Mówią, że są dla nas obciążeniem. Dane pokazują coś dokładnie odwrotnego

Bez nich polska gospodarka nie byłaby żadnym tygrysem, zieloną wyspą czy innym ekonomicznym fenomenem. Analitycy i politycy nie zaprzątaliby też sobie głowy dowodzeniem, czy jesteśmy 20., czy może 21. gospodarką globu. Imigranci, bo o nich mowa, wbrew populistycznym zaklęciom, które raz po raz da się słyszeć w tzw. debacie publicznej, nie są dla nas balastem, a ważnym silnikiem wspierającym rozwój naszego kraju.
Najnowsze symulacje poczynione przez ekspertów Deloitte wskazują, że cudzoziemcy „dorzucają się” swoją obecnością i pracą w Polsce do naszego PKB, i to solidnie. Ich wpływ szacowany jest na ok. 5,1 proc. PKB (wariant konserwatywny) do 10,7 proc. PKB (wersja optymistyczna, choć i tak nieuwzględniająca szarej strefy, co oznacza, że potencjalny wpływ na PKB może być jeszcze większy).
Oznacza to, że taka część gospodarki Polski zostałaby stracona, gdyby cudzoziemcy wyjechali – uściślają autorzy najnowszego raportu „Migracja w Polsce 2026” (Deloitte, ISP, Ipsos).
Do pracy w Polsce przyjeżdżają młodzi
Bez obcokrajowców trudniej byłoby nam też mierzyć się z problemami demograficznymi i niektórymi ich konsekwencjami. Na przykład takimi, że kolejny już rok z rzędu spada liczba Polaków ubezpieczonych w ZUS. Ten niedobór kompensują właśnie przybysze z innych państw, którzy – co optymistyczne – w większości nie przekroczyli jeszcze czterdziestki, więc znacząco odmładzają tzw. siłę roboczą (wśród rodzimych pracowników odsetek osób przed 40. rokiem życia jest mniejszy i wynosi 41 proc.). A to, jak wskazują eksperci, jest dobre zarówno dla naszej gospodarki, jak i finansów publicznych.
O tym, że przeciętny pracownik zza granicy jest o 5-6 lat młodszy od przeciętnego pracującego obywatela Polski świadczą też dane Głównego Urzędu Statystycznego. Wynika z nich, że połowa pracujących w Polsce pod koniec 2025 r. imigrantów nie przekroczyła 37. roku życia. Tymczasem mediana dla obywateli Polski to 43 lata. Podobne różnice widać też, jeśli uwzględnimy przeciętny wiek pracowników (odpowiednio 38,2 roku i 43,5 roku).
Nawet co dziesiąty pracujący przybył zza granicy
Ekonomiści szacują udział cudzoziemców – w zależności od sposobu liczenia – na 6-10 proc. pracujących w Polsce.
W szeregu branż gospodarki GUS szacuje ich udział na większy, w szczególności 25 proc. w usługach administrowania i wspierających (usługi sprzątania, ochrony, proste prace biurowe), 16 proc. w zakwaterowaniu i gastronomii, 14 proc. w transporcie i logistyce, 11 proc. w budownictwie, a 10 proc. w IT, mediach i telekomunikacji – wyliczają autorzy raportu.

Najnowsze (opublikowane 7 lipca) dane GUS wskazują, że pod koniec stycznia 2026 r. liczba pracujących u nas cudzoziemców wynosiła 1,12 mln, a w ciągu roku zwiększyła się o ponad 74 tys.
Wraz z napływem imigrantów do Polski ich udział w ogólnej liczbie pracujących się zwiększa – według oficjalnych statystyk, opartych o dane administracyjne, pod koniec ubiegłego roku wynosił od 6,9 proc. (wobec 6,8 proc. rok wcześniej).
Ukraińcy i długo, długo nic
Nie jest pewnie zaskoczeniem, że najliczniejszą grupą obcokrajowców ma polskim rynku pracy są Ukraińcy. Według najnowszych danych GUS pod koniec stycznia pracowało ich w Polsce prawie 758 tys. – o blisko 56 tys. (czyli 8 proc.) więcej niż 12 miesięcy wcześniej. Osoby przybyłe do nas z Ukrainy stanowią już przeszło dwie trzecie wszystkich imigrantów pracujących w naszym kraju.
Według stanu na 31 stycznia 2026 r. obywatele Ukrainy stanowili 67,7 proc. ogólnej liczby cudzoziemców wykonujących pracę w Polsce – potwierdzają statystycy we wtorkowym komunikacie GUS.
Jednak poza nimi w Polsce zatrudnienie znaleźli przybysze ze znacznie odleglejszych zakątków globu.

