REKLAMA

Jakiś Fitch ocenił Polskę. Ta jedna literka decyduje, ile wszyscy zapłacimy

Fitch zostawił Polsce rating A- i nie zgasił czerwonej lampki przy naszych finansach. Brzmi jak wiadomość tylko dla ekonomistów, ale konsekwencje takich ocen mogą z czasem dotrzeć do portfela każdego z nas.

Jakiś Fitch ocenił Polskę. Ta jedna literka decyduje, ile wszyscy zapłacimy

W piątek wieczorem Fitch Ratings ogłosił wynik kolejnego przeglądu wiarygodności kredytowej Polski. Ocena pozostała na poziomie A-, a jej perspektywa nadal jest negatywna. Na pierwszy rzut oka można więc wzruszyć ramionami. Jakaś zagraniczna agencja postawiła Polsce literkę z minusem, niczego nawet nie obniżyła, więc o co całe zamieszanie? Problem w tym, że takich literek bardzo uważnie słuchają ludzie, którzy pożyczają Polsce setki miliardów złotych.

Fitch jest trochę jak BIK, tylko dla całego państwa

Kiedy klient idzie do banku po kredyt, bank sprawdza jego dochody, zadłużenie i historię spłat. Na tej podstawie ocenia, jak duże jest ryzyko, że pożyczonych pieniędzy nie odzyska. Agencje ratingowe robią coś podobnego z państwami.

Fitch, Moody's i S&P – wielka trójka – analizują między innymi stan gospodarki, wielkość zadłużenia, deficyt, stabilność instytucji, politykę gospodarczą oraz zdolność państwa do regulowania zobowiązań. Ministerstwo Finansów samo definiuje rating jako ocenę wiarygodności kredytowej i miarę ryzyka związanego z inwestowaniem w papiery dłużne danego emitenta.

Najprościej: Fitch próbuje odpowiedzieć inwestorowi na pytanie, jak bardzo może się bać, pożyczając Polsce pieniądze. A Polska pożycza ich dużo. Państwo emituje obligacje, które kupują banki, fundusze inwestycyjne, emerytalne i inni inwestorzy w kraju oraz za granicą. Z tych pieniędzy finansuje część swoich potrzeb. Im mniej wiarygodny dłużnik, tym częściej inwestor oczekuje wyższej zapłaty za ryzyko.

Powinien się tym zainteresować każdy podatnik.

Co oznacza A-

Nie, A- nie jest szkolną tróją z minusem. To nadal rating inwestycyjny i całkiem wysoka ocena wiarygodności. Polska znajduje się znacznie powyżej poziomu określanego jako spekulacyjny. W skali Fitch poniżej A- znajdują się jeszcze trzy stopnie kategorii BBB, zanim zaczyna się grupa ocen spekulacyjnych BB. Nie ma więc mowy o tym, że Fitch uznał Polskę za kraj niewypłacalny albo stojący przed kryzysem finansowym.

Wręcz przeciwnie. Agencja podkreśla mocne strony Polski: dużą, zróżnicowaną i odporną gospodarkę, korzyści wynikające z członkostwa w Unii Europejskiej, dotychczasową wiarygodność polityki pieniężnej oraz mocną pozycję zewnętrzną. Jest tylko jedno ważne „ale”. Przy ratingu widnieje słowo „negative”, czyli perspektywa negatywna.

To nie oznacza, że obniżka ratingu jest przesądzona. Oznacza jednak, że Fitch widzi większe ryzyko ruchu w dół niż w górę.

Banki zakładały, że tym razem jeszcze się uda

Decyzja nie zaskoczyła ekonomistów. Jeszcze przed jej ogłoszeniem PKO BP pisał:

W Polsce kluczowy będzie przegląd ratingu przez Fitch. Zakładamy utrzymanie oceny bez zmian – wskazywali ekonomiści PKO BP.

Bardziej nerwowo brzmiał komentarz ING. Bank również zakładał, że A- zostanie utrzymane, ale zaznaczał, że powody wcześniejszego pogorszenia perspektywy wcale nie zniknęły.

Od jesieni ubiegłego roku czynniki, które skłoniły Fitch do obniżki perspektywy ratingu, nie ustąpiły, więc nie można wykluczyć obniżki oceny polskiej wiarygodności kredytowej – zauważali przed decyzją ekonomiści ING.

I tak się stało. Fitch oceny nie obniżył, ale ostrzeżenia również nie wycofał. Perspektywa została zmieniona ze stabilnej na negatywną 5 września 2025 r. Już wtedy Fitch wskazywał na wysokie deficyty, rosnący dług, trudności z przeprowadzeniem naprawy finansów oraz polityczne problemy z wdrażaniem takich zmian.

Minął prawie rok i agencja nadal widzi te same problemy.

