5,5 tys. Polaków dostaje mniej niż 50 zł. Kolejne 8,6 tys. osób dostaje kwotę w przedziale 50-200 zł. W sumie 459 tys. otrzymuje świadczenia poniżej minimum socjalnego. Ale wcale nie to jest najbardziej przerażające w naszym systemie emerytalnym. Najbardziej przerażają prognozy.

Obecnie, tzn. od 1 marca 2026 r. emerytura minimalna wynosi 1978 zł brutto, ale skupimy się na danych na koniec 2025 r., kiedy świadczenie to wynosiło 1878 zł brutto.
Błyskawicznie rośnie armia bieda-emerytów
To, że mamy w polskim systemie taki konstrukt, jak emerytura minimalna, nie znaczy wcale, że emeryci nie dostają świadczeń poniżej tego progu. Dostają.
Dokładne dane ZUS pokazują, że na koniec 2025 r.:
- 5,5 tys. osób otrzymywało świadczenia nawet mniejsze niż 50 zł;
- 8,6 tys. osób dostawało świadczenia w przedziale 50-200 zł;
- 10,4 tys. osób dostawało 200-400 zł;
- 17,3 tys. zł dostawało 400-600 zł
Łącznie już mamy prawie 42 tys. emerytów ze świadczeniem niższym niż 600 zł miesięcznie. A do poziomu emerytury minimalnej 1978 zł brutto ciągle przecież daleko.
Nasze poradniki dotyczące emerytur znajdziesz tu:
I to właśnie dalej zaczynają się naprawdę trudne liczby, bo w sumie emerytów, którzy owszem, otrzymują z ZUS świadczenie na starość, ale jest ono niższe niż ustawowe minimum, jest już 459 tys. I to wygląda źle dopiero, kiedy sobie uzmysłowicie, jak szybko ta armia bieda-emerytów rośnie.
Na koniec 2015 r., a więc dekadę wcześniej, tylko 76 tys. osób dostawało emerytury z ZUS poniżej emerytury minimalnej. To oznacza, że w ciągu dekady ta grupa powiększyła się aż sześciokrotnie. Na koniec 2011 r. liczyła ona zaledwie niecałe 24 tys. osób.
A co gorsze, za kilka lat przekroczy 600 tys. osób. Co tu się dzieje?
To nie jest wina skąpego ZUS. To wina systemu.
Kto ma prawo do emerytury minimalnej?
Polska po prostu rozdaje status emeryta na prawo i lewo. Żeby dostać ustawową emeryturę minimalną, trzeba spełnić pewne warunki. Minimalne świadczenie przysługuje tym, którzy osiągnęli wiek emerytalny (60 lat dla kobiet i 65 lat dla mężczyzn), ale jednocześnie przepracowali w swoim życiu odpowiednio minimum 20 i 25 lat.
Jeśli w tym czasie nie uzbierali wystarczająco dużo składek w ZUS, by wystarczyło na wypłatę emerytury minimalnej, do comiesięcznego świadczenia dopłaca im państwo.
Ale jednocześnie żeby w ogóle zyskać status emeryta i dostawać świadczenie emerytalne z ZUS, wystarczy przepracować choćby jeden dzień pracy przez całe życie, czyli wpłacić do ZUS jedną składkę emerytalną. Tylko wtedy już państwo nic nie dopłaca, a taki emeryt dostaje dokładnie tyle, ile sam sobie uzbierał. I stąd właśnie świadczenia poniżej emerytury minimalnej.
Taki system jest jednak dość dziwny, wiele krajów rozwiązuje tę kwestię w taki sposób, że wymaga jednak jakiegoś stażu pracy, żeby w ogóle mieć prawo do jakiegoś świadczenia. To może być 5-10-15 lat, ale jakiś wymóg jest.
My go kiedyś nie wprowadziliśmy, a teraz nadrobienie tego będzie niemal niemożliwe. Technicznie oczywiście jest możliwe, ale wprowadzenie minimalnego stażu oznaczałoby, że ci, którzy go nie spełnią, stracą nie tylko te groszowe świadczenia, ale też trzynastą i czternastą emeryturę. A to politycznie nie przejdzie.



















