REKLAMA

SAFE wielkim sukcesem Polski. Ekonomiści ostrzegają tylko przed jednym

Polska ma dostać z unijnego programu SAFE prawie 44 mld euro na zakupy obronne. Ekonomiści Credit Agricole wyliczyli, że zbrojeniowe zamówienia wyraźnie przyspieszą produkcję przemysłową i podbiją tegoroczny wzrost PKB. Ekonomiści Credit Agricole przestrzegają jednak, by nie wyciągać z tych danych zbyt prostych wniosków.

SAFE wielkim sukcesem Polski. Ekonomiści ostrzegają tylko przed jednym

SAFE (ang. Security Action for Europe) to unijny program finansowania inwestycji obronnych. Komisja Europejska pozyskuje pieniądze poprzez emisję obligacji, a następnie pożycza je państwom członkowskim. Łącznie do podziału jest 150 mld euro. Polska jest największym beneficjentem programu – przyznano jej możliwość pożyczenia maksymalnie 43,734 mld euro, czyli około 29 proc. całej puli.

To równowartość ponad 183 mld zł. Nie oznacza to jednak, że cała ta kwota już wpłynęła do Polski albo została wydana na sprzęt wojskowy.

Nie są to zatem bezzwrotne środki z budżetu UE – podkreślają autorzy analizy Credit Agricole: Jakub Borowski, główny ekonomista banku, oraz starsi ekonomiści Krystian Jaworski i Jakub Olipra.

Maksymalny okres finansowania wynosi 45 lat. Polska może też skorzystać z dziesięcioletniej karencji w spłacie kapitału. Pierwsza transza, wypłacona pod koniec maja, wyniosła 6,56 mld euro, czyli 15 proc. przyznanego limitu. Pozostałe pieniądze mają być uruchamiane stopniowo wraz z realizacją planu inwestycyjnego.

Zbrojeniowe zamówienia podbiją produkcję

Ekonomiści Credit Agricole szacują, że w 2026 r. w ramach SAFE wydane zostanie około 42 mld zł. W 2027 r. kwota ma spaść do około 15 mld zł.

Tegoroczny impuls będzie więc bardzo mocny. Według analityków wydatki obronne podniosą dynamikę produkcji przemysłowej w okresie od drugiego do czwartego kwartału o około 1,6 pkt proc. w porównaniu ze scenariuszem, w którym zamówienia nie zostałyby zrealizowane.

Większa produkcja przełoży się także na wzrost całej gospodarki.

Związany z tym wzrost wartości dodanej w przemyśle podniesie średnioroczną dynamikę PKB w 2026 r. o ok. 0,3 pkt proc. – wyliczają ekonomiści Credit Agricole.

Oznacza to, że bez programu SAFE wzrost gospodarczy byłby w tym roku zauważalnie niższy. Bank prognozuje obecnie, że polski PKB zwiększy się w 2026 r. o 3,3 proc.

Pieniądze będą płynęły między innymi do producentów artylerii, amunicji, dronów, pojazdów opancerzonych oraz systemów przeciwlotniczych. Korzystać mają jednak nie tylko największe państwowe koncerny zbrojeniowe.

Produkcja sprzętu wojskowego wymaga dostaw stali, metali, elektroniki, optyki, przewodów, podzespołów samochodowych, materiałów wybuchowych oraz usług informatycznych i inżynieryjnych. Część zamówień może więc trafić do mniejszych firm działających jako podwykonawcy i dostawcy.

Duże, wieloletnie kontrakty mają jeszcze jedną zaletę: pozwalają przedsiębiorstwom planować inwestycje, zwiększać zatrudnienie i rozbudowywać linie produkcyjne. Z punktu widzenia gospodarki to ważniejsze niż krótkotrwały wzrost zamówień.

W 2027 r. pojawi się efekt wysokiej bazy

Credit Agricole zakłada jednak, że w przyszłym roku wpływ SAFE na tempo wzrostu gospodarczego stanie się ujemny. Dynamika produkcji przemysłowej może zostać obniżona o około 0,8 pkt proc., a dynamika PKB – o około 0,2 pkt proc.

Nie oznacza to, że przemysł zacznie produkować mniej niż przed uruchomieniem programu. Poziom produkcji nadal ma być wyższy niż w scenariuszu bez SAFE. Zmieni się jednak tempo wzrostu.

W 2026 r. wydatki mają sięgnąć około 42 mld zł, a rok później spaść do 15 mld zł. Wyniki z 2027 r. będą więc porównywane z bardzo mocnym rokiem poprzednim.

W konsekwencji, choć poziom produkcji przemysłowej pozostanie wyższy niż w scenariuszu bez SAFE, zmniejszenie dodatkowej produkcji związanej z programem obniży jej dynamikę – tłumaczą autorzy raportu.

To klasyczny efekt wysokiej bazy. Jeśli w jednym roku fabryka gwałtownie zwiększy produkcję, w kolejnym trudno będzie jej ponownie osiągnąć równie wysokie tempo wzrostu, nawet jeżeli nadal będzie wytwarzać znacznie więcej niż wcześniej.

Credit Agricole prognozuje, że dynamika polskiego PKB obniży się z 3,3 proc. w 2026 r. do 3 proc. w 2027 r.

