REKLAMA

Urzędnicy nawalili, deweloper skorzystał. Stracą mieszkańcy

Deweloper bezlitośnie wykorzystał luki w planie miejscowym oraz błędy proceduralne urzędników i wygrał spór o budowę kompleksu handlowego nad samym morzem. Prawdziwymi przegranymi są lokalni mieszkańcy.

Deweloper wybuduje kompleks usługowy w nadmorskich Mechelinkach, wyciskając z działki maksymalny metraż kosztem otoczenia

Naczelny Sąd Administracyjny zdjął ban na kontrowersyjną budowę w nadmorskich Mechelinkach trzech budynków usługowych. Aby dopiąć swego, inwestor wykorzystał dość wątpliwe rozwiązania projektowe, ale osiągnął swój cel. Sąsiedzi próbowali zatrzymać inwestycję, co może by się udało, gdyby nie to, że urzędnicy popełnili błędy w planie miejscowym.

Sztuczki projektowe

Początkowo wszystko układało się po myśli inwestorów. Starosta Pucki, po wezwaniu do poprawek, zatwierdził oryginalny projekt i wydał pozwolenie na budowę obiektu. Chodziło o rozbiórkę starego budynku gospodarczego oraz postawienie trzech dwukondygnacyjnych obiektów usługowych z windą i infrastrukturą. Od tej decyzji odwołała się jednak sąsiadka. Wojewoda Pomorski uchylił zgodę i odmówił wydania pozwolenia na budowę.

Kluczowy spór dotyczył tego, jak inwestorzy zaprojektowali dachy. Miejscowy plan wymagał dachów dwu- lub wielospadowych, symetrycznych i o nachyleniu od 36 do 45 stopni. Wojewoda uznał jednak, że wewnętrzne płaskie kosze i rynny oraz wcięcia na schody naruszają te zasady. W jego ocenie projektant próbował obejść zakaz płaskich dachów.

Drugi problem dotyczył powierzchni zabudowy. Plan pozwalał zająć nią najwyżej 20 proc. działki, a inwestorzy wyliczyli bezpieczne 18,96 proc. Wojewoda uznał jednak, że to też było naciągane, bo trzeba doliczyć zewnętrzne schody i galerie komunikacyjne. To zmieniało wynik i prowadziło do przekroczenia limitu. Wojewoda nie dał już inwestorom kolejnej szansy na poprawienie projektu, tylko wydał decyzję odmowną.

Więcej o fundacjach rodzinnych poczytasz w tych tekstach:

Jaki był najbardziej kontrowersyjny element inwestycji? Zamiast tradycyjnej komunikacji wewnątrz budynków zaprojektowano otwarte galerie, zewnętrzne schody i wolnostojącą windę. Inwestorzy przekonywali, że takie elementy nie powinny być wliczane do powierzchni zabudowy. Wojewoda uznał jednak, że takie rozwiązanie to próba obejścia ograniczeń planu miejscowego.

NSA po stronie inwestora

Sprawa trafiła do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Gdańsku, który w lipcu 2025 r. oddalił skargę inwestorów. WSA podzielił zasadniczo stanowisko wojewody dotyczące dachów i powierzchni zabudowy. Inwestorzy nie odpuścili jednak i złożyli skargę kasacyjną do Naczelnego Sądu Administracyjnego.

17 września NSA uchylił zarówno wyrok WSA w Gdańsku, jak i decyzję Wojewody Pomorskiego. Decyzja odmawiająca pozwolenia formalnie przestała więc istnieć, a sprawa wróciła do ponownego rozpoznania przez wojewodę. Wojewoda musi teraz ponownie rozpatrzyć odwołanie, uwzględniając ocenę prawną NSA.

Dla mieszkańców to jednak finał, który trudno uznać za obojętny. Projekt przewiduje trzy obiekty o wysokości do 9 metrów, około 37-38 miejsc parkingowych oraz otwarte galerie i tarasy. To może oznaczać większy ruch i intensywną zabudowę na działce.

Jacek Bereźnicki
Redaktor

Tematyką ekonomiczną zajmuje się od dziesięciu lat. Od 2014 do 2019 r. był dziennikarzem Money.pl, wcześniej współtworzył serwisy Mototok.pl i Biztok.pl w ramach Grupy O2, a następnie Wirtualnej Polski. W Bizblogu pisze o biznesie, prawie i podatkach.