali cię na autozapis PPK? Nie daj się nabrać, nie rezygnuj

Ostatnie dane na temat PPK mówią, że w programie uczestniczy ok. 35 proc. Polaków. Ale to dane sprzed łapanki, która ruszyła 1 marca, czyli automatycznego zapisu 8 mln pracowników. Kto nie chce odkładać na emeryturę w PPK, ten znów musi się wypisać. Ilu Polaków dało się złapać na ten trik i zostało w PPK? Dane niby będą znane dopiero w maju, ale my już wiemy.

Złapali cię na autozapis PPK?  Nie daj się nabrać, nie rezygnuj
REKLAMA

Ostatnio były dwa momenty, w których nasłuchaliście się w mediach strasznych bzdur o PPK, albo raczej należałoby powiedzieć, że byliście dwukrotnie manipulowani. Najpierw na początku marca, a później jeszcze na koniec marca. Media histeryzowały: „To już! Od dziś możecie się wypisać znów z PPK” albo w wariancie na koniec miesiąca: „To ostatni dzień, żeby wypisać się z PPK!”.

REKLAMA

Czytaj też: Czym są pracownicze plany kapitałowe (PPK) i czy warto w nich uczestniczyć?

Na rezygnację z PPK nigdy nie jest za późno

Bo po pierwsze, z PPK można wypisać się w każdej chwili i ostatni dzień marca wcale nie był na to ostatnią szansą. A po drugie, media - nawet te, które na co dzień piszą, że PPK to bardzo korzystne rozwiązanie dla pracowników - postanowiły nagle zmienić narrację, sugerując wam, że warto się wypisać i żebyście koniecznie pamiętali, że to jest najlepszy moment.

REKLAMA
REKLAMA

I ta zabawa czeka nas co cztery lata, to autozapis do PPK właśnie co cztery lata będzie powtarzany. To po to, żeby jak najwięcej Polaków uczestniczyło w programie dodatkowego oszczędzania na emeryturę i nie musiało żyć na starość jedynie ze świadczenia wypłacanego przez ZUS, bo ono będzie stanowić w przyszłości zaledwie 25 proc. waszej ostatniej pensji. Wyżylibyście za to?

REKLAMA

Dla porównania dodam, że dziś już pochylamy się nad emerytami, bo często nie wystarcza im nie tylko na leki, ale i na jedzenie, a stopa zastąpienia dziś wynosi średnio 55 proc. 

Ilu Polaków dało się złapać?

Wróćmy jednak do autozapisu. Przy każdej takiej akcji ktoś zawsze zostanie w PPK, choć nie planował się zapisywać, bo zapomni o tym, albo nie będzie mu się chciało, albo uzna, że spróbuje, a wypisać może się przecież za jakiś czas, a w międzyczasie może zerknie na konto w PPK i zorientuje się, że ma tam kawał grosza - zwykle około dwa razy więcej niż odpływa na PPK z jego pensji, bo drugie tyle dokłada mu pracodawca i rząd. A to skapywanie kolejnych członków do PPK jest bardzo ważne, bo obecnie do tego programu należy jedynie ok. 35 proc. uprawnionych do tego pracowników, a rząd miał znacznie bardziej optymistyczne plany, kiedy PPK startowały niemal trzy lata temu i myślał, że poziom partycypacji na dzień dobry sięgnie 75 proc.

REKLAMA

Pytanie, czy ten autozapis rzeczywiście coś daje, skoro Polacy już na samym początku byli tak zdeterminowani, żeby z PPK uciekać, bo nie mają zaufania do państwa i sparzyli się na likwidacji OFE?

Eksperci w ostatnich tygodniach mówią, że na wiadomości o skuteczności pierwszego autozapisu musimy jeszcze sporo poczekać. Antoni Kolek, Prezes Instytutu Emerytalnego w Polsat News mówił nawet, że to potrwa rok, bo dopiero wtedy znana będzie liczba osób uprawnionych do dopłaty rocznej i to będą dopiero najbardziej precyzyjne dane.

REKLAMA

Inni wskazują, że poczekać trzeba przynajmniej do maja. Dlaczego? Bo wielu pracowników mogło zapomnieć o autozapisie i nie zrobić nic, więc w PPK zostać, ale kiedy pracodawcy odliczą im od kwietniowej pensji składkę na PPK, natychmiast się zorientują, że ich pensja trochę się skurczyła i deklarację o odstąpieniu złożą w kwietniu, uciekną więc z miesięcznym poślizgiem.

REKLAMA

A jak ktoś w kwietniu zostanie, to już raczej zostanie na dłużej.

Ale przedstawiciele Towarzystw Funduszy Inwestycyjnych, które zarządzają pieniędzy zgromadzonymi na kontach PPK już z grubsza wiedzą. Podczas konferencji na temat PPK zorganizowanej przez PFR Portal PPK i GPW mówili dość jasno, że przybędzie im dzięki autozapisowi ok. 15-20 proc. nowych klientów i to już z poprawką, że w kwietniu pewnie część nabytku z marcowej łapanki jeszcze ucieknie. Kiedy mówię o klientach, to mam na myśli Polaków oszczędzających w PPK, a nie nowych pracodawców, którzy podpisują z TFI kolejne umowy na zarządzanie emerytalnymi pieniędzmi.

REKLAMA

Co oznacza taki przyrost o 15-20 proc.? To przełoży się na wzrost poziomu partycypacji Polaków w PPK z ok. 35 proc. sprzed zapisu o ok. 7 pkt proc. do 42 proc.  To już coś. Ale gdyby utrzymać takie tempo przy każdym autozapisie PPK co cztery lata, wymarzony przez polityków poziom ok. 70 proc. osiągnęlibyśmy w 2039 r., czyli za 16 lat.

Agata Kołodziej
Redaktor

Dziennikarka Bizblog.pl. W mediach od kilkunastu lat, wcześniej pracowała w money.pl i Onecie, a dawno dawno temu również w TVP i „Gazecie Giełdy Parkiet”. W przeszłości współpracowała także z „Dziennikiem Gazetą Prawną”, „Rzeczpospolitą” i „Gazetą Wyborczą”. Zainteresowana głównie finansami i bankowością, a także rynkiem nieruchomości. Kiedyś miała bzika na punkcie giełdy, ale trochę jej już przeszło. Podobnie jak przeszło jej pytanie księży, co sądzą o gospodarce, po tym, jak ks. Stryczek powiedział jej w wywiadzie, że Jezus wcale nie kazał się dzielić. Szok taki, że zdziwił się na to i „Tygodnik Powszechny” i Pudelek. Dziś usłyszeć możecie ją również w podcastach Forum IBRiS - tam akurat nie zawsze o gospodarce.

REKLAMA
REKLAMA