Choć w głównych statystykach przebija się kilka zasilających nasz rynek pracy nacji, w rzeczywistości jest ich kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt razy więcej.
Obcokrajowcy wykonujący pracę w Polsce w końcu stycznia 2026 r. pochodzili z ponad 150 państw – czytamy w komunikacie GUS.
Za pracą przybywają do Polski zarówno kobiety, jak i mężczyźni, jednak to panowie stanowią zdecydowaną większość pracujących w Polsce imigrantów. Przybywa ich też szybciej niż kobiet.

Z krajowych statystyk wynika też że ponadprzeciętnie wysokimi udziałami cudzoziemców wśród pracujących charakteryzują się województwa zachodnie, Warszawa (wraz z okolicznymi powiatami) oraz inne miasta wojewódzkie. Stosunkowo najmniej obcokrajowców pracuje na wschodzie Polski.

Imigranci a wynagrodzenia
Autorzy raportu „Migracja w Polsce 2026” rozprawiają się z mitem, że przyjezdni zza granicy odbierają Polakom chleb. A jeśli nawet nie, to przez imigrację zarobki w Polsce rosną wolniej.
Trzy dekady badań empirycznych wskazują na brak wyraźnego wpływu cudzoziemców na płace. Również w przypadku napływu uchodźców z Ukrainy do Polski nie znaleziono negatywnego wpływu na płace, a nawet dowody na pozytywny – czytamy w raporcie.
Po pierwsze, tłumaczą autorzy, imigranci znacząco różnią się od natywnych pracowników, więc zwykle nie konkurują z nimi bezpośrednio. Po drugie, firmy kompensują presję na płace, dostosowując swoje technologie produkcji do umiejętności, które stają się częstsze na rynku, a tym samym tańsze. Po trzecie, zauważają, zachodzące dostosowania mogą podnosić zakres specjalizacji w gospodarce.
A co za tym idzie – paradoksalnie – wydajność i płace – piszą autorzy raportu.
Kto komu robi przysługę
Przyznają, że przekazy pieniężne cudzoziemców z Polski za granicę osiągnęły szczyt po wybuchu wojny w Ukrainie, ale od tego czasu spadają. Rośnie natomiast, wraz z przekazywaniem coraz mniejszej części wynagrodzeń za granicę, konsumpcja obcokrajowców w Polsce. A to wzmacnia ich wpływ na naszą gospodarkę (i samą dynamikę PKB, o czym pisaliśmy wyżej). Wskazuje też na coraz bardziej długookresowy charakter ich imigracji.
Badacze dowodzą, że obecnie udział cudzoziemców w wydatkach publicznych jest o jedną trzecią mniejszy niż w całej populacji.
Dzieje się tak za sprawą ich młodszej struktury wieku i prawdopodobnie tego, że nie wypracowali jeszcze dostępu do części świadczeń, w szczególności zdrowotnych i emerytalnych – zauważają autorzy raportu.
I dodają, że wpływy sektora finansów publicznych od cudzoziemców są co najmniej równe albo nawet dwukrotnie większe niż przypadające na nich wydatki publiczne.
Podatki i składki społeczne płacone przez cudzoziemców w naszej symulacji na 2024 r. sięgają od 66,2 mld zł w scenariuszu konserwatywnym do 130,5 mld zł w scenariuszu optymistycznym. To podobna albo dwukrotnie większa kwota niż przypadające na nich wydatki publiczne w wysokości 66,9 mld zł w 2024 r. – czytamy w raporcie.
Zdaniem stojących za nim ekspertów dyskusja na temat migracji jest wielowątkowa i obejmuje znacznie więcej wątków niż tylko kwestie gospodarcze. Są one jednak na tyle istotne, że należy brać je pod uwagę za każdym razem, gdy zestawia się koszty i korzyści wynikające z migracji.
Pierwsze teksty o gospodarce i biznesie publikował w latach 90. w „Pulsie Biznesu”. Pracował w „Życiu” i „Życiu Warszawy”, a po powrocie do „PB” został redaktorem prowadzącym. Współtworzył i kierował miesięcznikiem „EduFakty” oraz dwumiesięcznikiem „Uczę Nowocześnie”, organizował konferencje i wykładał. W 2017 r. pracował w redakcjach ekonomicznych WP, rok później trafił do „Forbesa”. Absolwent dziennikarstwa UW oraz studiów podyplomowych z polityki pieniężnej i bankowości centralnej (INE PAN, NBP).