Mają niezwykle agresywny model działalności, a niskie ceny oferują kosztem ekologii i praw pracowników. Chiński Shein właśnie zadebiutował na giełdzie w Hongkongu i nie poszło to tak, jakby mogli sobie wymarzyć szefowie tej firmy.

Shein zadebiutował 1 września na giełdzie w Hongkongu, ale pierwszy dzień handlu trudno uznać za sukces. Niedługo po rozpoczęciu notowań na giełdzie w Hongkongu kurs spadł nawet o 10 proc. Ostatecznie spółka odrobiła większość strat, ale stało się jasne, że rynek nie przyjął spółki z entuzjazmem.
Już było dobrze
Z emisji akcji Shein pozyskał 1,7 mld dol., co jest wymierną korzyścią dla spółki, ale została ona wyceniona tylko na około 26 mld dol. Dlaczego tylko? W ostatnich latach mówiło się o wycenie na poziomie 100 mld dol., a debiut na giełdzie miał być wielkim triumfem Shein. Co więcej, duzi inwestorzy objęli zaledwie jedną piątą oferowanych akcji, co może świadczyć o ich sporej ostrożności względem chińskiej spółki.
Warto zaznaczyć, że debiut w Hongkongu był dla Shein wyjściem awaryjnym po wcześniejszych nieudanych próbach wejścia na giełdy w Nowym Jorku i Londynie. Sprzeciwiali się temu politycy i organizacje zwracające uwagę na warunki pracy oraz zarzuty łamania praw autorskich. W końcu spółka uzyskała zgodę chińskich władz na debiut w Hongkongu i ostatecznie trafiła na ten parkiet.
Problemem Shein jest dziś dość ryzykowny model biznesowy oparty na bardzo taniej i szybkiej sprzedaży ubrań przez internet. Zmiany przepisów w USA i Europie ograniczyły korzyści z wysyłania tanich paczek bez dodatkowych obciążeń. Firma musiała podnosić ceny, a tym samym straciła część przewagi, dzięki której przyciągała klientów. W pierwszym kwartale zanotowała niemal 100 mln dol. straty netto.
Więcej wpisów o zakupach w Chinach
Skala tego biznesu nadal jednak robi wrażenie. Shein podaje, że ma 273 mln aktywnych klientów, którzy w ciągu roku do końca marca 2026 r. złożyli ponad miliard zamówień na 160 rynkach. Jednocześnie coraz trudniej utrzymać dawny wzrost. Część młodych klientów odwraca się od marki z powodu wyższych cen oraz większej uwagi poświęcanej ekologii i warunkom produkcji.
Warunki pracy w szwalniach
Na wizerunku firmy ciążą też zarzuty dotyczące sposobu działania jej dostawców oraz zarzuty masowego kopiowania ubrań konkurencji. Spółce zarzuca się wyjątkowo długi czas pracy w części chińskich szwalni, sięgający nawet 100 godzin tygodniowo. Od kilku lat w USA przeciwko Shein składano też pozwy dotyczące rzekomego kopiowania projektów i naruszania znaków towarowych.
W ostatnich latach zmieniło się też nastawienie inwestorów. W Azji kapitał mocno interesuje się dziś sztuczną inteligencją, robotyką i zaawansowanymi technologiami. Na tym tle Shein, kojarzony z masową produkcją tanich ubrań i sprzedażą internetową, nie jest już tak atrakcyjny jak kilka lat temu.
Shein formalnie jest dziś firmą z siedzibą w Singapurze, ale jej korzenie i najważniejsza baza produkcyjna pozostają w Chinach. Spółkę założył w 2008 r. Chris Xu, a jej finansowym zapleczem jest chiński fundusz HongShan. Hongkoński debiut przyniósł spółce duży zastrzyk gotówki, ale jednocześnie pokazał, że jej mocarstwowe plany są już nieaktualne.
Tematyką ekonomiczną zajmuje się od dziesięciu lat. Od 2014 do 2019 r. był dziennikarzem Money.pl, wcześniej współtworzył serwisy Mototok.pl i Biztok.pl w ramach Grupy O2, a następnie Wirtualnej Polski. W Bizblogu pisze o biznesie, prawie i podatkach.