REKLAMA

Rząd się pomylił. Tak wyglądają najnowsze dane o bezrobociu

Wstępne szacunki ministerstwa pracy były przestrzelone. Oficjalne dane GUS okazały się lepsze, co nie znaczy, że sytuacja na polskim rynku pracy się poprawia.

Rząd się pomylił. Tak wyglądają najnowsze dane o bezrobociu

Taka sytuacja nie zdarza się często. Szacunki Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej o rozmiarach bezrobocia okazały się przestrzelone. W opublikowanych na początku sierpnia wstępnych danych resort poinformował, że drugie półrocze rozpoczęło się w Polsce od wzrostu stopy bezrobocia – po raz pierwszy od lutego – z 5,8 proc. do 5,9 proc.

Bezrobocie stoi, a bezrobotnych przybywa

Okazało się jednak, że oficjalna stopa bezrobocia pozostała w lipcu na poziomie z czerwca, czyli 5,8 proc. Takie informacje podał Główny Urząd Statystyczny we wtorek.

Nie oznacza to jednak, że liczba zarejestrowanych w urzędach pracy bezrobotnych utrzymała się w lipcu na czerwcowym poziomie. Takich osób przybyło, jednak nie na tyle, by zmienić ogólny wskaźnik, który oficjalnie podawany jest do jednego miejsca po przecinku.

W porównaniu z czerwcem liczba bezrobotnych wzrosła w Polsce o 4,9 tys. – do 906,4 tys. W ujęciu miesięcznym to wzrost o zaledwie 0,5 proc. Gorzej wygląda to z nieco odleglejszej perspektywy: w ciągu 12 miesięcy od lipca 2025 r. liczba zarejestrowanych w Polsce bezrobotnych zwiększyła się o 75,6 tys. osób, czyli aż o 9,1 proc.

Jeszcze szybciej rośnie niemała grupa tzw. długotrwale bezrobotnych, czyli osób, które szukają pracy już od roku lub dłużej. W lipcu było ich 373,2 tys. – o ponad jedną piątą (dokładnie 20,6 proc.) więcej niż w lipcu 2025 r. Nie są to pozytywne z punktu widzenia perspektyw rynku pracy informacje. Podobnie jak fakt, że szukający pracy mają coraz więcej z tym kłopotów. Powodem są kurczące się zasoby miejsc pracy. O ile w lipcu 2025 r. pracodawcy zgłosili do urzędów pracy blisko 46 tys. ofert pracy, o tyle rok później – zaledwie 38,9 tys. – o 7 tys., czyli ponad 15 proc. mniej.

O tym, że sytuacja na rynku pracy w Polsce nieznacznie – ale jednak – się pogarsza, świadczy fakt, że ostatnio tak wysoki wskaźnik bezrobocia w lipcu statystycy GUS odnotowali pięć lat temu, w 2021 r., w czasie pandemii koronawirusa.

Bezrobocie wg BAEL w górę

Powyższe dane dotyczące bezrobocia na poziomie 5,8 proc. obejmują wyłącznie osoby zarejestrowane jako bezrobotne w urzędach pracy. A te niekoniecznie faktycznie poszukują zatrudnienia – część z nich w rzeczywistości pracuje np. w szarej strefie, a rejestracja w urzędzie wynika z pragmatyzmu. Resort pracy sam oficjalnie przyznaje, że dla ponad 40 proc. zarejestrowanych głównym powodem wizyty w urzędzie jest konieczność uzyskania dostępu do ubezpieczenia zdrowotnego.

Ten problem nie dotyczy jednak Badania Aktywności Ekonomicznej Ludności, czyli odrębnego miernika sytuacji na rynku pracy. Jest on używany w Polsce, ale też w innych krajach – również w odniesieniu do bezrobocia – co pozwala na m.in. bardziej miarodajne i obiektywne porównanie sytuacji między poszczególnymi gospodarkami (więcej o różnicach w definicjach w ramce na dole).

