REKLAMA

Kapitalizm czy socjalne eldorado? Polski sen o skandynawskim modelu to iluzja

Czy nas na to stać? W polskiej debacie publicznej co i rusz pojawia się, przywoływane zwykle z lewej strony sceny politycznej, zaklęcie: jeśli chcemy żyć jak w Danii, Szwecji czy Finlandii, musimy zbudować potężne państwo opiekuńcze. Skandynawia jawi się w tych opowieściach jako socjalny raj – miejsce, gdzie wysokie wydatki budżetowe automatycznie generują powszechny dobrobyt. Rzeczywistość jest inna.

Kapitalizm czy socjalne eldorado? Polski sen o skandynawskim modelu to iluzja
REKLAMA

Z najnowszej analizy Forum Obywatelskiego Rozwoju („Model nordycki – marzenie lewicy czy liberałów?”) wyłania się obraz, który dla wielu rodzimych zwolenników „państwa opiekuńczego” może być, delikatnie mówiąc, dość niekomfortowy. Mateusz Michnik, analityk ekonomiczny FOR, dowodzi w nim, że prawdziwy sukces krajów nordyckich nie wziął się bowiem z rozdawnictwa, lecz z wolności gospodarczej, dyscypliny budżetowej, elastyczności rynku pracy i silnych instytucji. A te rzeczy, jak pokazuje polska rzeczywistość, są z perspektywy rodzimych polityków, celujących w podbijanie słupków poparcia, najwidoczniej nieopłacalne.

REKLAMA

Kulejąca wolność

Mateusz Michnik zwraca uwagę, że państwa skandynawskie od lat deklasują Polskę w zestawieniach wolności gospodarczej. Indeks Fraser Institute plasuje nasz kraj pod tym względem na odległym 76. miejscu, daleko w tyle za Skandynawami. Duży dystans widać też w opracowanym przez Heritage Foundation Indeksie Wolności Gospodarczej, w którym w 2026 r. Polska otwiera piątą dziesiątkę, podczas gdy kraje nordyckie zadomowiły się w pierwszej i drugiej.

Tymczasem właśnie wolność gospodarcza, jak zauważa autor analizy FOR, umożliwia efektywne funkcjonowanie modelu skandynawskiego. Sprawia też, że kraje nordyckie są przywoływane przez gospodarczych liberałów, którzy podkreślają, że u podstaw jego sukcesu leżały wolnorynkowe reformy.

Skandynawowie biją nas na głowę w kluczowych obszarach instytucjonalnych: ochronie praw własności, rzetelności państwa czy skuteczności sądów. Obszarem, gdzie wypadamy „lepiej”, są nominalnie niższe obciążenia podatkowe. Tyle że nasz system fiskalny to skomplikowany, chaotyczny potworek o cechach regresywnych. Jak przyznaje samo Ministerstwo Finansów, polski system w praktyce najmocniej obciąża osoby o najniższych dochodach oraz klasę średnią, podczas gdy najbogatsi bez problemu uciekają w formy opodatkowania, które obniżają ich efektywne daniny.

Do tego dochodzi gigantyczna u nas biurokracja. Czas potrzebny na rozliczenie podatków w Polsce jest, jak wskazuje analiza FOR, od 2,5 do 4 razy dłuższy niż w krajach nordyckich. Nic dziwnego, że w najnowszym rankingu konkurencyjności podatkowej International Tax Competitiveness Index zajęliśmy kompromitujące 35. miejsce na 38 badanych państw.

REKLAMA

Ile państwa w nordyckiej gospodarce?

Obraz krajów nordyckich jako gospodarek zetatyzowanych jest fałszywy – twierdzi Mateusz Michnik.

Autor zauważa, że łączą one rozbudowane państwo dobrobytu z relatywnie wysokim poziomem wolności gospodarczej, sprawnymi instytucjami oraz stabilnymi regułami prowadzenia działalności gospodarczej.

Polska, na tle państw nordyckich, wypada słabo w obszarach instytucjonalnych, takich jak ochrona praw własności, rzetelność państwa czy skuteczność sądów. Gorzej prezentuje się również pod względem funkcjonowania rynku pracy oraz stanu finansów publicznych – wylicza analityk FOR.

