Jeszcze rok temu Elon Musk miał problem nie z grawitacją, tylko z Donaldem Trumpem. Po kilku miesiącach pracy przy cięciu federalnej administracji, wypychaniu urzędników z agencji i ograniczaniu amerykańskiej pomocy zagranicznej miliarder publicznie pokłócił się z prezydentem USA. Spór był tak gorący, że Trump miał rozważać nawet cofnięcie naturalizacji Muska, obywatela USA urodzonego w Republice Południowej Afryki, żeby móc go deportować.

Minął rok i ta sama historia wygląda jak scenariusz pisany przez kogoś, kto uznał, że rynki finansowe są za mało dramatyczne. SpaceX wszedł na giełdę w największym IPO w historii, akcje spółki wystrzeliły w pierwszym dniu notowań, a Musk został pierwszym człowiekiem z majątkiem liczonym w bilionie dolarów. W dodatku od razu pojawiły się spekulacje, że następnym ruchem może być połączenie SpaceX z Teslą.
W tej historii przesadzone są tylko oczekiwania. Liczby są jak najbardziej realne.
SpaceX zrobił giełdowe lądowanie bez eksplozji
Debiut SpaceX był jednym z najbardziej wyczekiwanych wydarzeń na Wall Street od lat. Spółka sprzedała akcje po 135 dol. za sztukę i pozyskała 75 mld dol., co uczyniło ofertę największym IPO w historii rynku kapitałowego. Już sama cena emisyjna dawała firmie wycenę na poziomie ok. 1,77 bln dol., a pierwszy dzień handlu szybko przebił tę granicę.
Akcje SpaceX zakończyły piątkową sesję ok. 19,2 proc. powyżej ceny z IPO. Kapitalizacja spółki wzrosła do ok. 2,1 bln dol., co natychmiast ustawiło ją wśród najcenniejszych firm świata. Z punktu widzenia inwestorów był to debiut niemal podręcznikowy: gigantyczna oferta, ogromny popyt, mocny wzrost kursu i historia założyciela, która sama niesie nagłówki.

Z punktu widzenia Muska to coś więcej niż udany debiut. Wycena SpaceX dopchnęła jego papierowy majątek do poziomu, którego wcześniej nie osiągnął żaden człowiek. Musk został pierwszym bilionerem, czyli człowiekiem z majątkiem przekraczającym 1 bln dol. I nawet jeśli ogromna część tego bogactwa istnieje w akcjach, opcjach i wycenach rynkowych, symboliczny ciężar tej liczby jest gigantyczny.
Jeszcze niedawno Trump sugerował, że Musk może „wrócić do RPA”. Dzisiaj bardziej aktualne wydaje się pytanie, czy rynki finansowe są w stanie sprowadzić Muska z orbity.
Komentarz XTB sprawdził się szybciej, niż rynek zdążył ochłonąć
W tej historii ważny jest czas. Komentarz XTB nie był pisany po piątkowym zamknięciu sesji, kiedy wszyscy mogli już spokojnie policzyć zyski i dopisać do tekstów słowo „rekord”. To był materiał sprzed pierwszego dnia handlu akcjami SpaceX na Nasdaq. Dlatego dziś warto czytać go nie jak zwykłą zapowiedź, lecz jak tekst, który zdążył się już rynkowo zweryfikować.
XTB pisało, że długo wyczekiwane IPO SpaceX okazało się ogromnym sukcesem jeszcze na etapie oferty, bo popyt na akcje był bardzo wysoki, a spółka pozyskała 75 mld dol. przy wycenie 1,77 bln dol.
Werdykt zapadł: długo wyczekiwane IPO SpaceX okazało się spektakularnym sukcesem – wskazywało XTB w komentarzu opublikowanym przed debiutem SpaceX na Nasdaq.
To zdanie po pierwszej sesji brzmi jeszcze mocniej. SpaceX nie tylko dowiózł największe IPO w historii, ale od razu pokazał, że inwestorzy chcą płacić za tę historię więcej, niż wynikało z ceny emisyjnej. Akcje wzrosły o ok. 19 proc., a kapitalizacja spółki doszła do ok. 2,1 bln dol.
Analitycy XTB trafnie wskazali również, że prawdziwy test miał przyjść dopiero wtedy, gdy akcje zaczną normalnie handlować na Nasdaq. Oferta mogła być wyprzedana, popyt mógł wyglądać imponująco, ale dopiero rynek publiczny miał odpowiedzieć na pytanie, czy szersza grupa inwestorów uwierzy w SpaceX tak samo mocno jak uczestnicy IPO.
Prawdziwy test przyjdzie jednak dziś, gdy akcje po raz pierwszy będą notowane na Nasdaq – zastrzegało XTB.
