REKLAMA

Patrzę na ceny paliw i wiem jedno. Ten rachunek zapłacę jeszcze raz

Firmy coraz głośniej mówią, że wyczerpują możliwości brania kosztów na siebie. Niemal co trzecia rozważa podwyżki cen, a część ograniczenie działalności. To oznacza, że za drogie paliwo zacznę za chwilę płacić drugi raz – w sklepie, u fryzjera, za remont i dowóz jedzenia.

Patrzę na ceny paliw i wiem jedno. Ten rachunek zapłacę jeszcze raz

Aż 31 proc. Polek i Polaków przyznaje, że drożejące paliwa są dziś bardzo poważnym obciążeniem dla ich domowych budżetów – wynika z opublikowanego w piątek badania „Wzrost cen paliw a budżety domowe Polaków” zrealizowanego na zlecenie BIG InfoMonitora.

Polacy idą na spacer

Taka sytuacja wymusza, jak zauważają autorzy badania, weryfikację dotychczasowych nawyków i poszukiwanie oszczędności – szczególnie tam, gdzie jest o nie relatywnie łatwo.

Rezygnacja z części codziennych zakupów lub przesuwanie ich na późniejszy termin – to obecnie powszechny mechanizm radzenia sobie z rosnącymi kosztami życia – czytamy w komunikacie opisującym badania.

Najbardziej widoczne zmiany w zachowaniach gospodarstw domowych dotyczą jednak samej mobilności. Już 36 proc. właścicieli samochodów deklaruje, że zamierza zauważalnie rzadziej korzystać ze swojego auta. Zamiast tego Polacy planują przemieszczać się taniej. Albo za darmo.

Do łask wracają spacery, komunikacja miejska oraz rowery. Rosnące obciążenia budżetów odbijają się również szerokim echem w sektorze turystycznym – wskazują eksperci BIG InfoMonitora.

Więcej o cenach na Bizblog Spider's Web

Ceny paliw to nie koniec zmartwień

Rachunek wystawiony na stacji benzynowej to jednak dopiero pierwsza, najlepiej widoczna rata, którą musimy płacić za droższe surowce. W praktyce każdy skok ich cen – a tych było już od rozpoczęcia wojny na Bliskim Wschodzie naprawdę sporo – zasila falę, która z pewnym opóźnieniem wróci do gospodarki i powtórnie podbije ceny.

A to dlatego, że transport jest krwiobiegiem współczesnego handlu i usług, to on spina niemal każdą gałąź rynku. Gdy drożeje tankowanie, powinno się to – prędzej czy później – odbić na cenach innych produktów i usług, od materiałów budowlanych, przez jedzenie po manicure. Ekonomiści opisując ten mechanizm mówią o „efektach drugiej rundy”.

Na razie tzw. twarde, pochodzące ze statystyk Głównego Urzędu Statystycznego czy Narodowego Banku Polskiego, dane pokazują, że drożejące surowce „rozlewają się” po gospodarce wolniej, niż przewidywali analitycy. Stąd pozytywne zaskoczenia przy okazji publikacji danych o inflacji, która okazywała się w ostatnich miesiącach zauważalnie niższa od rynkowych prognoz.

Nie znaczy to jednak, że tym razem w jakiś cudowny sposób rosnące koszty paliw rozpłyną się w powietrzu i uda się nam w Polsce efektów drugiej rundy uniknąć.

Zresztą Polki i Polacy bynajmniej się tego nie spodziewają. Z opublikowanych przez BIG InfoMonitor badań wynika, że bezpośredniego przełożenia drożejącego paliwa na ceny innych towarów i usług spodziewa się 82 proc. mieszkańców Polski.

Firmy: nie mamy wyboru

Oczekiwania te idą w parze z deklaracjami przedsiębiorców odnośnie do cen oferowanych przez siebie dóbr. Wyniki badania „Skaner MŚP” przeprowadzonych wśród mikro, małych i średnich firm pokazują bowiem, że dla nich presja kosztowa przestała być teoretycznym wyzwaniem – stała się palącym problemem operacyjnym. Podniesienie cen własnych produktów lub usług rozważa obecnie aż 29 proc. badanych przedsiębiorców.

Eksperci zwracają uwagę, że firmy w Polsce od wielu miesięcy borykają się z presją ze strony rosnących rachunków – nie tylko zresztą dotyczących logistyki, ale też wynagrodzeń.

Skutkuje to sytuacją, w której zdolność przedsiębiorstw do absorbowania kolejnych wstrząsów cenowych uległa niemal całkowitemu wyczerpaniu. Finansowanie działalności ze stratą dla własnych marż przestało być na dłuższą metę możliwe – uważa Paweł Szarkowski, prezes BIG InfoMonitora.

Jego zdaniem podwyżki cen są dla wielu przedsiębiorców „absolutną koniecznością” i nierzadko jedynym sposobem na utrzymanie biznesu.

Alternatywą jest ograniczenie skali prowadzonej działalności. Taką opcję bierze pod uwagę aż 22 proc. ankietowanych przedsiębiorców.

Ryzyko to dotyka w szczególności branżę transportową oraz budowlaną. Ta trudna sytuacja w biznesie nie stanowi jednak odosobnionego problemu. Gospodarka to system naczyń połączonych, co wyraźnie widać w postawach konsumentów – zauważają eksperci BIG InfoMonitora.

Nieco większy odsetek przedsiębiorców – 25 proc. – przewiduje w najbliższym czasie wyraźne pogorszenie płynności finansowej oraz spadek zyskowności i rentowności własnego biznesu.

Bartosz Krzyżaniak
Redaktor

Pierwsze teksty o gospodarce i biznesie publikował w latach 90. w „Pulsie Biznesu”. Pracował w „Życiu” i „Życiu Warszawy”, a po powrocie do „PB” został redaktorem prowadzącym. Współtworzył i kierował miesięcznikiem „EduFakty” oraz dwumiesięcznikiem „Uczę Nowocześnie”, organizował konferencje i wykładał. W 2017 r. pracował w redakcjach ekonomicznych WP, rok później trafił do „Forbesa”. Absolwent dziennikarstwa UW oraz studiów podyplomowych z polityki pieniężnej i bankowości centralnej (INE PAN, NBP).