Więcej wieści z rynku pracy na Bizblog Spider's Web

W takim ujęciu bezrobocie w Polsce ma znacznie mniejszy zasięg, niż wynikałoby z urzędowych statystyk. Najnowsze, opublikowane również we wtorek przez GUS dane na ten temat, dotyczą drugiego kwartału 2026 r. Wynika z nich, że liczba bezrobotnych wyniosła wtedy w Polsce 574 tys. Odpowiada to wskaźnikowi bezrobocia na poziomie 3,2 proc. To wprawdzie wynik lepszy niż kwartał wcześniej, gdy bezrobocie wynosiło 3,3 proc. (zimą zazwyczaj jest wyższe, bo niektórych prac po prostu nie ma), ale wyraźnie gorszy niż rok wcześniej. W drugim kwartale 2025 r. bezrobocie wg BAEL wynosiło zaledwie 2,8 proc. Wtedy bez pracy było 503 tys. osób – o przeszło 70 tys. mniej, niż wskazują najnowsze dane.

Polsce wciąż można zazdrościć

Z punktu widzenia europejskich standardów i metodologii Eurostatu, mimo sygnałów zadyszki, Polska pod kątem niskiego bezrobocia nadal pozostaje jednak w ścisłej czołówce Unii Europejskiej.

Według najnowszych danych Eurostatu bezrobocie w naszym kraju jest mniej więcej o połowę niższe niż przeciętnie na kontynencie. W czerwcu, po raz kolejny z rzędu, znaleźliśmy się na europejskim podium – wśród państw o najniższym poziomie wskaźnika. Musieliśmy uznać wyższość – choć nieznaczną – Bułgarii i Cypru, które w ostatnich miesiącach wyszły na prowadzenie. Wyprzedziliśmy natomiast Czechy i Maltę – kraje szczycące się do niedawna najniższym bezrobociem w UE. Po drugiej stronie zestawiania ponownie znalazła się w czerwcu Finlandia, która wyprzedziła Hiszpanię. W obu państwach sytuacja na rynku pracy jest nie do pozazdroszczenia, a sam wskaźnik bezrobocia – dwucyfrowy.

Oblicza bezrobocia

Dwa wskaźniki bezrobocia podawane przez GUS potrafią mocno się różnić. Z czego to wynika?

  • Bezrobocie rejestrowane: Bazuje na ewidencji urzędów pracy. Zgodnie z oficjalną metodologią jest to stosunek liczby zarejestrowanych bezrobotnych do cywilnej ludności aktywnej zawodowo. Obejmuje osoby zdolne i gotowe do podjęcia pracy, które jednak złożyły odpowiedni wniosek w pośredniaku. Wadą tego wskaźnika jest to, że uwzględnia też osoby pracujące, które rejestrują się wyłącznie dla ubezpieczenia zdrowotnego lub zasiłków, co sztucznie zawyża wynik.
  • Bezrobocie wg BAEL: Badanie Aktywności Ekonomicznej Ludności opiera się na metodologii Międzynarodowej Organizacji Pracy oraz wytycznych Eurostatu. Polega na ankietowym badaniu gospodarstw domowych. Zgodnie z tą definicją za bezrobotnego uznaje się osobę w wieku 15–89 lat, która spełnia jednocześnie trzy warunki: w okresie badanego tygodnia nie wykonywała pracy zarobkowej, aktywnie poszukiwała pracy w ciągu ostatnich czterech tygodni oraz była gotowa podjąć ją w ciągu dwóch najbliższych tygodni.
Bartosz Krzyżaniak
Redaktor

Pierwsze teksty o gospodarce i biznesie publikował w latach 90. w „Pulsie Biznesu”. Pracował w „Życiu” i „Życiu Warszawy”, a po powrocie do „PB” został redaktorem prowadzącym. Współtworzył i kierował miesięcznikiem „EduFakty” oraz dwumiesięcznikiem „Uczę Nowocześnie”, organizował konferencje i wykładał. W 2017 r. pracował w redakcjach ekonomicznych WP, rok później trafił do „Forbesa”. Absolwent dziennikarstwa UW oraz studiów podyplomowych z polityki pieniężnej i bankowości centralnej (INE PAN, NBP).