REKLAMA

Nie cieszcie się z podwyżek pensji. Fiskus już na was czeka

Pensje rosną, ale próg podatkowy od 2022 r. stoi w miejscu. W efekcie coraz więcej Polaków wpada w wyższą stawkę PIT, choć ich realna siła nabywcza wcale nie musi być większa. Gdyby granica 32-procentowego podatku zachowała taką samą relację do przeciętnego wynagrodzenia jak cztery lata temu, dziś wynosiłaby około 168 tys. zł, a nie 120 tys. zł.

Nie cieszcie się z podwyżek pensji. Fiskus już na was czeka

Wyobraź sobie pracownika, który dostaje podwyżkę płac dokładnie odpowiadającą wzrostowi cen. Na papierze zarabia więcej. W sklepie może jednak kupić mniej więcej tyle samo co wcześniej. Fiskus ostatnio widzi tylko, że dochód wzrósł i zaczyna zbliżać się do granicy, po której część zarobków zostanie opodatkowana stawką 32 proc. Na tym właśnie polega zimna progresja, którą tak hołubią politycy różnych opcji.

Jeden z ekspertów, z którym ostatnio rozmawiałem, zwrócił uwagę na konsekwencje tejże zimnej progresji. Podwyżka rekompensująca inflację wrzuciła właśnie miliony podatników do wyższego progu, chociaż ich sytuacja materialna wcale się nie poprawiła. Tak, dobrze czytacie, chodzi o kilka milionów Polaków.

Minister nie może po prostu przesunąć progu

Od 2022 r. pierwszy próg wynosi 120 tys. zł. Obecnie do tej kwoty obowiązuje stawka 12 proc., a stawką 32 proc. objęta jest nadwyżka ponad próg. W ustawie znajduje się możliwość weryfikacji dokonywanej przez ministra finansów. Dotyczy ona jednak kwoty zmniejszającej podatek, a więc parametru odpowiadającego obecnie za obecne 30 tys. zł kwoty wolnej.

Przepisy art. 27 ust. 1c i 1d mówią wprost, że minister ma prawo reagować, jeżeli wynikająca z niej kwota wolna spadnie poniżej określonego w przepisach minimum egzystencji.

Przesunięcie progu ze 120 tys. na 130 tys. zł wymaga jednak zmiany prawa.

Kiedyś próg miał własny bezpiecznik

PIT obowiązuje w Polsce od 1992 r. i już jego pierwotna konstrukcja miała mechanizm waloryzowania skali podatkowej. Nie znaczy to, że przez następne 12 lat wszystko działało jak szwajcarski zegarek. Stosowanie mechanizmu było zawieszane, przesuwane i modyfikowane, aż 1 stycznia 2004 r. został całkowicie zlikwidowany.

Więcej wpisów o podatkach

Rząd przygotowujący zmianę nie ukrywał, co robi.

Nie przewiduje się mechanizmu „automatycznej” waloryzacji przedziałów skali podatkowej i kwoty zmniejszającej podatek. Zmiany skali podatkowej będą zatem każdorazowo uzależnione od suwerennej decyzji ustawodawcy, a nie od wskaźników ekonomicznych – czytamy w uzasadnieniu ustawy.

Zamrożony próg sam zwiększa podatki

Brak automatycznej waloryzacji powoduje, że jeżeli płace rosną, a progi podatkowe stoją w miejscu, coraz więcej osób zaczyna wpadać w wyższą stawkę i płaci wyższe podatki. Nie trzeba podnosić pierwszego progu z 12 proc. do 13 proc. ani 32 proc. do 33 proc. Wystarczy nic nie robić.

Ministerstwo Finansów samo pięknie opisało ten mechanizm.

Na roczną dynamikę wpływów z PIT miał natomiast wpływ brak waloryzacji kwoty wolnej oraz progu na skali podatkowej (tzw. efekt mrożenia) – przyznał resort finansów w „Informacji kwartalnej o stanie finansów publicznych w IV kwartale i całym 2025 roku”.

120 tys. zł jest dziś zupełnie innym progiem

Jak działa ów „efekt mrożenia”? Gdy zaczynał obowiązywać próg 120 tys. zł, przeciętne miesięczne wynagrodzenie w gospodarce narodowej wynosiło 6346,15 zł, czyli 76,2 tys. zł rocznie. Próg podatkowy znajdował się więc na poziomie około 1,58 rocznego przeciętnego wynagrodzenia. W 2025 r. przeciętne wynagrodzenie wyniosło już 8903,56 zł miesięcznie, 106,8 tys. zł rocznie i około 1,12 rocznego przeciętnego wynagrodzenia. Nie wiecie o co chodzi?

Na tym przykładzie widać, że ciągu trzech lat granica 32-procentowej stawki mocno zbliżyła się do przeciętnej pensji. Dość powiedzieć, że gdyby w 2025 r. próg zachował taką samą relację do przeciętnego wynagrodzenia jak w 2022 r., nie wynosiłby 120 tys. zł, tylko około 168 tys. zł, a proponuje się nam marne 130 tys. zł.

Ta zmiana nie odwróci zimnej progresji

Rząd chciałby od 2027 r. przebudować skalę PIT. Pierwszy próg miałby wzrosnąć ze 120 tys. do 130 tys. zł. Pojawiłaby się nowa stawka 24 proc. dla dochodów od 130 do 150 tys. zł, a dopiero nadwyżka ponad 150 tys. zł zostałaby objęta stawką 32 proc. Z rządowych szacunków wynika, że jeśli ustawa nie wejdzie w życie, stawką 32 proc. objętych zostanie 14 proc. podatników rozliczających się według skali. Po reformie ich liczba spadłaby do 7,2 proc. Skorzystałoby w sumie 3,5 mln osób.

Coś mi się jednak wydaje, że ta zmiana nie przejdzie i prezydent ją zawetuje. Efekt będzie taki, że liczba wpadających w 32-procentową stawkę będzie jeszcze większa. A im większa frustracja podatników i złość na rząd, tym większego poklasku spodziewa się opozycja.

Arek Braumberger
Redaktor

Szef redakcji Bizblog.pl. W mediach od 30 lat. Pisze o małym biznesie, podatkach i finansach osobistych. Do Spidersweb.pl przeszedł z Wirtualnej Polski, gdzie najpierw był szefem wydawców Money.pl, a potem zastępcą redaktora naczelnego. Pierwszą posadę w mediach dostał w „Gazecie Wyborczej”, pracował w „Pulsie Biznesu”, „Życiu”, miesięczniku „Pieniądz”, „Businessman Magazine”, Miesięczniku Finansowym „BANK”. W tym ostatnim był redaktorem prowadzącym kilku edycji prestiżowych raportów „Największe banki w Polsce“ oraz „IT@BANK”.