Uber za bardzo smrodzi. Dostał kilka lat, by przesiąść się na elektryki
Walka z emisją dwutlenku węgla wkracza do kolejnej branży. Taksówki napędzane benzyną i ropą przechodzą do lamusa. Kalifornia dała Uberowi i Lyftowi kilka lat na przesiadkę z samochodów spalinowych na elektryczne.
Pogrom Tesli i innych modnych amerykańskich firm. Dług podciął skrzydła big techom
Indeks giełdowy Nasdaq Composite, który grupuje sporo spółek technologicznych spadł ostatnio o ponad 8 proc. Zajęto mu to tydzień – od szczytu 16 lutego do dołka 23 lutego. Możliwe, że w najbliższych dniach zejdzie jeszcze niżej, bo jakoś nie zdradza ochoty na odbicie.
W cieniu walki Trumpa z Bidenem Uber uratował swoją przyszłość. Nie musi zatrudnić kierowców
Dla Ubera to nie była zwykła przepychanka legislacyjna. Walka o wyjęcie spod przepisów ustawy AB-5 miała zadecydować o przyszłości firmy w jej mateczniku – Kalifornii. Prezes spółki Dara Khosrowshahi uznał, że tym razem nie powinien przebierać w środkach i wydał ogromne pieniądze po to, by w przyszłości nie musiał przeznaczyć ich na pensje i świadczenia dla kierowców.
To może być koniec Ubera, jakiego znamy. Spółka zacznie masowo zwalniać kierowców
Przytaczając tytuł jednej ze starych polskich komedii – sprawa się rypła. Uber od początku swojego istnienia przekonywał, że jest tylko aplikacją, która łączy osoby z samochodami i wolnym czasem z chętnymi, by z jednego i drugiego skorzystać i za to zapłacić.
Uber na krawędzi. Kluczowi pracownicy lądują na bruku, a Kalifornia wbija firmie nóż w plecy
Uber sypie się na naszych oczach. Od czasów debiutu giełdowego wyrzucił na bruk przeszło tysiąc pracowników. Oczywiście wśród nich niemałą część stanowi dział marketingu, który amerykańskiemu startupowi jest dzisiaj nieszczególnie potrzebny. Ale wśród lądujących na ulicy znajdują się też ludzie, którzy pracowali nad koncepcją autonomicznego samochodu, a to każe się nad kondycją Ubera mocno zastanowić. Tym bardziej, że od przyszłego roku w Kalifornii w życie wchodzi skrajnie niekorzystne dla niego prawo.