REKLAMA

Szybkie i punktualne pociągi – tak. Walec przez wsie i miasteczka – nie

Patrzę na zapowiedzi kolejowej rewolucji w Polsce i mam problem. Nie dlatego, że nie chcę szybkich i punktualnych pociągów. Chcę. Nie dlatego, że nie rozumiem, po co Polsce Horyzontalny Rozkład Jazdy. Rozumiem aż za dobrze. Po latach układania podróży jak łamigłówki logicznej wizja pociągów odjeżdżających o stałych godzinach, co godzinę albo co dwie, brzmi jak cywilizacyjna ulga.

Szybkie i punktualne pociągi – tak. Walec przez wsie i miasteczka – nie
REKLAMA

W Polsce każda wielka inwestycja bardzo szybko przestaje być tylko inwestycją. Staje się symbolem, pałką polityczną, testem patriotyzmu, dowodem sprawczości albo zdrady. Centralny Port Komunikacyjny przeleciał tę drogę w tempie Pendolino po dobrze przygotowanym torze. I właśnie dlatego rząd musi dziś bardzo uważać, żeby kolejowej rewolucji nie przeprowadzać w panice przed politycznym oskarżeniem.

Prawo i Sprawiedliwość od miesięcy gra CPK bardzo prosto: kto zmienia, ten hamuje. Kto audytuje, ten zwija. Kto słucha mieszkańców, ten ulega przeciwnikom. Obecna koalicja rządząca doskonale wie, że ta łatka przyklei się błyskawicznie. Dlatego jak ognia boi się zarzutu, że zatrzymuje albo rozmontowuje projekt, który poprzednia władza przedstawiła jako jedną z najważniejszych inwestycji w historii III RP.

REKLAMA

I tu zaczyna się prawdziwe ryzyko. Nie takie, że rząd nie będzie budował. Ryzyko jest inne: że będzie chciał budować tak demonstracyjnie, tak pokazowo i tak nerwowo, żeby nikt nie mógł powiedzieć „hamulcowi”, iż po drodze zabraknie spokojnej rozmowy z ludźmi, przez których działki, wsie i pola mają przejść nowe linie kolejowe.

Na slajdzie kreska. W terenie czyjś dom

Horyzontalny Rozkład Jazdy brzmi rozsądnie. Pociągi mają kursować w stałym rytmie, przesiadki mają być skoordynowane, a pasażer ma wreszcie wiedzieć, że jeśli uciekł mu jeden skład, to następny nie przyjedzie za trzy godziny i siedemnaście minut, tylko za godzinę. Albo za pół godziny. Tak wygląda normalność w krajach, do których lubimy się porównywać.

REKLAMA

Sęk w tym, że tej normalności nie da się wprowadzić wyłącznie zmianą tabelki w aplikacji. Za stałym rytmem pociągów stoją tory, mijanki, przepustowość, węzły, perony, modernizacje i nowe linie. A nowe linie nie powstają w chmurze. Nie przecinają abstrakcyjnej przestrzeni. Idą przez konkretne miejsca, w których ktoś mieszka, pracuje, prowadzi gospodarstwo, budował dom albo planował przekazać dzieciom ziemię. I o tym w zachwycie nad „szwajcarskim zegarkiem” bardzo łatwo zapomnieć.

W Polsce budowa sieci kolei dużych prędkości to w wielu regionach temat nie techniczny, ale bardzo osobisty. Wystarczy przypomnieć protesty, które kilka lat temu wybuchały nie tylko w okolicach planowanego lotniska w Baranowie, ale też na Lubelszczyźnie, Podkarpaciu, Dolnym Śląsku i Górnym Śląsku. Wtedy mieszkańcy nie protestowali przeciwko abstrakcyjnemu postępowi. Protestowali przeciwko trasom, które w ich ocenie mogły rozjechać miejscowości, ingerować w zabudowę i wywrócić im życie do góry nogami.

REKLAMA

To jest ta część wielkich projektów, której nie widać na konferencji prasowej. Na mapie linia kolejowa jest elegancką kreską. W terenie potrafi być końcem czyjegoś świętego spokoju.

Polska potrzebuje kolei. Ale nie walca

Polska potrzebuje nowoczesnej kolei. Potrzebuje KDP. Potrzebuje rozkładu, który nie wygląda jak efekt kompromisu między afrykańskim upałem/arktycznym mrozem, remontem a brakiem taboru. Potrzebuje połączeń, które pozwolą dojechać do pracy, lekarza, szkoły, uczelni i klienta bez robienia doktoratu z przesiadek.

Nie da się zbudować sprawnego państwa na transporcie publicznym, który w wielu miejscach działa jak luksus dla cierpliwych. Nie da się przekonywać ludzi do rezygnowania z samochodu, jeśli alternatywą jest pociąg raz dziennie, autobus widmo i przesiadka zaplanowana tak, jakby pasażer potrafił teleportować się między peronami.

