REKLAMA

Tusk mówi o budżecie narodowego optymizmu. Dlaczego premier nie powie Polakom prawdy?

Donald Tusk niemal zachwyca się projektem budżetu. Ekonomiści studzą emocje. Deficyt sektora finansów publicznych ma sięgnąć 7,1 proc. PKB, Polska kolejny rok nie zacznie go ograniczać. Prawdziwy problem objawi się nam jednak po wyborach.

Tusk mówi o budżecie narodowego optymizmu. Dlaczego premier nie powie Polakom prawdy?

Rząd przyjął wstępny projekt budżetu państwa na 2027 r. Premier Donald Tusk przedstawia go jako próbę pogodzenia wysokich wydatków na bezpieczeństwo, zdrowie i inwestycje z odpowiedzialnością za finanse państwa.

Chcemy, żeby wskaźniki, takie jak dług czy deficyt, były najniższe, ale nie pozwolimy, by polska gospodarka stanęła lub aby zatrzymać jakiekolwiek pieniądze, które mogłyby trafić do ludzi – mówił Donald Tusk przed posiedzeniem Rady Ministrów.

Problem w tym, że z przedstawionych liczb na razie żadnego wyraźnego ograniczania deficytu nie widać.

Deficyt zostaje na poziomie 7,1 proc. PKB

Deficyt samego budżetu państwa ma w 2027 r. wynieść 282,6 mld zł. Dla porównania tegoroczny limit to 271,7 mld zł.

Znacznie ważniejsza z punktu widzenia kondycji finansów publicznych jest jednak szersza miara stosowana przez Unię Europejską, obejmująca cały sektor instytucji rządowych i samorządowych. Tutaj rząd zakłada deficyt na poziomie 7,1 proc. PKB. Dokładnie tyle samo, ile obecnie prognozuje na 2026 r.

Ekonomiści ING zwracają uwagę, że wcześniejsza prognoza na przyszły rok zakładała 6,8 proc. PKB, a jeszcze w ustawie budżetowej na 2026 r. tegoroczny deficyt szacowano na 6,5 proc. Obecny szacunek został więc wyraźnie podniesiony. Zdaniem ING oznacza to kontynuację bardzo luźnej polityki fiskalnej.

Budżet na 2027 jest budżetem kontynuacji ekspansywnej polityki fiskalnej, a Polska nie czyni postępów w korekcie nadmiernego deficytu i nie podejmuje działań na rzecz jego sprowadzenia poniżej 3 proc. PKB – wskazują ekonomiści ING.

Według banku będzie to już szósty rok z rzędu z nadmiernym deficytem fiskalnym.

Rekordowe pieniądze na wojsko i więcej na zdrowie

Rząd tłumaczy skalę wydatków przede wszystkim sytuacją geopolityczną i koniecznością utrzymywania bardzo wysokich nakładów na bezpieczeństwo.

Na obronność Polska ma w 2027 r. wydawać 4,5 proc. PKB. W samym budżecie państwa na ten cel zapisano 198 mld zł.

Więcej pieniędzy ma też trafić na ochronę zdrowia. Nakłady mają wzrosnąć o 26,3 mld zł, do 274 mld zł.

To jest o 26 mld zł więcej niż w 2026 roku. Pracujemy, by wyraźnie większe pieniądze na zdrowie nie zostały w żaden sposób zmarnowane, by służyły pacjentom i poprawie w ochronie zdrowia – mówił Donald Tusk.

Do tego dochodzą inwestycje w kolej, drogi, energetykę, modernizację sieci oraz energetykę jądrową.

Pod względem założeń gospodarczych ING większych powodów do niepokoju nie widzi. Rząd przewiduje wzrost PKB o 3 proc. oraz inflację na poziomie 2,8 proc. Bank zakłada odpowiednio 3,2 proc. i około 2,5 proc.

Ministerstwo Finansów spodziewa się także dalszego hamowania wzrostu wynagrodzeń. Przeciętna płaca w gospodarce narodowej ma wzrosnąć w 2027 r. o 5,9 proc., po 6,4 proc. w 2026 r. Stopa bezrobocia rejestrowanego na koniec przyszłego roku ma wynieść 6 proc.