Polski kontrakt nie zawsze oznacza polską produkcję

Rząd szacuje, że 89 proc. zamówień finansowanych z SAFE trafi do polskiego przemysłu. Na pierwszy rzut oka oznaczałoby to ogromny zastrzyk pieniędzy dla krajowych producentów.

Ekonomiści Credit Agricole zalecają jednak ostrożność. Wskaźnik może odnosić się do siedziby głównego wykonawcy lub miejsca realizacji kontraktu, a nie do rzeczywistego udziału polskich części i technologii w gotowym produkcie.

Nie należy jednak utożsamiać podpisania umowy z polskim wykonawcą z wytworzeniem całej wartości kontraktu w kraju – zaznaczają Jakub Borowski, Krystian Jaworski i Jakub Olipra.

Zaawansowane systemy wojskowe często wykorzystują importowane rakiety, sensory, napędy, elektronikę, licencje i oprogramowanie. Dotyczy to zwłaszcza systemów opartych na technologiach amerykańskich i koreańskich, a także obrony przeciwlotniczej, systemów przeciwrakietowych i rozwiązań satelitarnych.

Więcej wpisów o SAFE

Polska firma może więc występować jako główny wykonawca, dostarczać podwozia, kabiny, integrację systemów, logistykę i serwis, ale najdroższe elementy sprzętu mogą pochodzić z zagranicy. Im większa będzie importochłonność zamówień, tym mniejszy okaże się ich wpływ na polski PKB, zatrudnienie i wpływy podatkowe.

Najwięcej korzyści może zostać w kraju w tych obszarach, w których polskie firmy posiadają własne konstrukcje, oprogramowanie i kompetencje. Credit Agricole wymienia między innymi drony, kryptografię, cyberbezpieczeństwo i specjalistyczną łączność. W takich branżach pieniądze finansują nie tylko montaż, lecz także krajową technologię, późniejszy serwis i rozwój produktów.

Część kontraktów podpisano w ostatniej chwili

SAFE co do zasady ma finansować wspólne zakupy prowadzone przez co najmniej dwa państwa. Przejściowo dopuszczono jednak zamówienia składane samodzielnie przez jeden kraj, o ile kontrakt został podpisany najpóźniej 30 maja 2026 r.

To dlatego polskie wojsko zawarło tak wiele umów pod koniec maja. W dniach 28–30 maja Agencja Uzbrojenia oraz Dowództwo Komponentu Wojsk Obrony Cyberprzestrzeni podpisały łącznie 62 umowy i aneksy. Ich wartość wyniosła prawie 120 mld zł, a wraz z prawami opcji może wzrosnąć do 133,7 mld zł. Prawo opcji pozwala MON zamówić dodatkowe partie sprzętu na wcześniej uzgodnionych warunkach, ale nie zobowiązuje resortu do wydania całej kwoty.

Największy kontrakt dotyczy sprzętu towarzyszącego dla 12 dywizjonowych modułów Homar-K i ma wartość 19 mld zł. Kolejne duże zamówienia obejmują systemy antydronowe SAN za 14,9 mld zł, moduły Gladius za 9,3 mld zł oraz 146 bojowych wozów piechoty Borsuk za 7,5 mld zł.

Zamówiono również między innymi haubice Krab, moździerze Rak, drony FlyEye, amunicję krążącą Warmate oraz pociski artyleryjskie kalibru 155 mm.

Nie wszystkie umowy dotyczą jednak zupełnie nowych programów. Część to aneksy zwiększające wcześniejsze zamówienia albo zmieniające ich źródło finansowania.

W rządowych wyliczeniach brakuje 6 mld zł

Ekonomiści Credit Agricole zwracają także uwagę na różnicę między całkowitą wartością pożyczki a sumą projektów przedstawionych przez rząd.

Według oficjalnego podziału 47,6 mld zł ma zostać przeznaczone na systemy artyleryjskie, a 44,2 mld zł na obronę przeciwlotniczą, przeciwrakietową, drony i systemy antydronowe. Kolejne 32,3 mld zł przewidziano na walkę naziemną i systemy wsparcia, a 23,8 mld zł na amunicję i pociski rakietowe. Po dodaniu wszystkich przedstawionych pozycji wychodzi jednak około 177 mld zł. To mniej niż ponad 183 mld zł, czyli komunikowana równowartość całej pożyczki.

Dostępne materiały rządowe nie wyjaśniają tej różnicy – zauważają autorzy raportu Credit Agricole.

Przedstawiony podział należy więc na razie traktować jako orientacyjną strukturę planowanych wydatków, a nie jako pełne i ostateczne rozliczenie programu.

Arek Braumberger
Redaktor

Szef redakcji Bizblog.pl. W mediach od 30 lat. Pisze o małym biznesie, podatkach i finansach osobistych. Do Spidersweb.pl przeszedł z Wirtualnej Polski, gdzie najpierw był szefem wydawców Money.pl, a potem zastępcą redaktora naczelnego. Pierwszą posadę w mediach dostał w „Gazecie Wyborczej”, pracował w „Pulsie Biznesu”, „Życiu”, miesięczniku „Pieniądz”, „Businessman Magazine”, Miesięczniku Finansowym „BANK”. W tym ostatnim był redaktorem prowadzącym kilku edycji prestiżowych raportów „Największe banki w Polsce“ oraz „IT@BANK”.