Przez lata wystarczyło nie odebrać wezwania, przeciągać sprawę albo tłumaczyć, że nie pamiętam, komu pożyczyłem samochód. Patrzę na nowe przepisy i widzę, że ta zabawa ma się skończyć. Jeśli fotoradar lub odcinkowy pomiar zarejestruje wykroczenie, a kierowcy nie uda się ustalić, właściciel auta dostanie rachunek nawet na 7500 zł. I tym razem zagraniczne tablice też nie mają pomóc.

Ministerstwo Infrastruktury chce zmienić zasady karania za przekroczenie prędkości tak, aby brak wskazania osoby prowadzącej auto nie pozwalał po prostu uniknąć konsekwencji. Projekt, który właśnie trafił do Rządowego Centrum Legislacji zakłada, że po wykryciu wykroczenia właściciel lub zgłoszony użytkownik dostanie zdjęcie i 30 dni na reakcję. Obowiązku wskazania kierującego nawet nie będzie. Nowe przepisy mają jednak obowiązywać dopiero od 1 stycznia 2028 roku.
Śmieją się państwu w twarz
Podstawowym celem projektu jest usprawnienie i uszczelnienie systemu egzekwowania odpowiedzialności za naruszenia przepisów ruchu drogowego ujawniane za pomocą urządzeń rejestrujących - czytamy w uzasadnieniu projektu ustawy.
Co się zmieni? Jeśli kierowca przyzna się do wykroczenia i przyjmie mandat, to sprawa oczywiście potoczy się po staremu, czyli będzie mandat i punkty karne. Nowością będzie procedura w przypadku, gdy nikt nie zareaguje albo nie uda się skutecznie wskazać sprawcy. W takim przypadku właściciel lub użytkownik zapłaci z mocy prawa opłatę administracyjną. Nie będzie punktów karnych, ale uderzenie po kieszeni będzie konkretne.
Projket zakłada, że stawki mają zależeć od skali wykroczenia. Za przekroczenie prędkości do 30 km/h opłata wyniesie 1500 zł, a przy 31-40 km/h będzie to 2400 zł. Dalej stawki rosną do 3000 zł, 4500 zł, 6000 zł i maksymalnie 7500 zł. Przejazd na czerwonym świetle oznaczać będzie 3000 zł, a zignorowanie sygnalizacji na przejeździe kolejowym aż 6000 zł. Nowe przepisy będą zachęcać do tego, by nie zwlekać z płatnością. Jeśli zapłacimy w ciągu 30 dni od otrzymania zawiadomienia, to dostaniemy rabat 20 proc.
Zwolnienie z obowiązku zapłaty ma być możliwe tylko w trzech przypadkach: gdy auto zostało wcześniej skradzione, kierujący działał w stanie wyższej konieczności albo przed wykroczeniem pojazd został sprzedany lub w inny sposób zmienił użytkownika. Łatwo nie będzie.
Więcej wiadomości w Bizblog Spider's Web o budowie dróg
Ministerstwo tłumaczy zmianę skalą problemu unikania konsekwencji za takie wykroczenia. Na przykład 2024 roku CANARD ujawnił ponad 1,1 mln takich naruszeń, a ponad 41 proc. spraw zakończyło się bez ukarania sprawcy. Ponad 350 tys. postępowań się przedawniło, a ponad 129 tys. dotyczących zagranicznych pojazdów okazało się bezskutecznych. Z kolei w 2025 r. nie odebrano ponad 358 tys. wysłanych wezwań.
W obecnym stanie prawnym znaczna część spraw ujawnionych przez urządzenia rejestrujące nie kończy się realną odpowiedzialnością sprawcy wykroczenia lub właściciela pojazdu, który nie wskazał komu powierzył pojazd do kierowania bądź używania w dacie i w godzinie stwierdzonego naruszenia przepisów - pisze resort.
Czas nie zadziała na korzyść pirata
To właśnie tutaj ma skończyć się sposób, dzięki któremu piraci drogowi mogli wywinąć się od odpowiedzialności. Dotąd można było nie odbierać korespondencji, podawać nieskuteczne dane kierowcy albo przeciągać sprawę aż do jej przedawnienia. Po zmianie brak reakcji nie zatrzyma sprawy. Zamiast szukać sprawcy przez długie postępowanie, państwo nałoży opłatę na właściciela lub użytkownika auta.
Co kluczowe, nowe zasady mają objąć zagraniczne samochody. Powstanie Centralny Rejestr Naruszeń, a służby będą sprawdzać wpisy podczas kontroli drogowych i granicznych. Jeśli zaległość nie zostanie uregulowana, auto może trafić na parking strzeżony na koszt właściciela. Na granicy możliwe będzie nawet zablokowanie wjazdu lub wyjazdu z Polski.
A co z samochodami w leasingu? O tym też pomyślano. Ustalanie użytkownika auta w leasingu lub najmie długoterminowym ma być prostsze. Będą też jasne zasady uwzględniania błędu pomiarowego. Od wskazania urządzenia odejmowane będzie 5 km/h na zwykłych drogach i 6 km/h na autostradach oraz drogach ekspresowych. Stare, niezakończone prawomocnie sprawy o niewskazanie kierującego mają zostać umorzone.
Tematyką ekonomiczną zajmuje się od dziesięciu lat. Od 2014 do 2019 r. był dziennikarzem Money.pl, wcześniej współtworzył serwisy Mototok.pl i Biztok.pl w ramach Grupy O2, a następnie Wirtualnej Polski. W Bizblogu pisze o biznesie, prawie i podatkach.