Rynek na razie nie wpada w panikę

Mimo wysokiego deficytu ING nie spodziewa się obecnie gwałtownej reakcji inwestorów.

Jednym z powodów są potrzeby pożyczkowe państwa. Ich poziom netto ma w 2027 r. wynieść około 317 mld zł. To nawet nieco mniej niż przewidywane wykonanie w 2026 r., wynoszące około 320 mld zł.

Ekonomiści zwracają jednak uwagę, że częściowo wynika to z mniejszej skali przepływów środków europejskich po zakończeniu Krajowego Planu Odbudowy. Sam spadek potrzeb pożyczkowych nie oznacza więc automatycznie poprawy stanu finansów państwa.

Więcej w Bizblogu o budżecie państwa

Dla rynku najważniejsze będzie to, jaka część finansowania zostanie pozyskana poprzez emisję obligacji.

Na razie ING nie zakłada, by podaż skarbowych papierów wartościowych miała być znacząco większa niż w tym roku. Polski dług w dużej mierze kupują krajowe banki. Inwestorzy zagraniczni odpowiadali na koniec drugiego kwartału 2026 r. za zaledwie 12,3 proc. portfela polskich obligacji skarbowych. To niewiele więcej niż historyczne minimum wynoszące 11,9 proc. zanotowane pod koniec 2025 r.

Dlatego ekonomiści ING spodziewają się raczej wstrzemięźliwej reakcji rynków niż nagłego wzrostu nerwowości.

Problem może pojawić się dopiero po wyborach

I tutaj znajduje się najważniejsze ostrzeżenie banku.

Rynki zdają sobie sprawę, że przed wyborami parlamentarnymi w 2027 r. oraz przy konflikcie między rządem i prezydentem przeprowadzenie większych oszczędności albo podwyżek podatków byłoby politycznie wyjątkowo trudne.

Dlatego inwestorzy mogą jeszcze przez pewien czas tolerować bardzo wysoki deficyt. Po wyborach sytuacja może się zmienić.

ING ostrzega, że brak programu ograniczania deficytu po 2027 r. może doprowadzić zarówno do presji na obniżenie ratingu Polski, jak i do wzrostu rentowności obligacji skarbowych. W praktyce oznaczałoby to, że państwo musiałoby płacić więcej za pożyczanie pieniędzy.

A dług w tym czasie będzie nadal szybko rósł.

Według ekonomistów ING w latach 2028–2029 Polska może zbliżyć się do progów ostrożnościowych zapisanych w ustawie o finansach publicznych. W takim scenariuszu dalsze odsuwanie konsolidacji finansów publicznych może stać się bardzo trudne.

Będzie to wymagało podjęcia działań konsolidacyjnych w finansach publicznych, o ile wcześniej nie skłoni do tego władz presja ze strony rynków finansowych, wzrost rentowności i kosztów finansowania – ostrzegają ekonomiści ING.

Na razie więc budżet na 2027 r. rzeczywiście może nie wywołać większego niepokoju. Problem polega na tym, że rząd kupuje sobie w ten sposób przede wszystkim czas. A po wyborach rachunek za utrzymywanie deficytu przekraczającego 7 proc. PKB może być znacznie trudniejszy do odłożenia na później.

Arek Braumberger
Redaktor

Szef redakcji Bizblog.pl. W mediach od 30 lat. Pisze o małym biznesie, podatkach i finansach osobistych. Do Spidersweb.pl przeszedł z Wirtualnej Polski, gdzie najpierw był szefem wydawców Money.pl, a potem zastępcą redaktora naczelnego. Pierwszą posadę w mediach dostał w „Gazecie Wyborczej”, pracował w „Pulsie Biznesu”, „Życiu”, miesięczniku „Pieniądz”, „Businessman Magazine”, Miesięczniku Finansowym „BANK”. W tym ostatnim był redaktorem prowadzącym kilku edycji prestiżowych raportów „Największe banki w Polsce“ oraz „IT@BANK”.