Inflacja pokazała kły. Drożyzna rozlewa się po gospodarce
Rząd może regulować ceny benzyny i diesla, ale nie może odwołać praw ekonomii. Najnowszy Wskaźnik Przyszłej Inflacji BIEC wzrósł w czerwcu już czwarty miesiąc z rzędu. To sygnał, że presja cenowa w Polsce nie zniknęła, tylko zmieniła kanały, którymi przedostaje się do gospodarki.

BIEC podał, że Wskaźnik Przyszłej Inflacji, który z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem pokazuje możliwy kierunek zmian cen towarów i usług konsumpcyjnych, wzrósł w czerwcu o kolejne 1,8 pkt wobec poprzedniego miesiąca. To czwarty z rzędu wzrost wskaźnika.

Najważniejszy wniosek jest prosty: inflacja została chwilowo przygaszona przy dystrybutorach, ale nie została pokonana. Według BIEC impuls inflacyjny stopniowo rozlewa się na całą gospodarkę, mimo urzędowych regulacji dotyczących detalicznych cen benzyny i oleju napędowego.
Pomimo urzędowych regulacji cen detalicznych benzyny i oleju napędowego, które częściowo łagodzą wzrost cen pozostałych towarów i usług na krajowym rynku, impuls inflacyjny stopniowo rozlewa się na całą gospodarkę – wskazują autorzy opracowania BIEC.
Bliski Wschód, Ormuz i surowce. Inflacja ma dziś geopolityczne paliwo
W czerwcu za wzrost WPI najmocniej odpowiadały dwa czynniki. Pierwszy to ponowny wzrost cen surowców na światowych rynkach. Drugi to wzrost rentowności długoterminowych obligacji skarbowych emitowanych przez polski rząd.
Najbardziej widoczny jest jednak wątek surowcowy. BIEC zwraca uwagę, że ceny podstawowych surowców publikowane przez IMF były w maju nieco niższe niż w marcowym szczycie. Problem polega na tym, że rynek pozostaje bardzo nerwowy, a ceny surowców energetycznych reagują na konflikt na Bliskim Wschodzie i problemy z transportem przez Cieśninę Ormuz.
To ważne, bo paliwa są tylko pierwszym ogniwem. Droższa energia i droższy transport szybko trafiają do kosztów firm, a później do cen produktów i usług. W tle drożeją też niektóre rzadkie metale wykorzystywane przez przemysł związany z rozwojem sztucznej inteligencji.
BIEC zwraca też uwagę na surowce żywnościowe. Te drożeją umiarkowanie, około 5 proc. w skali roku, ale wciąż są jednym z elementów podtrzymujących presję cenową.
Obligacje też dokładają swoje. Rynek boi się trwalszej inflacji
Drugim źródłem wzrostu WPI jest wyższe rynkowe oprocentowanie 10-letnich obligacji skarbowych. Na pierwszy rzut oka brzmi to technicznie, ale dla gospodarki ma bardzo praktyczne znaczenie. Wyższa rentowność obligacji oznacza, że inwestorzy żądają większej premii za pożyczanie pieniędzy państwu.
BIEC wiąże ten wzrost z globalną awersją do ryzyka, obawami o wyższą i bardziej trwałą inflację oraz z pytaniem, jak w tej sytuacji zachowa się Narodowy Bank Polski. Znaczenie ma także tempo zadłużania polskiej gospodarki.
Nie bez znaczenia dla wysokości oprocentowanie rządowych papierów dłużnych ma również tempo zadłużania polskiej gospodarki – zauważają autorzy opracowania.
Dla konsumentów i firm to nie jest abstrakcja. Droższy pieniądz dla państwa może wpływać na warunki finansowania w całej gospodarce. A im silniejsze przekonanie rynku, że inflacja będzie trwała dłużej, tym trudniej o szybkie i głębokie obniżki stóp procentowych.
Firmy nadal myślą o podwyżkach cen
BIEC podaje, że oczekiwania inflacyjne konsumentów i producentów nieco osłabły wobec kwietniowego szczytu. To prawdopodobnie efekt decyzji rządu o regulacji cen benzyny i oleju napędowego. Nie oznacza to jednak powrotu do normalności.
Oczekiwania obu grup wciąż są podwyższone wobec sytuacji sprzed wybuchu konfliktu. Szczególnie mocne tendencje do podnoszenia cen deklarują przedstawiciele przemysłu naftowego, chemicznego, tworzyw sztucznych oraz przetwórstwa metali.
Więcej wiadomości na temat cen i inflacji
To istotne, bo właśnie te branże są blisko początku wielu łańcuchów produkcji. Jeżeli tam rosną koszty i narasta skłonność do podnoszenia cen, później efekt może pojawiać się w kolejnych sektorach.
Konsumenci też nie zakładają, że ceny przestaną rosnąć. Co prawda grupa osób obawiających się przyspieszenia inflacji wyraźnie się skurczyła, z 18 proc. w marcu do około 9 proc. w maju, ale prawie połowa badanych uważa, że ceny w najbliższych miesiącach będą rosły w dotychczasowym tempie.
To dla NBP niewygodna informacja. Inflacja, która utrwala się w oczekiwaniach, jest trudniejsza do zduszenia niż jednorazowy skok cen paliw czy żywności.
Paliw nie da się mrozić bez końca
Najciekawszy wątek z czerwcowego WPI jest taki, że administracyjne regulowanie cen paliw działa jak plaster. Może ograniczyć ból tu i teraz, ale nie leczy źródła problemu. Jeżeli drożeją surowce, rosną koszty finansowania, firmy nadal myślą o podwyżkach, a konsumenci spodziewają się dalszego wzrostu cen, to inflacja ma z czego żyć.
BIEC nie ogłasza alarmu, ale wysyła ostrzeżenie. Inflacja w Polsce nie musi wrócić gwałtowną falą, żeby stała się problemem. Wystarczy, że będzie uparcie sączyć się przez gospodarkę, podbijając koszty firm, ceny usług i oczekiwania gospodarstw domowych.
To właśnie dlatego czwarty z rzędu wzrost WPI jest ważniejszy, niż mogłoby się wydawać. Nie pokazuje tylko tego, co dzieje się z cenami dzisiaj. Pokazuje, że walka z inflacją może być dłuższa, bardziej nerwowa i mniej wygodna politycznie, niż jeszcze niedawno zakładano.
Szef redakcji Bizblog.pl. Pisze o gospodarce, makroekonomii i finansach osobistych. Do Spidersweb.pl przeszedł z Wirtualnej Polski, gdzie był szefem wydawców Money.pl, a potem zastępcą redaktora naczelnego. Pierwszą posadę w mediach dostał w „Gazecie Wyborczej”, jako dziennikarz pracował w „Pulsie Biznesu”, „Życiu”, miesięczniku „Pieniądz”, „Businessman Magazine”, Miesięczniku Finansowym „BANK”. W tym ostatnim przygotowywał między innymi kilka edycji prestiżowych raportów „Największe banki w Polsce“ oraz „IT@BANK”.