Państwo wydaje znacznie więcej, niż zbiera

Najważniejsza liczba w całym raporcie wcale nie ma literki. To 6,9 proc. PKB. Tyle według Fitch ma wynieść w 2026 r. deficyt całego sektora finansów publicznych. Dla porównania mediana dla innych państw z ratingami z grupy „A” to około 3 proc. PKB.

Deficyt można wyjaśnić bardzo prosto. Jeżeli państwo w ciągu roku zbiera z podatków i innych źródeł 100 zł, ale wydaje 107 zł, brakujące 7 zł musi skądś wziąć. Najczęściej pożycza. Jeden rok dużego deficytu nie musi być dramatem. Państwo może przecież zwiększyć wydatki w czasie kryzysu, recesji albo wojny.

Problem zaczyna się wtedy, kiedy wysokie deficyty utrzymują się przez kolejne lata. A właśnie tego spodziewa się Fitch.

Agencja prognozuje deficyt na poziomie 6,7 proc. PKB w 2027 r. i nadal 6,1 proc. PKB w 2028 r. Co więcej, prognoza na przyszły rok została pogorszona. Wcześniej Fitch spodziewał się deficytu na poziomie 6,2 proc. PKB. To oznacza, że według agencji naprawa finansów publicznych będzie bardzo powolna.

Dług rośnie jeszcze szybciej

Druga liczba robi jeszcze większe wrażenie. Fitch przewiduje wzrost długu brutto sektora instytucji rządowych i samorządowych z 59,7 proc. PKB w 2025 r. do 72,7 proc. PKB w 2028 r. To wzrost o 13 pkt proc. PKB w zaledwie trzy lata. Dla porównania mediana dla państw z ratingami kategorii „A” wynosi 58,1 proc. PKB.

I znów – sam dług nie oznacza bankructwa. Państwa praktycznie cały czas funkcjonują z zadłużeniem, a niektóre znacznie bogatsze kraje mają relację długu do PKB wyższą niż Polska. Liczy się jednak również tempo jego wzrostu, koszt obsługi i to, czy inwestorzy wierzą, że państwo potrafi nad nim zapanować. Z tym ostatnim Fitch ma problem.

„Brak wiarygodnego planu”. To najważniejsze ostrzeżenie

W komunikacie pojawia się sformułowanie, na które bym zwrócił baczną uwagę: brak wiarygodnego planu konsolidacji fiskalnej. „Konsolidacja fiskalna” brzmi jak coś, co może zainteresować najwyżej ministra finansów i kilku profesorów ekonomii. Po ludzku chodzi o odpowiedź na pytanie:

jak rząd zamierza sprawić, żeby państwo przestało co roku wydawać o dziesiątki miliardów więcej, niż ma?

Możliwości są w gruncie rzeczy trzy: ograniczyć część wydatków, zwiększyć dochody – przede wszystkim podatkowe – albo liczyć, że gospodarka będzie rosła na tyle szybko, że sytuacja poprawi się bez bardzo bolesnych decyzji.

Najczęściej w praktyce potrzebna jest mieszanka tych rozwiązań. Fitch najwyraźniej nie jest jeszcze przekonany, że Polska ma plan wystarczająco silny, żeby zatrzymać wzrost długu.

Do tego politycy nie mogą się dogadać

W raporcie pojawia się też sprawa, której w ocenach ratingowych nie widzi się codziennie w tak bezpośredniej formie. Fitch zwraca uwagę na trudne relacje między rządem i prezydentem, w tym rekordową liczbę wet. Zdaniem agencji ogranicza to zdolność państwa do skutecznego prowadzenia polityki gospodarczej i przeprowadzania reform.

Minister finansów Andrzej Domański natychmiast ten fragment wykorzystał.

To bardzo dobra wiadomość. W opinii agencji polska gospodarka pozostaje silna, odporna i dobrze zdywersyfikowana – ocenił decyzję Fitch Andrzej Domański, minister finansów.

Zaraz potem podkreślił właśnie negatywny wpływ prezydenckich wet na możliwość wdrażania polityki gospodarczej. To jednak tylko część obrazu.

Weta prezydenta to jeden z elementów wyliczanki. Agencja mówi również o bardzo wysokim deficycie, rosnącym długu i braku wiarygodnego planu jego stabilizacji. Nie da się ostrzeżenia agencji zwalić wyłącznie na Pałac Prezydencki.

Dobra wiadomość: polska gospodarka nadal rośnie

Żeby nie przestraszyć się tych liczb bardziej, niż trzeba, Fitch widzi też bardzo poważne argumenty na korzyść Polski. Agencja spodziewa się wzrostu PKB o 3,3 proc. w 2026 r. i 2,9 proc. w 2027 r. To więcej niż około 2,4 proc. prognozowane średnio dla państw należących do tej samej grupy ratingowej.

Polska ma też mocną pozycję jako kraj, który pożycza pieniądze innym. Według Fitch od 2024 r. jesteśmy wierzycielem netto wobec reszty świata, a sytuacja ma się jeszcze poprawiać. To właśnie między innymi te atuty sprawiają, że rating pozostaje na poziomie A-. W skrócie: gospodarka ciągnie ocenę Polski w górę, finanse publiczne – w dół.

