GUS się pomylił, inflacja wystrzeliła. Petrochemia podniosła ceny o 11,4 proc.
Po wielu miesiącach na minusie indeks cen produkcji sprzedanej przemysłu (PPI) wrócił na dodatnią stronę. To kiepska wiadomość, również z perspektywy inflacji konsumenckiej (CPI).

Ceny towarów i usług zareagowały na wybuch wojny na Bliskim Wschodzie zupełnie inaczej niż ceny producentów. Tak się przynajmniej wydawało do 22 maja, kiedy Główny Urząd Statystyczny opublikował dane o cenach produkcji sprzedanej (PPI, Producer Price Index) w przemyśle i budownictwie.
Mocna korekta PPI
Największym zaskoczeniem, które może mieć negatywne (czytaj: przyspieszające) implikacje dla procesów inflacyjnych w Polsce, była korekta danych opublikowanych miesiąc wcześniej.
Do momentu, kiedy GUS zrewidował własne obliczenia, oficjalne dane na temat cen producenckich nie budziły niepokoju analityków. Zachowywały się zresztą lepiej niż ceny w innych obszarach gospodarki, które dostały „bliskowschodniego” przyspieszenia. Podczas gdy inflacja konsumencka (CPI, Consumer Price Index) podskoczyła w ujęciu rocznym (r/r) w marcu do 3 proc. (z 2,1 proc. w lutym), to ceny producentów wciąż spadały – według danych obowiązujących do czwartkowej (21 maja) rewizji wskaźnik PPI wynosił w marcu -0,8 proc. r/r. To był jasny sygnał, że ceny w tym segmencie nie tyle rosły wolniej niż w sklepach, ale były wręcz niższe niż rok wcześniej.
Oaza spokoju, którą w polskiej układance makroekonomicznej do niedawna był deflacyjny obszar cen producentów, zmienił się jednak po aktualizacji gusowskich danych. I to dość mocno.
Okazało się że statystycy nie doszacowali skali zmian, które zaszły w marcu w sektorze w zakresie cen: indeks PPI w ujęciu r/r już w pierwszym pełnym miesiącu wojny na Bliskim Wschodzie przeszedł na dodatnią stronę – wyniósł 1,2 proc., czyli był o dwa punkty procentowe wyższy, niż wskazywały wcześniejsze komunikaty GUS.
Pomyłka statystyków we wstępnych danych spowodowała, że dotychczasowe prognozy na kwiecień (konsensus rynkowy zakładał, że PPI w przemyśle utrzymał się na niewielkim minusie), budowane na błędnych założeniach, nie miały szans się sprawdzić. Różnica między średnią prognoz a oficjalnymi danymi o PPI w minionym miesiącu wyniosła również dwa punkty procentowe, a sam wskaźnik wzrósł w ujęciu rocznym do 1,9 proc.

W ujęciu miesięcznym, pozwalającym przyjrzeć się lepiej wszelkim „nerwowym” reakcjom cen, PPI w kwietniu wyniósł 0,5 proc. Zresztą dodatnie rejony osiągnął już dwa miesiące wcześniej – w lutym, gdy wspiął się o 0,7 pkt proc. – do 0,4 proc. Jednak najmocniejszy wzrost osiągnął w marcu, kiedy producenci podnieśli ceny o całe 3 proc. (wobec lutego).
Głównym źródłem presji inflacyjnej była w ostatnich miesiącach, jak zauważają eksperci Centrum Analiz PKO BP, petrochemia, której ceny wzrosły wobec lutego już o 11,4 proc. W samym kwietniu wzrost cen w tej najbardziej poturbowanej przez sytuację w Zatoce Perskiej części naszej gospodarki wyniósł 3,5 proc.
Największy spadek cen odnotowano natomiast w poligrafii i reprodukcji zapisanych nośników informacji oraz produkcji wyrobów tekstylnych – czytamy w komunikacie GUS.