REKLAMA

Dlatego sama idea HRJ jest okej. Regularność jest dobra. Stałe końcówki minutowe są dobre. Większa częstotliwość jest dobra. Łączenie pociągów dalekobieżnych, regionalnych i autobusów w jeden system jest dobre. Jednak dobrą inwestycję można fatalnie przeprowadzić.

Najgorsze, co rząd mógłby teraz zrobić, to uznać, że skoro PiS krzyczy o hamowaniu CPK, to każda lokalna obawa jest tylko paliwem dla opozycji. To byłby błąd z gatunku tych, które później ciągną się latami. Państwo nie może mówić mieszkańcom: rozumiemy wasze emocje, a potem zachowywać się tak, jakby jedynym celem konsultacji było odhaczenie ich w dokumentach.

Prawdziwy dialog nie zaczyna się od pokazania mapy i terminu na zgłaszanie uwag. Zaczyna się od gotowości do zmiany decyzji, jeśli ludzie pokazują, że urzędnicza kreska w terenie oznacza dramat.

REKLAMA

Rząd boi się łatki hamulcowego

Obecna koalicja ma z CPK kłopot większy niż z niejedną ustawą zawetowaną przez prezydenta. Przez lata duża część dzisiejszej większości krytykowała projekt jako przeskalowany, kosztowny, nietransparentny albo pisany bardziej pod polityczną legendę niż realną potrzebę transportową. Po przejęciu władzy przyszły audyty, zmiany, nowe nazwy, korekty i próba pokazania: nie likwidujemy, tylko racjonalizujemy.

REKLAMA

Problem w tym, że w polityce rzadko wygrywa ten, kto ma bardziej szczegółowy harmonogram. Częściej wygrywa ten, kto pierwszy narzuci prostą opowieść. PiS taką opowieść ma: oni zatrzymują CPK, my budowaliśmy. I nawet jeśli rzeczywistość jest bardziej skomplikowana, taki komunikat działa, bo mieści się na pasku, banerze i w 30-sekundowym nagraniu.

Rząd to wie. Dlatego przy CPK i kolei dużych prędkości tak mocno podkreśla kontynuację, sprawczość, wielką skalę i przejście od gadania do konkretu. Tylko że inwestycje publiczne nie powinny być prowadzone w rytmie politycznego lęku. Kolej dużych prędkości nie może jechać na strachu przed PiS.

REKLAMA

Jeżeli rząd zacznie podejmować decyzje głównie po to, żeby nie zostać oskarżonym o hamowanie, wpadnie w pułapkę zastawioną przez przeciwnika. Zamiast spokojnie tłumaczyć, korygować, rozmawiać i czasem przyznawać rację mieszkańcom, będzie udowadniał, że też potrafi być twardy. A twarde państwo w Polsce bardzo często kończy jako państwo głuche.

Największym testem nie będzie prędkość

Najłatwiej będzie zmierzyć sukces kolejowej rewolucji czasem przejazdu między Warszawą a Wrocławiem, Łodzią a Poznaniem czy stolicą a nowym lotniskiem. To będą efektowne liczby. Dobrze wyglądają w prezentacjach. Dobrze brzmią w spotach. Nadają się na konferencję prasową. Ale prawdziwy test będzie gdzie indziej.

REKLAMA

Czy mieszkaniec małej miejscowości poczuje, że kolej wreszcie daje mu wolność, a nie tylko zabiera pole? Czy lokalna firma zyska lepszy dostęp do pracowników i klientów, a nie wyłącznie lata utrudnień? Czy ktoś, kto ma zostać wywłaszczony, dostanie uczciwe warunki, jasne informacje i realne poczucie, że państwo nie traktuje go jak przeszkody terenowej? Czy konsultacje będą momentem rozmowy, czy spektaklem, po którym wszystko i tak zostanie po staremu?

To są pytania ważniejsze niż polityczna bójka o to, kto bardziej kocha CPK.

REKLAMA
Arek Braumberger
Redaktor

Szef redakcji Bizblog.pl. W mediach od 30 lat. Pisze o małym biznesie, podatkach i finansach osobistych. Do Spidersweb.pl przeszedł z Wirtualnej Polski, gdzie najpierw był szefem wydawców Money.pl, a potem zastępcą redaktora naczelnego. Pierwszą posadę w mediach dostał w „Gazecie Wyborczej”, pracował w „Pulsie Biznesu”, „Życiu”, miesięczniku „Pieniądz”, „Businessman Magazine”, Miesięczniku Finansowym „BANK”. W tym ostatnim był redaktorem prowadzącym kilku edycji prestiżowych raportów „Największe banki w Polsce“ oraz „IT@BANK”.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA