Inflacja w Europie hamuje. Nie wszędzie jednak strzelają szampany
Przeciągająca się niepewność co do rozwoju wypadków na Bliskim Wschodzie na razie nie ma druzgocącego przełożenia na ceny w Europie. Unijna inflacja stopniała w czerwcu do 2,9 proc. I choć Rumunia wciąż boryka się z ponad 9-proc. wzrostem cen, w Polsce sytuacja wygląda znacznie korzystniej. Nie znaczy to wcale, że nie ma w UE od nas lepszych.

Inflacyjne konsekwencje przeciągającej się wojny USA i Izraela z Iranem są, jak na razie, znacznie mniej dotkliwe dla naszych portfeli, niż wydawało się jeszcze kilka tygodni temu. Na szczęście dla przeciętnego zjadacza chleba wyśrubowane ceny ropy naftowej, a w ślad za nimi paliw, nie doprowadziły do znaczących wzrostów cen w innych kategoriach dóbr i usług, czyli nie rozlały się szeroką falą na całą gospodarkę w tzw. efekcie drugiej rundy.
CPI i HICP. Statystyczne rodzeństwo
W Polsce mierzona przez Główny Urząd Statystyczny inflacja konsumencka (CPI – Consumer Price Index), ku zaskoczeniu analityków, wróciła w czerwcu do poziomu 2,5 proc., czyli do poziomu, który jest średniookresowym celem dla Narodowego Banku Polskiego, a konkretnie – dla Rady Polityki Pieniężnej, która za pomocą dostępnych jej narzędzi (głównie stóp procentowych) powinna inflację jak najbliżej tego celu utrzymywać.
Jednak pozytywny dla konsumentów fakt, że ceny nie kwapią się do zbyt mocnych wzrostów, nie jest charakterystyczny wyłącznie dla Polski. Przeciwnie – dezinflacja widoczna jest w wielu krajach Europy, a ceny w naszym kraju rosną nawet szybciej niż wskazuje unijna średnia.
Z opublikowanych w piątek danych Eurostatu, który mierzy inflację nieco inaczej, niż robią to statystycy GUS (o tych różnicach piszemy więcej w ramce niżej), wynika, że w czerwcu inflacja w Unii Europejskiej wyniosła 2,9 proc. – o tyle wzrosły ceny w ujęciu rok do roku (r/r), czyli wobec czerwca 2025 r. W ujęciu miesięcznym (m/m), czyli w porównaniu z majem 2026 r. ceny we Wspólnocie spadły – o 0,1 proc. A jeszcze w maju inflacja HICP (Harmonised Index of Consumer Prices – wskaźnik cen ujednolicony dla wszystkich państw) wynosił 3,3 proc.
Więcej o cenach na stronach Bizblog Spider's Web

Tymczasem w czerwcu europejski rekordzista mógł się pochwalić inflacją HICP rzędu zaledwie 0,7 proc. – o tyle wzrosły ceny w Szwajcarii, i to nie od maja, lecz w ciągu ostatnich 12 miesięcy. Niewiele wyższe wskaźniki statystycy Eurostatu odnotowali w najlepszych pod tym względem krajach Unii – Szwecji (inflacja wyniosła tam w czerwcu zaledwie 1 proc. r/r), Czechach (1,1 proc.) czy Danii (1,8 proc.). Wolniej niż w Polsce rosły też ceny w ujęciu rocznym w m.in. Francji, Niemczech, na Węgrzech czy w Holandii, która odnotowała największy w UE spadek cen w porównaniu z majem – aż o 0,9 proc. (u nas ceny też się obniżyły w ciągu miesiąca – o 0,3 proc.).
Rumunia i jej problem
Nie znaczy to, choć inflacja HICP pozostawała w Polsce w czerwcu powyżej unijnej średniej, że ceny w ogóle nie są dla Europejczyków powodem do zmartwień. Najwięcej mają ich Rumuni. W ich kraju, w którym zresztą w związku ze zbyt szybkim tempem wzrostu cen obowiązują najwyższe we Wspólnocie stopy procentowe (główna na poziomie 6,5 proc.), inflacja w czerwcu przekraczała 9 proc. Na ceny narzekać też mają powody Litwini i Bułgarzy – w ich krajach HICP utrzymuje się powyżej 5 proc. r/r.

Z danych Eurostatu wynika, że w minionym miesiącu na inflację w strefie euro największy wpływ miały ceny usług oraz żywności, napojów i używek.
CPI a HICP. Dlaczego GUS i Eurostat podają inne dane?
Główny Urząd Statystyczny poinformował niedawno, że czerwcowa inflacja w Polsce wyniosła 2,5 proc. r/r, co oznacza, że tempo wzrostu cen znalazło się dokładnie w celu inflacyjnym NBP. Tymczasem opublikowane w piątek zestawienie Eurostatu pokazuje, że inflacja w naszym kraju była o 0,5 pkt proc. wyższa i wyniosła 3 proc. Różnica nie oznacza jednak błędu któregoś z ośrodków statystycznych, lecz wynika z innych wskaźników użytych do badań (CPI w przypadku rodzimej statystyki oraz ujednolicony dla wszystkich państw HICP). Mimo że oba mierzą zmiany cen konsumpcyjnych, to opierają się na nieco innej metodologii. Oto najważniejsze różnice:
- Stosowana przez GUS miara inflacji uwzględnia wydatki wyłącznie polskich gospodarstw domowych. W przypadku HICP pod uwagę brane są wydatki wszystkich osób dokonujących zakupów na terenie Polski, także np. turystów.
- Inne są również systemy wag, czyli to, jaki procent dochodów wydawany jest na poszczególne kategorie, np. ile przeznaczamy na jedzenie, a ile na paliwo. GUS aktualizuje ten tzw. koszyk inflacyjny raz w roku na podstawie badania budżetów gospodarstw domowych z poprzedniego roku.
- W przypadku HICP wagi są ujednolicone na poziomie unijnym i aktualizowane tak, by odzwierciedlały m.in. zmiany w rachunkach narodowych. W koszyku HICP nie uwzględnia się też niektórych specyficznych wydatków, np. na część usług finansowych czy na gry losowe i hazard.
- Odmienne jest też zastosowanie CPI i HICP. Pierwszy jest podstawowym wskaźnikiem dla krajowej polityki pieniężnej. To na podstawie odczytów CPI Rada Polityki Pieniężnej podejmuje decyzje o wysokości stóp procentowych. Inflacja ta służy również do waloryzacji świadczeń socjalnych czy emerytur. Wskaźnik HICP został natomiast stworzony, żeby zapewnić porównywalność danych między wszystkimi krajami członkowskimi UE. Jest też istotny np. przy ocenie realizacji tzw. kryteriów konwergencji, co ma znaczenie szczególnie w okresie bezpośrednio poprzedzającym wejście danego kraju do strefy euro.
Pierwsze teksty o gospodarce i biznesie publikował w latach 90. w „Pulsie Biznesu”. Pracował w „Życiu” i „Życiu Warszawy”, a po powrocie do „PB” został redaktorem prowadzącym. Współtworzył i kierował miesięcznikiem „EduFakty” oraz dwumiesięcznikiem „Uczę Nowocześnie”, organizował konferencje i wykładał. W 2017 r. pracował w redakcjach ekonomicznych WP, rok później trafił do „Forbesa”. Absolwent dziennikarstwa UW oraz studiów podyplomowych z polityki pieniężnej i bankowości centralnej (INE PAN, NBP).