REKLAMA

Jego zdaniem z polskiej perspektywy warte uwagi są szczególnie dwa obszary, spośród rozwiązań stosowanych w państwach nordyckich: zdrowe finanse publiczne oraz elastyczny rynek pracy. Jako przykłady wykorzystuje szwedzką politykę fiskalną, która może być wzorem dla państw zmagających się z wysokim deficytem finansów publicznych (jak Polska), oraz duński model rynku pracy, łączący elastyczność zatrudnienia z ochroną pracowników.

Szwedzka lekcja zaciskania pasa

Jeśli ktoś myśli, że szwedzki model wynika z rozrzutności, powinien zerknąć na historyczne dane dotyczące deficytu sektora publicznego w tym kraju. W latach 2013-2023 wyniósł średnio 0,3 proc. w relacji do PKB. W Polsce był dziesięciokrotnie wyższy (prawie 3 proc. PKB). Obecny model jest pokłosiem skutecznej kuracji, która miała ukrócić Szwedzką rozrzutność (w latach 90., w szczytowym momencie, deficyt sektora publicznego sięgał w tym kraju 10 proc. PKB).

Ówczesne władze (tak się złożyło, że lewicowe) zdecydowały się na głębokie reformy rynkowe oparte na ostrej redukcji wydatków publicznych, deregulacji i prywatyzacji.

REKLAMA

Szwedzi poszerzyli bazę VAT, ścięli krańcowe stawki podatku dochodowego, wzmocnili niezależność banku centralnego i w 1998 r. całkowicie zreformowali system emerytalny, co zmusiło obywateli do dłuższej aktywności zawodowej (i ograniczyło koszty systemu emerytalnego, również w długim okresie). Wprowadzili też bony edukacyjne, wpuszczając prywatny biznes do szkół.

Szczególnie interesujący jest sposób przeprowadzenia konsolidacji fiskalnej. Kraj kojarzony z wysokimi podatkami i rozbudowanym państwem dobrobytu ograniczył skalę wydatków publicznych, traktując to jako jeden z głównych elementów uzdrawiania finansów państwa – wskazuje Mateusz Michnik.

Co ciekawe, szwedzcy socjaldemokraci, którzy zafundowali obywatelom tę kurację, wygrywali kolejne wybory. U nas wciąż panuje strach, że tego typu reformy to polityczne samobójstwo.

REKLAMA

Inne historie z zagranicą w tle na Bizblog Spider’s Web

Duńskie flexicurity

Inspiracją dla polskich polityków w zakresie rynku pracy może być, zdaniem eksperta FOR, duński model flexicurity (to neologizm, który można przetłumaczyć jako elastyczne bezpieczeństwo; połączenie angielskich słów flexibility i security). Opiera się na komplementarności trzech filarów: elastyczności zatrudnienia, wsparciu dla bezrobotnych, ale też aktywnej polityce rynku pracy.

REKLAMA

W Danii pracownika można zwolnić stosunkowo łatwo i tanio, ale dzięki temu rynek pracy błyskawicznie reaguje na spowolnienia czy kryzysy. Zamiast jednak chronić sztuczne etaty, państwo gigantyczne środki (0,32 proc. PKB) pompuje w szkolenia zawodowe i pomaganie ludziom w zdobywaniu nowych kwalifikacji oraz dostosowanie się do zmieniających się warunków gospodarczych.

Autor analizy przyznaje, że wprowadzenie rozwiązań zbliżonych do duńskiego modelu w Polsce nie byłoby łatwe i prawdopodobnie spotkałoby się z oporem części związków zawodowych oraz opinii publicznej.

REKLAMA

Potencjalne korzyści mogłyby jednak okazać się znaczące – przekonuje Mateusz Michnik.

Zwraca przy tym uwagę, że skuteczność modelu flexicurity wynika z komplementarności jego elementów: hojne świadczenia dla bezrobotnych czy aktywna polityka rynku pracy mają sens przede wszystkim wtedy, gdy towarzyszy im odpowiednio elastyczny rynek pracy.

W przeciwnym razie mogą prowadzić do nadmiernych kosztów dla podatników i pogorszenia efektywności całego systemu – zastrzega autor analizy.

