Polacy masowo znajdują pracę. Zostawiliśmy w tyle większość krajów UE
Czerwiec przyniósł poprawę w urzędowych statystykach bezrobocia. I choć w porównaniu z ubiegłym rokiem osób bez pracy mocno przybyło, unijne zestawienia pokazują, że nasz rynek pracy wciąż bije większość Europy na głowę. Z urzędów płynie też mocny sygnał: tak dużej fali osób wyrejestrowujących się z powodu podjęcia nowej pracy nie było w Polsce od pięciu lat.

W czerwcu z rejestrów urzędów pracy ubyło 14,4 tys. bezrobotnych, choć ich liczba nadal przekracza w Polsce 900 tys. – wynika z najnowszych danych, które Główny Urząd Statystyczny opublikował w czwartek. W konsekwencji symbolicznie zmniejszyła się też stopa bezrobocia rejestrowanego – z 5,9 proc. w maju do 5,8 proc. na koniec pierwszego półrocza.

Te zmiany nie są zaskakujące dla ekonomistów: spodziewali się takiego właśnie odczytu, tym bardziej że pokrywa się on z wcześniejszymi szacunkami ministerstwa pracy.
Niższe bezrobocie w cieplejszych miesiącach też nie jest szczególnie zaskakujące – pozostaje ono bowiem, podobnie jak niektóre sektory, bardzo wrażliwe na aurę i warunki pogodowe. Te latem sprzyjają np. branży budowlanej czy ogrodniczej, stąd większe w nich wtedy zapotrzebowanie na pracowników, co oznacza niemal automatyczny odpływ części bezrobotnych z rejestrów.
Plusy i minusy rynku pracy
Niestety, z nieco odleglejszej perspektywy sytuacja na polskim rynku pracy wygląda trochę gorzej. Gdy porównamy obecną sytuację z tą sprzed roku, okaże się, że osób bez pracy przybywa, a stopa bezrobocia rośnie. W czerwcu 2025 r. wynosiło 5,1 proc. – o 0,7 pkt proc. mniej niż obecnie.
Choć skalę zmian lepiej oddają liczby wymierne: rok temu liczba zarejestrowanych bezrobotnych nie przekraczała 800 tys., co oznacza że w ciągu roku przybyło ich ponad 100 tys. Mniej więcej tyle osób mieszka w Chorzowie, Koszalinie czy Włocławku. Patrząc na to z jeszcze innej strony możemy zauważyć, że w ciągu ostatnich 12 miesięcy od czerwca 2025 r. – liczba bezrobotnych zwiększyła się w naszym kraju o 13,1 proc.
Z drugiej jednak strony, warto zauważyć, że w samym czerwcu w statystykach powiatowych urzędów pracy pojawiło się 83,8 tys. nowo zarejestrowanych bezrobotnych – o 1,5 tys. mniej niż rok wcześniej. Z rejestrów bezrobocia zniknęło natomiast w ubiegłym miesiącu 98,1 tys. osób – to prawie 27 tys. więcej niż w czerwcu 2025 r., co oznacza bardzo mocny wzrost w ujęciu względnym: o prawie 38 proc. r/r. Jednocześnie o ponad 25 proc., do prawie 60 tys., wzrosła w ciągu ostatnich 12 miesięcy liczba osób, które zniknęły z rejestrów bezrobotnych, ponieważ podjęły pracę. Tak mocnych pozytywnych zmian nie widzieliśmy w Polsce od ponad pięciu lat – ostatnio większe przyrosty wyrejestrowań (także z powodu podjęcia nowej pracy) statystyki GUS odnotowały w maju 2021 r.
Więcej danych z Polski w Bizblog Spider's Web
Polska błyszczy na tle Europy
Jeśli ktoś szuka pozytywnych informacji o rodzimym rynku pracy, powinien też sięgnąć po statystyki europejskie, które pokazują bezrobocie z nieco innej perspektywy i mierzą je innymi niż GUS metodami (piszemy o tym niżej). Eurostat używa ich jednakowych dla wszystkich europejskich państw, dlatego świetnie pokazują różnice między tym, co dzieje się na poszczególnych rynkach pracy we Wspólnocie.
A na razie dzieje się, przynajmniej u nas, dobrze, by nie rzec: bardzo dobrze. Stopa bezrobocia według Badania Aktywności Ekonomicznej Ludności była w Polsce w maju (na tym miesiącu kończą się ostatnie dane Eurostatu) jedną z najniższych w Europie.

Wraz z Cyprem zajmujemy w europejskim zestawieniu trzecią pozycję i deklasujemy większość państw UE, gdzie stopa bezrobocia jest przeciętnie dwukrotnie wyższa niż u nas. Choć są niechlubne wyjątki, gdzie bezrobocie osiągnęło w maju poziom dwucyfrowy.
Pierwsze teksty o gospodarce i biznesie publikował w latach 90. w „Pulsie Biznesu”. Pracował w „Życiu” i „Życiu Warszawy”, a po powrocie do „PB” został redaktorem prowadzącym. Współtworzył i kierował miesięcznikiem „EduFakty” oraz dwumiesięcznikiem „Uczę Nowocześnie”, organizował konferencje i wykładał. W 2017 r. pracował w redakcjach ekonomicznych WP, rok później trafił do „Forbesa”. Absolwent dziennikarstwa UW oraz studiów podyplomowych z polityki pieniężnej i bankowości centralnej (INE PAN, NBP).