Najpierw w Pałacu Prezydenckim pojawił się Jerzy Zięba. W głowie od razu zapaliła mi się czerwona lampka. Pomyślałem: lex szarlatan nie przejdzie. Karol Nawrocki ostatecznie ustawy nie zawetował, ale skierował ją do Trybunału Konstytucyjnego. Im dokładniej przyglądam się tej decyzji, tym większy mam z nią kłopot. Politycznie jest dla prezydenta bardzo wygodna, ale część jego zastrzeżeń wcale nie jest wydumana.`

Zacznijmy od Jerzego Zięby. Nie twierdzę, że znany promotor pseudomedycyny przyjechał do Pałacu i przekonał Karola Nawrockiego do zatrzymania ustawy. Tego nie wiemy. Zięba był członkiem delegacji, która złożyła petycję przeciw lex szarlatan podpisaną przez 25 tys. osób. Sama Kancelaria Prezydenta szybko chyba zorientowała się, jak fatalnie wygląda to spotkanie.
Lepiej, jakby do tego spotkania nie doszło – przyznał później Zbigniew Bogucki, szef Kancelarii Prezydenta, zapewniając jednocześnie, że wizyta nie miała wpływu na analizę ustawy.
I chyba tak należy potraktować pojawienie się Zięby w Pałacu. Nie jako dowód wpływu na decyzję, lecz jako bardzo wyraźny sygnał politycznego otoczenia tej ustawy.
Konfederacja mówi o koncernach farmaceutycznych
Lex szarlatan od początku wzbudzało ogromne emocje na prawej stronie sceny politycznej. Grzegorz Płaczek, przewodniczący klubu poselskiego Konfederacji, w maju przekonywał, że nowe przepisy nie są wyłącznie próbą ochrony pacjentów.
Proponowane przepisy przede wszystkim wzmacniają pozycję koncernów farmaceutycznych – przekonywał.
Padały też pytania o to, kto ustawę „wylobbował”, oraz argumenty o uderzeniu w „niepokornych lekarzy i naukowców”. To ważny kontekst dla Nawrockiego. Obecny prezydent próbuje budować własną pozycję na całej prawej stronie, nie tylko wśród wyborców PiS. Do zwycięstwa potrzebował również wyborców Konfederacji i Grzegorza Brauna, a trudno nie zauważyć, że właśnie w tej części elektoratu szczególnie silna jest nieufność wobec szczepień, koncernów farmaceutycznych czy szerzej rozumianej „oficjalnej medycyny”.
Marcin Nowak na blogu naukowym „Polityki” zwracał uwagę, że przeciwnicy lex szarlatan przedstawiają ograniczanie pseudoterapii jako zamach na wolność wyboru. Taki „wybór” może w praktyce oznaczać rezygnację ze sprawdzonego leczenia na rzecz metod bez potwierdzonej skuteczności. Jako przykład autor wskazuje dożylne podawanie witaminy C pacjentom onkologicznym.
Nie mam dowodu, że właśnie kalkulacja wyborcza zdecydowała o ruchu prezydenta. Warto jednak spojrzeć na jego możliwości. Podpisanie ustawy oznaczałoby konflikt z częścią prawej strony, zwłaszcza z obydwiema Konfederacjami. Weto pozwoliłoby przeciwnikom Nawrockiego natychmiast powiedzieć: prezydent stanął po stronie szarlatanów.
Trybunał Konstytucyjny okazał się rozwiązaniem idealnym
Nawrocki skierował ustawę do TK w trybie kontroli prewencyjnej. To oznacza, że jej nie zawetował, ale nie może ona wejść w życie, dopóki Trybunał nie zbada jej zgodności z konstytucją. Równocześnie prezydent zapowiedział własne rozwiązanie wymierzone w pseudomedycynę, oparte na przepisach karnych.
Może więc powiedzieć przeciwnikom lex szarlatan: nie zgodziłem się na nadmierną władzę urzędników. A zwolennikom walki z pseudomedycyną: nie bronię szarlatanów, sam proponuję ich ściganie prawem karnym. TK pozwoliło ominąć prezydentowi dwie bardzo niewygodne miny.
Więcej wpisów o pseudomedycynie
Mam problem z prostą opowieścią, według której cały konstytucyjny spór jest jedynie zasłoną dymną. Kiedy zacząłem dokładniej czytać przepisy, okazało się, że część z nich rzeczywiście może mocno napsuć krwi przedsiębiorcom.
Państwo chce uderzyć szybko. I właśnie tu zaczyna się problem
Sens lex szarlatan jest dla mnie oczywisty. Jeżeli ktoś wykorzystuje strach chorego człowieka i sprzedaje mu metodę bez potwierdzonej skuteczności jako leczenie groźnej choroby, państwo powinno mieć możliwość zareagowania, zanim będzie za późno. Zwłaszcza jeśli „szarlatan” jednocześnie zniechęca pacjenta do terapii, która może uratować mu życie.
