REKLAMA

Politykom można dziś powiedzieć wszystko. Każda bzdura przejdzie

Donald Trump obiecał Amerykanom wielki powrót przemysłu. Fabryki miały przestać uciekać do Chin, miejsca pracy miały wrócić do USA, a amerykańscy robotnicy znów mieli poczuć dumę. Tymczasem zakład należący do jednego z najważniejszych darczyńców amerykańskiego prezydenta właśnie zakończył działalność. Produkcja zostanie przeniesiona do Chin.

Politykom można dziś powiedzieć wszystko. Każda bzdura przejdzie

Nie ma lepszego symbolu współczesnej polityki. Można mówić wszystko. Można obiecywać wszystko. A później rzeczywistość może zrobić dokładnie odwrotnie.

Washington Post” opisał ostatni dzień fabryki instrumentów muzycznych Conn Selmer w Eastlake w stanie Ohio. Zakład produkował tuby, waltornie i suzafony przez 61 lat. Instrumenty trafiały do orkiestr, szkół i zespołów marszowych. Za każdym z nich stały dziesiątki godzin ręcznej pracy. Joe Klima przepracował w tej fabryce 40 lat. Przychodził tam sześć razy w tygodniu, zwykle przed świtem. Widział, jak zmieniają się prezydenci, jak kolejne kryzysy uderzają w gospodarkę i jak amerykański przemysł coraz bardziej przegrywa z tanią produkcją z Azji.

Klima miał przejść na emeryturę rok później. Zamiast tego przyszedł na ostatnią zmianę wraz ze 150 innymi pracownikami. Rano odbili karty. Po południu fabryki już nie było.

Pracujesz gdzieś 40 lat – przez całe życie. Chcesz odejść na emeryturę i pożegnać się ze wszystkimi. A teraz to jest pożegnanie – mówił Joe Klima w reportażu „WP”.

Niektórzy pracownicy spędzili tam większość dorosłego życia. Inni dopiero zaczynali i liczyli, że zostaną do emerytury. Praca była ciężka, czasem niebezpieczna, ale dawała poczucie stabilności. W wielu rodzinach w zakładzie pracowało po kilka osób i kilka pokoleń. Fabryka nie była rajem. Zarobki spadały, tempo pracy rosło, a zatrudnienie przez lata zmniejszyło się o połowę. Mimo to ludzie byli dumni z tego, co robili. Widzieli gotowy instrument i wiedzieli, że nie powstał na automatycznej taśmie, lecz dzięki ich umiejętnościom.

Teraz te umiejętności przestały być potrzebne.

Miliarder, który chciał bronić fabryk

Właścicielem spółki kontrolującej Conn Selmer jest firma inwestycyjna Johna Paulsona. To jeden z najbardziej znanych amerykańskich miliarderów, doradca Trumpa i jeden z jego najważniejszych sponsorów. Paulson zasłynął tym, że przed kryzysem finansowym obstawił załamanie amerykańskiego rynku nieruchomości. Zarobił na tym miliardy dolarów. Ale w 2024 r. występował już w nieco innej roli – jako obrońca amerykańskiego przemysłu.

Widzimy wydrążoną amerykańską bazę przemysłową. Musimy chronić amerykańskie miejsca pracy i amerykańską produkcję – przekonywał John Paulson w rozmowie z CNBC.

Mówił, jakby cytował przemówienia Trumpa. Trump zapowiadał, że Stany Zjednoczone odzyskają status największej potęgi przemysłowej świata, że firmy dostaną bodźce do pozostania w kraju i przestaną przenosić zakłady za granicę. A potem firma kontrolowana przez jego sponsora zamknęła fabrykę w Ohio. Część produkcji ma zostać przeniesiona do zakładu w stanie Indiana. Reszta trafi do Chin, gdzie spółka buduje fabrykę wartą 21 mln dol.

Trump miał zadzwonić. Nie zadzwonił

Pracownicy liczyli, że politycy zareagują. W końcu chodziło o dokładnie taki przypadek, przed jakim Trump miał chronić Amerykanów. Zakład był zamykany w przemysłowym Ohio, w regionie, który przez lata przesuwał się politycznie w prawo. Wielu pracowników głosowało na Trumpa, bo uwierzyło w obietnicę odbudowy produkcji. Liczyli, że prezydent zadzwoni do Paulsona. Albo że zrobi to pochodzący z Ohio wiceprezydent JD Vance. Jeden telefon od najważniejszych ludzi w państwie miał wystarczyć. Nikt z Białego Domu nie zadzwonił.

Zrobił to w końcu republikański senator Bernie Moreno. Na próżno. Firma nie zmieniła decyzji. Jej przedstawicielka tłumaczyła, że fabryka przez kolejne lata przynosiła straty i nie była w stanie konkurować z producentami z Azji. I być może rzeczywiście tak było. Nie znamy szczegółowych wyników zakładu. Nie wiemy, ile kosztowałoby jego unowocześnienie i czy produkcja instrumentów w Ohio mogła jeszcze stać się rentowna. I nigdy się nie dowiemy.

Trump opowiada o patriotycznym kapitale. Nakłada cła, organizuje wiece i obiecuje powrót fabryk. Nie potrafi jednak przekonać swojego kumpla, że powinien zarabiać mniej, tak by robotnicy w Ohio zachowali pracę. Rynek dostał jasny sygnał. O patriotyzmie można mówić podczas kampanii. Decyzje biznesowe cały czas podejmuje się na podstawie Excela.

Polityka bez konsekwencji

Najbardziej uderzające w reportażu „Washington Post” nie jest zamknięcie fabryki, takie zakłady upadają od dziesięcioleci, tylko to, jak małe znaczenie mają dziś słowa. Paulson może jednego dnia mówić o ochronie miejsc pracy w Ameryce, a następnego bez mrugnięcia okiem zamyka fabrykę w USA i przenosi się do Chin. Trump może ogłaszać przemysłowy renesans w momencie, gdy pracownicy kolejnej fabryki odbijają karty po raz ostatni. Nikt nie musi się tłumaczyć.

Politycy przyzwyczaili nas do tego, że słowa nie są już żadnym zobowiązaniem. Są produktem. Mają dobrze brzmieć i wywoływać emocje. Po wyborach można je odłożyć na półkę i rozpocząć sprzedaż nowych. I nie chodzi wyłącznie o Trumpa. Politycy na całym świecie obiecują tani prąd, zerowy PIT, obniżenie VAT, potężną armię i świetnie działające państwo. Wszystko jednocześnie.

Nie muszą pokazywać rachunków. Nie muszą wskazywać, kto za to zapłaci. Nie muszą nawet przejmować się tym, że jedne obietnice przeczą innym. Wystarczy odpowiednio długo powtarzać, aż ludzie uwierzą.

Można mówić wszystko

Pracownicy Conn Selmer nie oczekiwali cudu. Chcieli, żeby ktoś rzeczywiście spróbował uratować zakład, o którym politycy mogliby opowiadać na wiecach jako o symbolu prawdziwej Ameryki. Zamiast tego dostali pamiątkowe zdjęcie, pożegnalnego grilla i dokumenty potrzebne do rejestracji jako bezrobotni.

Rob Hines, przewodniczący zakładowego związku zawodowego, długo wierzył, że ktoś zainterweniuje. Po zamknięciu fabryki uznał, że zdobędzie prawo jazdy na ciężarówkę. Nie dlatego, że zawsze marzył o samotnych trasach. Po prostu przestał wierzyć, że znajdzie zakład podobny do tego, który właśnie Paulson zamknął.

Joe Klima poszedł na emeryturę rok wcześniej, niż planował. Na odchodne dostał lampę zrobioną z trąbki, z wygrawerowanym napisem upamiętniającym 40 lat pracy. Trump nadal peroruje o największym przemysłowym odrodzeniu w historii, Paulson o ochronie amerykańskiej produkcji.

Arek Braumberger
Redaktor

Szef redakcji Bizblog.pl. W mediach od 30 lat. Pisze o małym biznesie, podatkach i finansach osobistych. Do Spidersweb.pl przeszedł z Wirtualnej Polski, gdzie najpierw był szefem wydawców Money.pl, a potem zastępcą redaktora naczelnego. Pierwszą posadę w mediach dostał w „Gazecie Wyborczej”, pracował w „Pulsie Biznesu”, „Życiu”, miesięczniku „Pieniądz”, „Businessman Magazine”, Miesięczniku Finansowym „BANK”. W tym ostatnim był redaktorem prowadzącym kilku edycji prestiżowych raportów „Największe banki w Polsce“ oraz „IT@BANK”.