Szykują się duże zmiany w zasadach płacenia za za zwolnienia lekarskie kobiet w ciąży. Nowy projekt ustawy zakłada, że ZUS miałby przejąć te koszty już od pierwszego dnia zwolnienia. Efektem ma być odcienie firm, a w efekcie otwarcie kobietom dostępu do stabilnej pracy.

Nadchodzi rewolucja w finansowaniu zwolnień lekarskich dla kobiet w ciąży. Projekt zmian w prawie pracy zakłada, że koszty L4 ciężarnych pracownic miałby przejąć ZUS już od pierwszego dnia niezdolności do pracy. Jak jest dzisiaj? Przez pierwsze 33 dni choroby w roku kalendarzowym płaci pracodawca, a dopiero później obowiązek ten przejmuje ZUS.
ZUS zapłaci za cały zasiłek
Planowana reforma w teorii nie zmieni sytuacji samych kobiet, ponieważ nadal mają one otrzymywać świadczenie w wysokości 100 proc. podstawy wymiaru wynagrodzenia. Zmieni się jednak źródło finansowania, co pośrednio może mieć duże znaczenie. Elektroniczne zwolnienia lekarskie oraz obecne zasady ich wystawiania pozostaną bez zmian, podobnie jak maksymalny okres pobierania zasiłku, który wynosi 270 dni w przypadku ciąży.
Celem zmian jest zmniejszenie obaw firm przed zatrudnianiem młodych kobiet. Dla wielu przedsiębiorców trudne było ponoszenie kosztów choroby pracownicy w ciąży oraz jednoczesne organizowanie zastępstwa. Nowe przepisy mają ograniczyć takie bariery i poprawić sytuację kobiet na rynku pracy, szczególnie w mniejszych firmach.
Więcej wiadomości na temat pracy można przeczytać w Bizblog Spider's Web:
Pomysłodawcy reformy liczą też na to, że mniejsze ryzyko po stronie pracodawców zachęci firmy do częstszego oferowania stabilnych umów o pracę. Ma to znaczenie w kontekście problemów demograficznych Polski, ponieważ większe bezpieczeństwo zawodowe może ułatwiać młodym osobom podejmowanie decyzji o założeniu rodziny oraz planowaniu przyszłości.
Ile to będzie kosztowało?
Czy reforma ma jakieś minusy? Tak, są nimi oczywiście koszty. Przejęcie finansowania zwolnień przez ZUS oznacza dodatkowe obciążenie Funduszu Ubezpieczeń Społecznych. Szacuje się, że wydatki FUS-u mogą wzrosnąć o około 1,5 mld zł rocznie. Zwolennicy reformy zaznaczają, że część tych kosztów i tak ponoszą dziś firmy.
Eksperci zwracają uwagę na możliwość nadużyć. Chodzi o sytuacje, w których ktoś mógłby zostać zatrudniony krótko przed ciążą z bardzo wysokim wynagrodzeniem tylko po to, aby szybko przejść na zwolnienie finansowane przez ZUS. Dlatego potrzebne mogą być dodatkowe mechanizmy kontroli, które zabezpieczą system.
Na razie projekt jest na wczesnym etapie prac. Po pierwszym czytaniu w Sejmie w czerwcu trafił do dalszych prac komisji. Przed wejściem zmian w życie potrzebne są kolejne etapy procesu legislacyjnego, w tym głosowania w Sejmie i Senacie, a na końcu potrzebny jest podpis prezydenta.
Tematyką ekonomiczną zajmuje się od dziesięciu lat. Od 2014 do 2019 r. był dziennikarzem Money.pl, wcześniej współtworzył serwisy Mototok.pl i Biztok.pl w ramach Grupy O2, a następnie Wirtualnej Polski. W Bizblogu pisze o biznesie, prawie i podatkach.