Ten test został zdany z naddatkiem. Komentarz XTB sprawdził się w najważniejszym punkcie: apetyt rynku na SpaceX był ogromny. Teraz pytanie nie brzmi już, czy inwestorzy kupili kosmiczną opowieść Muska. Pytanie brzmi, jak długo będą gotowi płacić za jej kolejne rozdziały.
Inwestorzy kupili nie tylko rakiety
Najłatwiej opowiedzieć debiut SpaceX jako historię o kosmosie. Rakiety, Starship, Starlink, Mars, loty załogowe, kontrakty rządowe, internet satelitarny. To wszystko prawda, ale giełda kupiła coś jeszcze. Kupiła obietnicę, że SpaceX będzie nie tylko firmą kosmiczną, lecz także jednym z filarów nowej gospodarki technologicznej.
Szczególne znaczenie ma Starlink, czyli satelitarny internet, który stał się jednym z najważniejszych komercyjnych projektów spółki. To właśnie on nadaje całej historii bardziej przyziemny wymiar. Mars brzmi efektownie, ale rachunki płaci internet, kontrakty, infrastruktura i dane.
Więcej w Bizblogu o SpaceX, Tesli i Musku
To tłumaczy, dlaczego inwestorzy byli gotowi zapłacić za SpaceX tak dużo. Nie kupowali wyłącznie dzisiejszych wyników. Kupowali prawo do uczestnictwa w wielkiej opowieści o tym, że przestrzeń kosmiczna przestaje być domeną państwowych agencji, a staje się normalnym, choć ekstremalnie drogim, sektorem biznesu.
Tyle że im bardziej efektowny start, tym większe oczekiwania. Axios zwracał uwagę, że SpaceX wszedł na giełdę przy bardzo wysokiej relacji wyceny do sprzedaży. To nie jest drobna techniczna uwaga dla analityków. To ostrzeżenie, że rynek wycenia nie tylko to, czym SpaceX jest dzisiaj, ale także to, czym według inwestorów ma się dopiero stać.
Właśnie dlatego pierwsza sesja jest sukcesem, ale nie końcem historii. Ona dopiero przesuwa ciężar pytania. Przed debiutem pytano, czy SpaceX oderwie się od ziemi. Po debiucie trzeba pytać, czy przy tej wycenie będzie w stanie regularnie dowozić wyniki.
A teraz jeszcze Tesla. Bo sam kosmos to dla Muska za mało
I kiedy wydawało się, że po największym IPO w historii rynek może na chwilę złapać oddech, pojawił się kolejny temat: czy SpaceX i Tesla czeka największa fuzja w historii?
Jeszcze niedawno brzmiałoby to jak fantazja najwierniejszych fanów Elona Muska. Po debiucie SpaceX nie brzmi już tak egzotycznie. Prezes SpaceX Gwynne Shotwell pytana w CNBC o możliwość połączenia z Teslą nie zamknęła tematu. Przeciwnie, przyznała, że taki ruch mógłby uprościć życie Muskowi.
To rzeczywiście mogłoby trochę ułatwić Elonowi życie – powiedziała Gwynne Shotwell, prezes SpaceX.
Shotwell mówiła też o rosnących punktach styku między obiema firmami. To ważne, bo wątek ewentualnej fuzji nie opiera się już wyłącznie na tym, że Musk jest twarzą obu spółek. Tesla i SpaceX zaczynają być opowiadane jako części większej układanki: transport, energia, łączność, dane, robotyka, sztuczna inteligencja i infrastruktura kosmiczna.
Nie ma wątpliwości, że w przyszłości między Teslą i SpaceX będą występować synergie – wskazała Gwynne Shotwell.
To bardzo muskowe zdanie. Niby lekkie, niby rzucone bez formalnej zapowiedzi, ale natychmiast uruchamiające wyobraźnię inwestorów. Bo jeśli spojrzeć na imperium Muska z odpowiedniej wysokości, Tesla i SpaceX nie są już dwoma zupełnie różnymi historiami. Jedna firma ma samochody elektryczne, baterie, robotykę, fabryki, dane z milionów pojazdów i ambicje w autonomii. Druga ma rakiety, Starlinka, satelity, infrastrukturę komunikacyjną, kontrakty rządowe i coraz wyraźniejszy komponent sztucznej inteligencji.
Osobno to dwie wielkie opowieści technologiczne. Razem byłyby czymś znacznie bardziej niepokojącym dla konkurencji: konglomeratem od energii, transportu, łączności, danych, robotyki, kosmosu i AI.
Reuters pisał jeszcze przed debiutem SpaceX, że potencjalna fuzja z Teslą może być scenariuszem coraz trudniejszym do zatrzymania. Autorzy zwracali uwagę na wspólne ambicje obu firm, na wcześniejsze transakcje Muska z udziałem własnych spółek i na jego silną pozycję właścicielską.