Więcej wpisów na temat ratingu Polski

Dlaczego mnie w ogóle powinno obchodzić, co mówi Fitch?

Jeżeli inwestorzy uznają, że pożyczanie Polsce staje się bardziej ryzykowne, mogą zażądać wyższego oprocentowania obligacji. A wyższe oprocentowanie oznacza większe koszty obsługi długu. Fitch już przewiduje, że w 2028 r. same odsetki będą pochłaniały około 6,8 proc. dochodów sektora publicznego. Mediana w grupie porównawczej wynosi 5 proc.

Tu dochodzimy do naszych portfeli. Droższy dług państwa może pośrednio oznaczać:

  • więcej pieniędzy wydawanych na odsetki, a mniej na inne cele – drogi, szkoły, ochronę zdrowia, inwestycje czy świadczenia;
  • większą presję na szukanie nowych dochodów, czyli podatków i innych danin, albo na ograniczanie wydatków;
  • wyższy koszt finansowania również dla części polskich firm i banków, bo ocena państwa jest jednym z punktów odniesienia przy wycenie ryzyka w całej gospodarce;
  • w skrajnym przypadku słabszego zaufania inwestorów również większą presję na złotego i krajowy rynek obligacji.

To nie działa jednak jak przełącznik. Fitch nie obniżył w piątek ratingu, więc w poniedziałek z tego powodu nie wzrośnie komuś automatycznie rata kredytu hipotecznego o 200 zł.

Nie należy też przedstawiać ratingu jako jedynej rzeczy ustalającej rentowność polskich obligacji. Rynek patrzy również na stopy procentowe NBP, inflację, globalną sytuację, kurs walutowy, wzrost gospodarczy czy działania innych banków centralnych. Rating jest jednym z ważnych elementów tej układanki.

Najbardziej zabolałyby nas odsetki

Wyobraźmy sobie rodzinę, która zarabia 10 tys. zł miesięcznie. Jeżeli na obsługę kredytów przeznacza 500 zł, zostaje jej 9,5 tys. zł na wszystkie pozostałe potrzeby. Jeżeli rata rośnie do 1500 zł, rodzina nadal może mieć dokładnie taki sam dochód, ale jej swoboda finansowa gwałtownie maleje.

Państwo działa podobnie. Każda dodatkowa złotówka wydana na obsługę starego długu to złotówka, której nie można wydać gdzie indziej bez zwiększenia podatków, cięcia innych wydatków albo zaciągnięcia kolejnego długu. Właśnie dlatego tempo zadłużania jest tak ważne.

Nie dlatego, że dług sam w sobie jest czymś zakazanym. Jednak kiedy rośnie zbyt szybko, coraz większą część przyszłych dochodów trzeba przeznaczać na jego obsługę.

A co się stanie, jeśli Fitch naprawdę zetnie rating?

Sam Fitch mówi, co mogłoby do tego doprowadzić. Ryzyko obniżki ratingu wzrosłoby, gdyby Polska nie była w stanie ustabilizować relacji długu do PKB. Mogłoby się do tego przyczynić fiasko działań ograniczających deficyt, słabszy wzrost gospodarczy albo znaczący wzrost kosztów finansowania państwa.

Jedna obniżka o jeden stopień również nie oznacza automatycznie kryzysu. Byłaby jednak bardzo nieprzyjemnym sygnałem dla rynków: jedna z największych agencji uznała, że pożyczanie Polsce stało się bardziej ryzykowne. A Polska w najbliższych latach pieniędzy z rynku będzie potrzebować dużo.

Dlatego decyzję Fitch można streścić w dwóch zdaniach. Pierwsze jest dobre: Polska nadal jest oceniana jako wiarygodny i bezpieczny dłużnik, a nasza gospodarka pozostaje mocna. Drugie jest mniej przyjemne: zadłużamy się szybko, wydajemy znacznie więcej, niż zbieramy, i wciąć nie mamy przekonującego planu, jak ten proces zatrzymać.

Arek Braumberger
Redaktor

Szef redakcji Bizblog.pl. W mediach od 30 lat. Pisze o małym biznesie, podatkach i finansach osobistych. Do Spidersweb.pl przeszedł z Wirtualnej Polski, gdzie najpierw był szefem wydawców Money.pl, a potem zastępcą redaktora naczelnego. Pierwszą posadę w mediach dostał w „Gazecie Wyborczej”, pracował w „Pulsie Biznesu”, „Życiu”, miesięczniku „Pieniądz”, „Businessman Magazine”, Miesięczniku Finansowym „BANK”. W tym ostatnim był redaktorem prowadzącym kilku edycji prestiżowych raportów „Największe banki w Polsce“ oraz „IT@BANK”.