Rzecznik Praw Pacjenta przekonywał, że ustawa nie zakazuje żadnego rodzaju działalności gospodarczej. Problemem ma być wprowadzanie pacjentów w błąd poprzez przypisywanie metodom właściwości diagnostycznych lub leczniczych niezgodnych z aktualną wiedzą medyczną. Dlatego nie kupuję narracji, że nowe przepisy automatycznie uderzą w zielarki, dietetyków i ludzi handlujących ziołami.
Sprzedaż ziół to jedno. Przekonywanie rodziców ciężko chorego dziecka, że zamiast terapii zaleconej przez lekarza powinni kupić ode mnie cudowną mieszankę, to coś zupełnie innego. Do walki z tym drugim zjawiskiem państwo chciało wyposażyć Rzecznika Praw Pacjenta (RPP) w naprawdę mocne narzędzia.
RPP miał dostać możliwość wydawania decyzji tymczasowych zobowiązujących do natychmiastowego przerwania określonych działań jeszcze przed zakończeniem całego postępowania. Do tego dochodzą publiczne ostrzeżenia, wysokie kary i narzędzia pozwalające reagować na dezinformację w internecie.
I tu pojawia się problem, którego nie można zbyć stwierdzeniem: uczciwy przedsiębiorca nie ma się czego bać. Dla mikrofirmy rygor natychmiastowej wykonalności może oznaczać, że państwo najpierw faktycznie wyłączy jej biznes, a dopiero później sąd sprawdzi, czy urząd miał rację. Przedsiębiorca może po dwóch latach wygrać sprawę. W tym czasie może stracić klientów, reputację, przychody, a w skrajnym przypadku całą firmę. Kto mu wypłaci ewentualne odszkodowanie? Rzecznik Praw Pacjenta?
Prawo nie buduje procedur odwoławczych dlatego, że zakłada nieuczciwość urzędników. Buduje je dlatego, że urzędnicy również mogą popełniać błędy. Co istotne, wątpliwości dotyczące konstytucyjności nie narodziły się dopiero w Kancelarii Prezydenta. Już podczas prac parlamentarnych poprawiano przepisy dotyczące sankcji administracyjnych i kryteriów ich stosowania. To bardzo ważne. Dyskusja o gwarancjach dla przedsiębiorców nie musi oznaczać obrony pseudomedycyny.
Nie kupuję jednak opowieści o prześladowanych zielarzach
W tym miejscu kończy się moja wyrozumiałość dla argumentacji Pałacu Prezydenckiego. Otoczenie Nawrockiego przekonuje, że rząd wrzucił do jednego worka oszustów oraz tysiące uczciwych przedsiębiorców zajmujących się zielarstwem, dietetyką czy medycyną komplementarną.
Z tekstu ustawy coś takiego nie wynika. Można dyskutować, czy definicje są wystarczająco precyzyjne, domagać się silniejszych bezpieczników dla przedsiębiorców i uważać, że natychmiastowe skutki decyzji administracyjnej wymagają wyjątkowo sprawnej kontroli sądowej. Ale z tego nie wynika jeszcze, że państwo postanowiło rozprawić się z herbatką z pokrzywy.
Dlatego nie patrzę na decyzję Nawrockiego jak na prawniczą troskę o konstytucję.
Ta decyzja prowadzi Nawrockiego dokładnie tam, gdzie politycznie chce być
Po wizycie Jerzego Zięby spodziewałem się problemów z lex szarlatan. I miałem rację. Nie mam jednak zamiaru udawać, że skoro przeciw ustawie protestują również ludzie promujący pseudomedycynę, to każdy jej zapis automatycznie staje się dobrym prawem.
Jeśli państwo chce dostać możliwość błyskawicznego i bardzo dotkliwego uderzenia w przedsiębiorczość, powinno równie starannie zabezpieczyć firmy przed skutkami błędnej decyzji urzędu. Ten argument Nawrockiego traktuję poważnie.
Nie zmienia to jednak podstawowego problemu. Prezydent próbuje skupiać wokół siebie bardzo różne środowiska. Lex szarlatan wywołuje w części tego elektoratu ogromne emocje. Przewodniczący klubu Konfederacji mówi o interesach koncernów farmaceutycznych. Do Pałacu przyjeżdża delegacja z Jerzym Ziębą. A Nawrocki wybiera rozwiązanie, dzięki któremu ustawa nie wchodzi w życie, a on sam bierze odpowiedzialności za jej zawetowanie.
Ta decyzja jest dla mnie aż za wygodna.
Szef redakcji Bizblog.pl. W mediach od 30 lat. Pisze o małym biznesie, podatkach i finansach osobistych. Do Spidersweb.pl przeszedł z Wirtualnej Polski, gdzie najpierw był szefem wydawców Money.pl, a potem zastępcą redaktora naczelnego. Pierwszą posadę w mediach dostał w „Gazecie Wyborczej”, pracował w „Pulsie Biznesu”, „Życiu”, miesięczniku „Pieniądz”, „Businessman Magazine”, Miesięczniku Finansowym „BANK”. W tym ostatnim był redaktorem prowadzącym kilku edycji prestiżowych raportów „Największe banki w Polsce“ oraz „IT@BANK”.