Samochody będą fotografowane podczas badań technicznych, a państwo przejmie nadzór nad szkoleniami diagnostów i wprowadzi ostrzejsze wymogi. Rząd pod unijną presją w końcu uszczelni dziurawy system badań technicznych, przez który przeciskają się tysiące dymiących, pordzewiałych wraków. Będą też ułatwienia dla kierowców.

Rząd chce uszczelnić system badań technicznych pojazdów. Ministerstwo Infrastruktury pracuje nad projektem ustawy, która ma lepiej wdrożyć unijne przepisy i poprawić nadzór nad stacjami kontroli pojazdów. Zmiany mają sprawić, że na drogi trudniej będzie trafić samochodom, które nie spełniają wymagań technicznych, a ich przegląd jest nielegalnie załatwiany „zaocznie”.
Przeglądy techniczne pod większym nadzorem
Jednym ze sposobów na ograniczenie nadużyć ma być obowiązkowe fotografowanie pojazdu podczas badania. Zdjęcie ma potwierdzać, że samochód rzeczywiście znajdował się na stacji kontroli pojazdów. Ma to utrudnić przeprowadzanie badań bez faktycznego sprawdzenia auta. Rząd chce w ten sposób zwiększyć wiarygodność całego systemu.
Zmiany obejmą też samych diagnostów. Przepisy mają na nowo określić wymagania dotyczące ich wykształcenia i doświadczenia, a także wprowadzić nowy system egzaminów. Diagności będą też musieli przechodzić szkolenia wstępne oraz cykliczne warsztaty, dzięki którym mają na bieżąco podnosić swoje kwalifikacje.
Uszczelniony ma zostać też rynek szkoleń dla diagnostów. Ośrodki prowadzące takie kursy staną się formalnie działalnością regulowaną i będą podlegały państwowemu nadzorowi. Bezpośrednią kontrolę nad stacjami i badaniami zachowają starostowie oraz prezydenci miast. To oni będą prowadzić odpowiednie rejestry, wydawać decyzje i nakładać kary.
Więcej naszych wpisów o podatkach
Transportowy Dozór Techniczny ma odpowiadać za nadzór nad ośrodkami szkolącymi diagnostów. TZT będzie też prowadził specjalny punkt kontaktowy do wymiany informacji z Komisją Europejską i innymi państwami UE. W szkoleniu wykładowców ma współpracować z Instytutem Transportu Samochodowego.
Zrobisz przegląd wcześniej bez negatywnych konsekwencji
Jednocześnie kierowcy dostaną rozwiązanie, które może im ułatwić życie. Badanie techniczne będzie można wykonać nawet 30 dni przed upływem upływającego terminu, bez przesuwania daty kolejnego przeglądu. Dzięki temu właściciel auta nie będzie musiał pilnować wizyty dokładnie w konkretnym dniu, a wcześniejsze badanie nie skróci ważności następnego.
Problem z kulejącym nadzorem nad przeglądami samochodów to problem, którego od dawna nie udało się rozwiązać. Najwyższa Izba Kontroli już w 2017 r. wskazywała na poważne nieprawidłowości w działaniu stacji i nadzorze nad diagnostami. Kontrole wykazywały m.in. nierzetelne badania, braki sprzętowe oraz problemy z przyznawaniem uprawnień. NIK alarmował też, że do ruchu masowo trafiały niesprawne auta.
Od tamtego czasu niewiele się zmieniło. Nadal pojawiają się problemy z jakością badań i skutecznością nadzoru, dlatego rząd chce przebudować system. Przyjęcie nowego projektu ustawy przez Radę Ministrów zaplanowano na początek przyszłego roku.
Tematyką ekonomiczną zajmuje się od dziesięciu lat. Od 2014 do 2019 r. był dziennikarzem Money.pl, wcześniej współtworzył serwisy Mototok.pl i Biztok.pl w ramach Grupy O2, a następnie Wirtualnej Polski. W Bizblogu pisze o biznesie, prawie i podatkach.