Lipcowy zwrot w sklepach. Sprzedaż poniżej oczekiwań
Konsumpcja rozpoczęła drugą połowę roku od potknięcia. Na szczęście niewielkiego. Ekonomiści uspokajają: polski konsument ma się całkiem dobrze.

Na początku drugiego półrocza sprzedaż detaliczna wyhamowała nieco bardziej, niż spodziewali się rynkowi analitycy. Według najświeższych danych Głównego Urzędu Statystycznego w lipcu była realnie o 3,9 proc. wyższa niż rok wcześniej. To wynik nieco gorszy od średniej prognoz rynkowych – te wskazywały na 4,3 proc. wzrostu – oraz od zaskakującego odczytu za czerwiec, gdy dynamika wyniosła 6,2 proc.
Winne paliwa
Zdaniem Mariusza Zielonki, głównego ekonomisty Konfederacji Lewiatan, najnowsza publikacja GUS studzi optymizm po czerwcowym odbiciu.
Lipiec pokazuje, że tamto przyspieszenie miało w sobie sporo czynników jednorazowych i nie było jeszcze trwałym zwrotem konsumenta w stronę większych wydatków – przyznaje ekonomista Lewiatana.

Według analityków PKO BP spowolnienie wobec czerwca wynikało z niższej sprzedaży na stacjach benzynowych, która spadła o 0,2 proc. r/r (po wzroście o 9, proc. r/r).
Jest to zapewne efekt zakończenia programu CPN, co z jednej strony skłaniało konsumentów do przesunięcia zakupów paliw na czerwiec, a z drugiej – zmniejszyło opłacalność turystyki paliwowej – wskazują w komentarzu eksperci PKO BP.
Mariusz Zielonka zwraca uwagę, że w lipcu widać w przypadku paliw wyraźną różnicę między wolumenem sprzedaży a jej wartością. W cenach stałych (czyli realnie) sprzedaż, o czym wyżej, nieznacznie spadła, jednak w cenach bieżących (nominalnie) – wzrosła o prawie 14 proc.
Mamy więc dokładnie ten mechanizm, o którym pisaliśmy przy okazji lipcowej inflacji: koniec programu CPN i powrót VAT z 8 proc. do 23 proc. mocno podniosły ceny na stacjach. W efekcie konsumenci ograniczyli ilość kupowanego paliwa, choć w złotówkach wydają na nie znacznie więcej. To jeden z głównych powodów słabszego wyniku całej sprzedaży – uważa Mariusz Zielonka.
Nie wyklucza przy tym, że część zakupów paliwa została przesunięta na czerwiec, kiedy konsumenci tankowali na zapas.
Zdaniem Moniki Kurtek, głównej ekonomistki Banku Pocztowego, w świetle najnowszych danych istotne jest to, że w tzw. kategoriach dóbr trwałego użytku (meble, sprzęt RTV/AGD, samochody) sprzedaż w lipcu nadal rosła.
Oznacza to, że gospodarstwa domowe czują się na tyle „bezpieczne” finansowo, że nie ograniczają tego rodzaju konsumpcji, choć z drugiej strony na pewno wykazują się także rozsądkiem w tego rodzaju wydatkach – zauważa szefowa biura analiz ekonomicznych Banku Pocztowego.

Ekonomiści mBanku zwracają przy tym uwagę, że sprzedaż w kategorii mebli, sprzętu AGD i RTV wzrosła wyraźnie od początku ubiegłego roku i obecnie znajdujemy się już na poziomie szczytów z odbicia popytu po pandemii.
Bardzo dobry wynik utrzymuje wciąż sprzedaż pojazdów samochodowych, która po słabszym początku roku (sroga zima) zdołała już wspiąć się na nowe szczyty – napisali w komentarzu do danych GUS ekonomiści mBanku.
Więcej o stanie polskiej gospodarki na Bizblog Spider's Web
Polski konsument jest silny
Według Moniki Kurtek sprzedaż detaliczna na początku trzeciego kwartału miała się w Polsce nieźle, a na pewno znacznie lepiej niż na początku drugiego kwartału. A to, jej zdaniem, „dość optymistycznie” napawa co do wyników całego kwartału.
Konsumpcja pozostaje stabilnym filarem wzrostu polskiej gospodarki – taki nasuwa się wniosek z opublikowanych dziś danych. Co więcej, biorąc pod uwagę dane z rynku pracy, takim filarem pozostanie w kolejnych kwartałach – uważa Monika Kurtek.
O tym, że „polski konsument pozostaje silny”, a podstawy do wzrostu konsumpcji w kolejnych miesiącach pozostają solidne, przekonani są również analitycy PKO BP. Tym bardziej że – pomimo systematycznego hamowania nominalnej dynamiki wynagrodzeń i rosnącej inflacji – w sektorze przedsiębiorstw utrzymuje się realny wzrost dochodów.
Jednocześnie konsumenci mają solidną poduszkę płynnościową, która pozwoli zareagować na ewentualne negatywne szoki w realnych dochodach – czytamy w komentarzu PKO BP.
O najbliższą przyszłość konsumpcji w Polsce – jeśli wierzyć w prognozy rynkowe – nie powinniśmy się szczególnie martwić. Jeśli nawet będziemy świadkami hamowania w tym zakresie, nie powinno być ono gwałtowne.
W horyzoncie kolejnych kilku kwartałów zakładamy umiarkowane ochłodzenie wzrostu spożycia prywatnego, co powinno korespondować ze wzrostem PKB poniżej 3 proc. w drugiej połowie 2027 r. – prognozują ekonomiści mBanku.
Pierwsze teksty o gospodarce i biznesie publikował w latach 90. w „Pulsie Biznesu”. Pracował w „Życiu” i „Życiu Warszawy”, a po powrocie do „PB” został redaktorem prowadzącym. Współtworzył i kierował miesięcznikiem „EduFakty” oraz dwumiesięcznikiem „Uczę Nowocześnie”, organizował konferencje i wykładał. W 2017 r. pracował w redakcjach ekonomicznych WP, rok później trafił do „Forbesa”. Absolwent dziennikarstwa UW oraz studiów podyplomowych z polityki pieniężnej i bankowości centralnej (INE PAN, NBP).