Budowlanka z cenami się nie cacka
Według również zrewidowanych danych o cenach produkcji budowlano-montażowej w tym segmencie wzrosły one, i to dość wyraźnie, już w marcu: w porównaniu z marcem 2025 r. o 4,7 proc., w ujęciu m/m – o 1,2 proc.
W kwietniu roczny wskaźnik PPI w budowlance znów urósł, i to bardziej niż w w sektorze przedsiębiorstw – przesunął się w kierunku 6 proc. r/r przy stabilnej dynamice miesięcznej.
Według wstępnych danych w kwietniu 2026 r. ceny produkcji budowlano-montażowej wzrosły zarówno w porównaniu z kwietniem 2025 r. (o 5,6 proc.), jak i z marcem 2026 r. – o 1,2 proc.

Napłynęły złe wiadomości
Ekonomiści, co w kontekście tak znacznej rewizji danych w górę zrozumiałe, nie oceniają takiego obrotu spraw w środowisku cenowym pozytywnie (w przeciwieństwie do przychylnych komentarzy o np. tempie, w jakim rośnie rodzima produkcja przemysłowa).
Monika Kurtek, główna ekonomistka Banku Pocztowego, mówi wprost: najnowsze dane o inflacji producenckiej to złe wiadomości. Zwraca przy tym uwagę, że PPI wszedł w marcu w dodatnie rejony po raz pierwszy od niespełna trzech lat, bo od czerwca 2023 r.
I, niestety, nabiera rozpędu. Rosnące koszty producentów (powodowane przede wszystkim wojną na Bliskim Wschodzie) źle wróżą wskaźnikowi CPI – przyznaje Monika Kurtek.
Wątpliwości odnośnie do przyszłych ruchów cen w przetwórstwie przemysłowym nie mają analitycy PKO BP.
W kolejnych miesiącach możliwy jest dalszy wzrost inflacji PPI – przyznają eksperci największego w Polsce banku.
Polska gospodarka z lotu ptaka
Ich zdaniem dostępne już dane o zmianach, jakie zaszły w polskiej gospodarce w kwietniu, wpisują się w obraz jej „selektywnego ożywienia”.
Zgodnie z globalnymi trendami zyskują sektory związane z inwestycjami, energetyką i automatyzacją. Pozostałe branże mocniej odczuwają szok podażowy, wyższe ceny surowców oraz presję w szeroko rozumianym sektorze produkcji żywności – piszą analitycy PKO BP w komentarzu.
Według nich w dalszej części roku wsparciem pozostaną inwestycje publiczne. Skorzystać mają: budownictwo, energetyka oraz część przetwórstwa, co, zdaniem analityków PKO BP, stopniowo powinno wspierać także producentów dóbr pośrednich.
Istotnym ryzykiem dla sektora pozostaje wojna na Bliskim Wschodzie. Wyższe ceny energii i surowców najmocniej uderzą w branże energochłonne i mogą ograniczać skalę poprawy w całym przemyśle – przyznają analitycy PKO BP.
Więcej makroekonomii w Bizblog Spider's Web:
Zdaniem Moniki Kurtek dostępne już informacje o wynikach polskiej gospodarki w pierwszym miesiącu drugiego kwartału wskazują na tempo wzrostu PKB utrzymujące się powyżej 3,5 proc.
Ale czy polska gospodarka w trudnym otoczeniu zewnętrznym (wojna w Ukrainie, wojna na Bliskim Wschodzie) zdoła nabierać coraz większego rozpędu, trudno przesądzać. Impulsem będą na pewno inwestycje, realizowane w ramach KPO, hamować może natomiast konsumpcja i eksport – przewiduje ekonomistka Banku Pocztowego.
I po raz kolejny powtarza, podobnie jak wielu rodzimych analityków i ekonomistów:
Perspektywy niewątpliwie bardzo by się zmieniły na lepsze, gdyby wreszcie zakończył się konflikt na Bliskim Wschodzie.



