REKLAMA

⚡ Fakty i mity

W Polsce funkcjonuje wiele mitów na temat państw nordyckich. Lewica często przedstawia je jako swoisty raj socjalny, którego rozwiązania należałoby jak najszybciej przenieść na polski grunt. Problem polega jednak na tym, że wizja ta ma charakter wybiórczy i pomija elementy niepasujące do lewicowego wyobrażenia państwa, takie jak odpowiedzialna polityka fiskalna czy elastyczny rynek pracy. Co więcej, wprowadzenie modelu nordyckiego bywa przedstawiane jako przedsięwzięcie niemal bezkosztowe, podczas gdy w praktyce wiązałoby się z koniecznością zaakceptowania wyższych podatków.

Źródło: Analiza FOR 3/2026

Wydajemy więcej, ale gorzej

Najbardziej zdumiewające wnioski płyną jednak z zestawienia prognoz budżetowych na 2026 rok. Otóż relacja wydatków publicznych do PKB będzie w Polsce wyższa niż we wszystkich państwach nordyckich poza Finlandią.

Wbrew powszechnej na lewicy narracji Polska nie jest wcale „tanim państwem” – czytamy w raporcie FOR.

REKLAMA

Dlaczego więc jakość naszych usług publicznych nie przypomina tej z Helsinek czy Kopenhagi?

Autor analizy zwraca uwagę na różnice w strukturze wydatków publicznych. W Polsce miliardy idą na sprawy gospodarcze, bezpieczeństwo, obronność oraz – co jest pokłosiem lat populizmu – na gigantyczne koszty obsługi długu publicznego. Na ochronę zdrowia przeznaczamy grosze w porównaniu do Skandynawów.

Radykalnie różni nas też filozofia polityki społecznej.

REKLAMA

Wykreowany przez Prawo i Sprawiedliwość model „państwa socjalnego” opiera się przede wszystkim na transferach pieniężnych, takich jak „800 plus”. Rozwiązania charakterystyczne dla państw nordyckich znacznie częściej koncentrują się natomiast na rozwijaniu usług publicznych – wskazuje różnice analityk FOR.

Jego zdaniem utrzymanie obecnej skali transferów pieniężnych przy jednoczesnym znaczącym zwiększeniu nakładów na usługi publiczne wymagałoby podniesienia podatków. Bez tego skończyłoby się zwiększeniem – i tak już najwyższego w UE – deficytu.

Ciastko albo się je, albo się ma

Przeniesienie skandynawskich wzorców nad Wisłę rozbija się o jeszcze jeden mur: zdolność państwa do skutecznego realizowania swoich zadań (ang. state capacity). Chodzi o m.in. jakość działania administracji, efektywność poboru podatków czy zdolność państwa do utrzymywania porządku i bezpieczeństwa.

REKLAMA

Pod tym względem Polska nadal pozostaje wyraźnie w tyle za państwami nordyckimi – przyznaje Mateusz Michnik, przy czym zwraca uwagę na „dramatycznie niski” poziom zaufania społecznego – mimo dekad dzielących nas od transformacji ustrojowej.

Wygląda na to, że jako społeczeństwo utkwiliśmy w fazie schizofrenii oczekiwań. Chcemy, na co wskazują badania, od państwa darmowych usług i świadczeń na wzór skandynawski, ale jednocześnie sprzeciwiajmy się jakiemukolwiek podnoszeniu podatków. Tymczasem kopiowanie samych atrakcyjnych haseł z Kopenhagi czy Sztokholmu bez implementacji ich liberalnych fundamentów to kosztowna mrzonka i prosta droga do gospodarczej ściany.

REKLAMA
Bartosz Krzyżaniak
Redaktor

Pierwsze teksty o gospodarce i biznesie publikował w latach 90. w „Pulsie Biznesu”. Pracował w „Życiu” i „Życiu Warszawy”, a po powrocie do „PB” został redaktorem prowadzącym. Współtworzył i kierował miesięcznikiem „EduFakty” oraz dwumiesięcznikiem „Uczę Nowocześnie”, organizował konferencje i wykładał. W 2017 r. pracował w redakcjach ekonomicznych WP, rok później trafił do „Forbesa”. Absolwent dziennikarstwa UW oraz studiów podyplomowych z polityki pieniężnej i bankowości centralnej (INE PAN, NBP).

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA