REKLAMA

Polacy płacą krocie za paliwa. Nawrocki się cieszy. I Tusk też

Diesel powyżej 8 zł za litr, benzyna po 7,5 zł. Wakacyjna podróż pochłania o kilkadziesiąt złotych więcej niż na początku lipca. Politycy znaleźli w tej sytuacji coś cenniejszego niż sposób na obniżenie cen. Znaleźli pałkę, którą radośnie zaczęli się okładać. Polityczne wojny są fatalne dla obywateli, ostatnio to oni przegrywają.

Polacy płacą krocie za paliwa. Nawrocki się cieszy. I Tusk też

Ani Nawrocki, ani Tusk nie powiedzą, że cieszą ich drogie paliwa. Nie o taką radość chodzi. Chodzi o polityczną wygodę. Wysoka cena na pylonie stacji daje premierowi możliwość oskarżenia prezydenta o to, że nie chce tańszych paliw dla Polaków. Prezydentowi i jego otoczeniu pozwala przypomnieć niespełnioną obietnicę benzyny po 5,19 zł i przedstawić rząd jako maszynę do nakładania podatków. Jedni i drudzy zbierają polityczne punkty. Kierowca płaci.

Najpierw uderzył Tusk

Karol Nawrocki nie zawetował ustawy o podatku od nadzwyczajnych zysków firm paliwowych. Skierował ją przed podpisaniem do Trybunału Konstytucyjnego. Oznacza to, że ustawa na razie nie może wejść w życie.

Prezydent wskazał na kilka poważnych wątpliwości. Podatek miał objąć nadzwyczajne zyski osiągane od marca 2026 r., choć przepisy uchwalono dopiero kilka miesięcy później. Nawrocki zarzucił ustawie działanie prawa wstecz, nierówne traktowanie przedsiębiorców oraz faktyczne procedowanie jej w trybie pilnym, mimo że konstytucja nie pozwala w takim trybie uchwalać ustaw podatkowych.

Można się z tą argumentacją zgadzać albo nie. Nie można jednak sprowadzić decyzji prezydenta wyłącznie do obrony wielkich koncernów. Prawo podatkowe powinno być przewidywalne, a firmy nie mogą dowiadywać się po kilku miesiącach, że ich wcześniejsza działalność została objęta nową daniną.

Rząd oczywiście nie zamierzał prowadzić dyskusji konstytucyjnej.

Szokująca decyzja prezydenta Karola Nawrockiego. Zablokował ustawę, która pozwalała opodatkować gigantyczne zyski koncernów paliwowych, dzięki czemu można było sfinansować tańsze paliwa na naszych stacjach. Pamiętajcie o tym przy dystrybutorach – napisał Donald Tusk.

Zdenerwowany wyraźnie premier pierwszy przeniósł spór z sali Trybunału prosto na stację benzynową. Nie napisał o zarzutach dotyczących działania prawa wstecz ani o tym, że sam podatek nie obniża automatycznie ceny na pylonie. Zostawił prosty komunikat: płacicie drogo, bo prezydent zatrzymał ustawę. Skuteczne politycznie.

Podatek nie obniża ceny przy dystrybutorze

Windfall tax miał objąć producentów paliw oraz firmy prowadzące obrót paliwami z zagranicą. Podatek wynosiłby 60 proc., ale nie od całego zysku. Opodatkowana miała zostać nadwyżka ponad marżę osiąganą w 2025 r., dodatkowo powiększoną o 20 proc. Rząd spodziewał się około 4 mld zł wpływów.

Pieniądze miały częściowo pokryć koszt programu osłonowego Ceny Paliwa Niżej. Państwo obniżyło wcześniej VAT i akcyzę, a cały pakiet kosztował budżet około 4,7 mld zł. Program został jednak wygaszony przed uchwaleniem ustawy o nadzwyczajnych zyskach.

Więcej wpisów na temat cen paliw

To ważne rozróżnienie. Podatek nie był mechanizmem, który po wejściu w życie natychmiast odejmowałby kilkadziesiąt groszy od ceny litra. Miał zapewnić dodatkowe wpływy do budżetu, które mogły finansować osłony: niższy VAT, niższą akcyzę albo inne działania rządu.

Tusk nie obarczył Nawrockiego winą za sam wzrost cen. Zrobił jednak wszystko, by kierowca stojący przy dystrybutorze połączył drogie paliwo właśnie z decyzją prezydenta.

Za gwałtowne podwyżki odpowiadają przede wszystkim drożejąca ropa, zaburzenia dostaw, problemy na rynku gotowego oleju napędowego oraz rosnące ceny hurtowe. W ciągu lipca diesel podrożał już o 1,75 zł na litrze. Tego nie spowodował ani Trybunał Konstytucyjny, ani jeden podpis złożony lub niezłożony w Pałacu Prezydenckim.

Pałac odpowiedział dokładnie tak samo

Po wpisie premiera ruszyła odpowiedź Kancelarii Prezydenta. Paweł Szefernaker nazwał Tuska gospodarczym dyletantem i przekonywał, że nałożenie nowego podatku na firmy paliwowe mogłoby doprowadzić do wzrostu cen. Zbigniew Bogucki przypomniał premierowi obietnicę paliwa po 5,19 zł i zarzucił mu sięganie do kieszeni kierowców, rodzin, przedsiębiorców oraz rolników.

W tych odpowiedziach również zabrakło wielu ważnych elementów.

Nie wiadomo, czy firmy rzeczywiście przerzuciłyby daninę na klientów i w jakiej części. Podatek miał obejmować tylko ponadprzeciętną marżę, a nie każdą sprzedaną baryłkę czy litr paliwa. Nie był więc zwykłą podwyżką akcyzy, którą łatwo doliczyć do rachunku kierowcy.

Można obawiać się, że mechanizm został źle przygotowany, że uderzyłby w część mniejszych przedsiębiorstw albo zaburzył rynek. Właśnie dlatego prezydent skierował ustawę do kontroli. Pałac poszedł jednak dalej i przedstawił całą sprawę tak, jakby Nawrocki właśnie uratował Polaków przed kolejnym podatkiem doliczanym przy kasie na stacji. Znów: skuteczne politycznie, ale ekonomicznie niepełne.

Każdy dostał swoją opowieść

Rząd otrzymał historię o prezydencie, który odebrał budżetowi 4 mld zł. Pałac dostał historię o premierze, który obiecywał benzynę po 5,19 zł, a teraz chce nakładać kolejne podatki.

Obie strony wybrały z tej sprawy tylko te fragmenty, które pasują do ich przekazu. Rząd pomija konstytucyjne wątpliwości i udaje, że windfall tax niemal bezpośrednio obniżałby ceny na stacjach. Otoczenie prezydenta pomija koszt osłon oraz fakt, że nadzwyczajna danina miała obciążyć przede wszystkim firmy korzystające na wyjątkowo wysokich marżach.

Nikt nie odpowiada natomiast na najważniejsze pytania. Jak długo państwo powinno dopłacać do tańszego paliwa? Kto ma za to zapłacić? Czy osłony powinny obejmować wszystkich kierowców, również tych najzamożniejszych? Jak chronić firmy transportowe, dla których diesel jest kosztem działalności, a nie wydatkiem na wakacyjny wyjazd? Jak skonstruować podatek, żeby nie uderzył w mniejszych przedsiębiorców i nie został przerzucony na klientów?

To są trudne pytania. Znacznie łatwiej napisać: „Pamiętajcie o tym przy dystrybutorach” albo przypomnieć cenę 5,19 zł.

Przy dystrybutorze wszyscy wygrywają. Poza kierowcą

Politycy uwielbiają przedstawiać sytuację materialną Polaków jako najwyższe dobro. Do czasu, gdy można ją wykorzystać przeciwko przeciwnikom. Tak samo jest z cenami energii, ratami kredytów, składkami i podatkami. Każdy wzrost staje się dowodem na cudzą niekompetencję. Każda obniżka – własnym sukcesem. Rzadko słyszymy, ile kosztowało jej osiągnięcie i kto ostatecznie zapłacił rachunek.

Dlatego Nawrocki może być politycznie zadowolony, że ceny paliw biją rekordy. Pozwalają mu atakować rząd za niespełnione obietnice i podatkowy apetyt. Tusk również może być zadowolony. Może wskazywać na prezydenta i przekonywać, że to on uniemożliwił sfinansowanie CPN.

Nie chodzi o to, że któryś z nich chce, aby kierowcy płacili 8 zł za litr. Chodzi o coś bardziej przyziemnego: skoro paliwo już jest drogie, szkoda byłoby politycznie tego nie wykorzystać.

Arek Braumberger
Redaktor

Szef redakcji Bizblog.pl. W mediach od 30 lat. Pisze o małym biznesie, podatkach i finansach osobistych. Do Spidersweb.pl przeszedł z Wirtualnej Polski, gdzie najpierw był szefem wydawców Money.pl, a potem zastępcą redaktora naczelnego. Pierwszą posadę w mediach dostał w „Gazecie Wyborczej”, pracował w „Pulsie Biznesu”, „Życiu”, miesięczniku „Pieniądz”, „Businessman Magazine”, Miesięczniku Finansowym „BANK”. W tym ostatnim był redaktorem prowadzącym kilku edycji prestiżowych raportów „Największe banki w Polsce“ oraz „IT@BANK”.