Fuzja SpaceX i Tesli może okazać się zbyt duża, by ją zatrzymać – ocenił Reuters.
To nie jest jeszcze zapowiedź transakcji. To raczej sygnał, że po udanym debiucie SpaceX Wall Street zaczęła traktować taki scenariusz poważniej. Najpierw rynek pytał, czy SpaceX dowiezie IPO. Teraz pyta, czy Musk spróbuje skleić swoje najważniejsze biznesy w jedną publiczną superstrukturę.
Największy sukces i największe ostrzeżenie są w tym samym miejscu
W tej historii najciekawsze jest napięcie między zachwytem a ryzykiem. SpaceX ma gigantyczną markę, przewagę technologiczną, rozpoznawalnego założyciela i biznes, który naprawdę zmienił sposób myślenia o lotach kosmicznych. Jednocześnie wycena spółki zakłada ogromny sukces projektów, które wciąż są obarczone ryzykiem technologicznym, regulacyjnym i politycznym.
Po debiucie to ostrzeżenie brzmi nawet mocniej niż przed nim. Im wyższa wycena, tym mniej miejsca na rozczarowania. Inwestorzy dali SpaceX kredyt zaufania, ale ten kredyt jest oprocentowany oczekiwaniami. Rynek będzie teraz patrzył nie tylko na kolejne starty rakiet, ale też na marże Starlinka, tempo rozwoju Starshipa, nowe kontrakty, konkurencję i zdolność spółki do zamiany wizji w gotówkę.
A jeśli do tego dojdzie jeszcze narracja o możliwym połączeniu z Teslą, stawka wzrośnie jeszcze bardziej. Bo wtedy inwestorzy nie będą już pytali wyłącznie, ile warte są rakiety, Starlink i Starship. Będą pytali, czy Musk spróbuje połączyć najważniejsze części swojego imperium w jedną maszynę.
Taki ruch mógłby stworzyć jedną z najbardziej fascynujących firm świata. Mógłby też stworzyć jeden z najbardziej skomplikowanych problemów ładu korporacyjnego na Wall Street.
Bo co właściwie kupowaliby wtedy inwestorzy? Producenta samochodów? Firmę kosmiczną? Operatora internetu satelitarnego? Spółkę AI? Kontrahenta Pentagonu? Projekt marsjański? A może po prostu wehikuł zbudowany wokół jednego człowieka, którego wizje potrafią wynosić kapitalizację na orbitę, ale którego konflikty, twitterowe erupcje i polityczne awantury potrafią równie szybko sprowadzać akcjonariuszy na ziemię?
Musk wraca na szczyt, ale teraz patrzą mu na ręce
Debiut SpaceX zmienia też sytuację samego Muska. Jako szef prywatnej firmy mógł opowiadać najbardziej odległe wizje i rozgrywać oczekiwania inwestorów w zamkniętym gronie. Jako twarz jednej z największych spółek publicznych świata będzie miał znacznie mniej komfortu. Rynek publiczny daje pieniądze, płynność i prestiż, ale zabiera część swobody.
Od teraz każda awaria, każdy opóźniony projekt, każdy polityczny konflikt i każda sugestia połączenia SpaceX z Teslą będą analizowane nie jak kolejny odcinek serialu o Musku, ale jak informacja cenotwórcza. To jest różnica między prywatnym imperium a spółką, której akcje kupują fundusze, inwestorzy indywidualni i pasywne portfele emerytalne.
Komentarz XTB sprawdził się w tym sensie, że dobrze uchwycił skalę wydarzenia i apetyt rynku. Debiut nie tylko się udał, ale rozpalił jeszcze większą historię. Najpierw Wall Street kupiła SpaceX jako największe IPO w historii. Teraz zaczyna wyceniać pytanie, czy Elon Musk nie buduje właśnie najdziwniejszego konglomeratu w historii kapitalizmu.
SpaceX wykonał spektakularny start, ale na giełdzie najtrudniejsze nie jest oderwanie się od ziemi. Najtrudniejsze jest udowodnienie, że po pierwszym efektownym locie da się regularnie dowozić wyniki.
Inwestorzy powinni pamiętać, że im większa wizja, tym boleśniejsze bywa lądowanie.
Szef redakcji Bizblog.pl. Pisze o gospodarce, makroekonomii i finansach osobistych. Do Spidersweb.pl przeszedł z Wirtualnej Polski, gdzie był szefem wydawców Money.pl, a potem zastępcą redaktora naczelnego. Pierwszą posadę w mediach dostał w „Gazecie Wyborczej”, jako dziennikarz pracował w „Pulsie Biznesu”, „Życiu”, miesięczniku „Pieniądz”, „Businessman Magazine”, Miesięczniku Finansowym „BANK”. W tym ostatnim przygotowywał między innymi kilka edycji prestiżowych raportów „Największe banki w Polsce“ oraz „IT@BANK”.