REKLAMA

Zakupy na Ali, Temu i Shein. 1 listopada wchodzą nowe obostrzenia

Od 1 listopada zakupy na Temu, Shein, AliExpress i innych platformach wysyłających towary bezpośrednio spoza Unii Europejskiej mogą stać się jeszcze mniej atrakcyjne. Do obowiązującego od lipca cła w wysokości 3 euro dochodzi – 2 euro opłaty manipulacyjnej za każdą pozycję w zgłoszeniu celnym. Pierwsze tegoroczne obostrzenie już zrobiło swoje: liczba takich zgłoszeń w Polsce spadła o około połowę, a chińskie platformy straciły miliony użytkowników.

Koniec ery tanich paczek z Chin.
REKLAMA

Od 1 listopada państwa UE zaczną pobierać opłatę manipulacyjną w wysokości 2 euro za każdą pozycję w zgłoszeniu celnym dotyczącym zakupów internetowych spoza Unii. Ma ona finansować koszty analizy ryzyka, kontroli i obsługi ogromnej liczby przesyłek trafiających na unijny rynek. Komisja Europejska ustaliła wysokość opłaty na 2 euro.

REKLAMA

To już drugie w tym roku dodatkowe obciążenie importu e-commerce. Od 1 lipca nie działa wcześniejsze zwolnienie celne dla przesyłek o wartości do 150 euro. Zamiast niego obowiązuje ryczałtowe cło w wysokości 3 euro za każdą pozycję towarową w zgłoszeniu. Nie chodzi więc o 3 euro od całej paczki. Jeśli zamówienie zawiera kilka różnych grup towarów, należność jest naliczana wielokrotnie.

3 euro już wystarczyło, żeby Polacy zaczęli kupować inaczej

Szef Krajowej Administracji Skarbowej Marcin Łoboda poinformował, że od lipca liczba zgłoszeń dotyczących takich przesyłek w Polsce zmniejszyła się o około 50 proc. Jeszcze większa zmiana nastąpiła w liczbie pozycji towarowych znajdujących się w zgłoszeniach – tu spadek sięga około 75 proc. We wrześniu tendencja spadkowa była nadal widoczna, choć nie była już tak gwałtowna.

REKLAMA

Wcześniejsze dane Ministerstwa Finansów pokazywały skalę pierwszego uderzenia jeszcze dokładniej. W czerwcu odnotowano 4,24 mln zgłoszeń celnych dotyczących paczek z Chin, a w lipcu już tylko około 2,1 mln. To spadek o ponad połowę z miesiąca na miesiąc.

Więcej o obostrzeniach celnych

REKLAMA

Zmianę widać również w ruchu na samych platformach. Według danych Mediapanelu Temu miało w czerwcu 16,7 mln polskich użytkowników, w lipcu 13,1 mln, a we wrześniu już 12,4 mln. W porównaniu z wrześniem 2025 r. oznacza to spadek o 37,2 proc.

AliExpress z około 10 mln użytkowników w czerwcu zszedł do 7,8 mln we wrześniu. Jeszcze mocniej oberwał Shein – z 5,1 mln użytkowników w czerwcu do 4,2 mln we wrześniu. Rok do roku spadek wyniósł aż 46,3 proc.

REKLAMA

Nie oznacza to jednak, że Polacy przestali kupować z Chin. Badanie UCE Research przeprowadzone wśród regularnych klientów chińskich platform pokazało, że tylko 12,8 proc. z nich deklarowało rezygnację z zakupów z powodu nowego cła. Blisko 80 proc. twierdziło, że opłata ich nie zniechęciła.

Zmienił się natomiast sposób robienia zakupów. Z sierpniowych danych aplikacji whenUbuy wynikało, że na Temu liczba produktów kupowanych podczas pojedynczej sesji spadła mniej więcej o połowę, do 2,8 sztuki, za to średnia wartość jednego kupowanego produktu wzrosła o około 50 proc. Co ciekawe, miesięczne wydatki użytkowników pozostały na zbliżonym poziomie.

REKLAMA

Krótko mówiąc: mniej drobiazgów za kilka złotych, więcej droższych i bardziej przemyślanych zakupów.

Od listopada rachunek może wzrosnąć ponownie

Nowa opłata manipulacyjna dokłada kolejne 2 euro za pozycję w zgłoszeniu. W przypadku przesyłek do 150 euro dochodzi ona do obowiązującego już cła wynoszącego 3 euro.

REKLAMA

Jeżeli więc w jednym zamówieniu znajdują się towary zakwalifikowane do dwóch różnych pozycji, na poziomie rozliczenia importowego może to oznaczać łącznie 6 euro cła i dodatkowe 4 euro opłaty manipulacyjnej. Przy bardzo tanich produktach dodatkowe kilka euro zaczyna stanowić znaczną część wartości zakupów.

Nie oznacza to, że konsument dostanie od urzędu celnego rachunek na 5 czy 10 euro. W przypadku lipcowego cła dłużnikiem celnym jest sprzedawca, platforma albo jej przedstawiciel, a listopadową opłatę pobiera się od podmiotu składającego zgłoszenie.

REKLAMA

Chińskie platformy mają sposób: magazyny w Europie

Temu, Shein czy AliExpress nie muszą jednak biernie przyglądać się, jak nowe opłaty odbierają im klientów. Jednym ze sposobów jest przenoszenie większej części logistyki do Unii Europejskiej.

Towar może zostać sprowadzony do europejskiego magazynu zbiorczo i odprawiony według zwykłych reguł importowych. Późniejsza paczka wysyłana z magazynu znajdującego się już w UE nie jest małą przesyłką nadawaną bezpośrednio z Chin i nie podlega 3-eurowemu rozwiązaniu przejściowemu. Nie oznacza to oczywiście braku ceł czy podatków – zmienia się po prostu sposób ich rozliczenia.

REKLAMA

Dla platform ma to jeszcze jedną zaletę: towar jest bliżej klienta. Dostawa zamiast kilkunastu dni może trwać kilka dni, łatwiejsze stają się również zwroty i obsługa posprzedażowa.

– Nowe opłaty nie zakończą obecności azjatyckich platform w Europie, ale mogą przyspieszyć zmianę ich modelu logistycznego – wskazuje Adam Zając, Cross-border Director w Alsendo.

REKLAMA

Dodatkowe 3 euro już ograniczyło liczbę najtańszych paczek. Od 1 listopada dochodzą kolejne 2 euro. Przy paczce za kilka złotych albo pojedynczym tanim gadżecie przewaga cenowa chińskiej wysyłki znika.

To nie koniec Temu, Shein czy AliExpress. Bardziej prawdopodobne jest, że coraz większa część towarów będzie trafiała do Europy hurtowo, a do klienta pojedzie już z magazynu znajdującego się w Polsce.

Arek Braumberger
Redaktor

Szef redakcji Bizblog.pl. W mediach od 30 lat. Pisze o małym biznesie, podatkach i finansach osobistych. Do Spidersweb.pl przeszedł z Wirtualnej Polski, gdzie najpierw był szefem wydawców Money.pl, a potem zastępcą redaktora naczelnego. Pierwszą posadę w mediach dostał w „Gazecie Wyborczej”, pracował w „Pulsie Biznesu”, „Życiu”, miesięczniku „Pieniądz”, „Businessman Magazine”, Miesięczniku Finansowym „BANK”. W tym ostatnim był redaktorem prowadzącym kilku edycji prestiżowych raportów „Największe banki w Polsce“ oraz „IT@BANK”.

REKLAMA
REKLAMA