Ten sam sorbet w wafelku, ale dwa różne podatki. Fiskus zgadza się na 5 proc. VAT, o ile z deserem w ręku po prostu sobie pójdziesz. Wystarczy leżak przed lodziarnią, by stawka skoczyła do 8 proc. Stawki VAT-u w gastronomii to dla przedsiębiorców pole minowe.

Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej uznał, że rzemieślniczy sorbet truskawkowy sprzedawany w wafelku może być objęty 5-proc. stawką VAT-u. Kluczowe okazało się jednak nie tylko to, co znajduje się w deserze, ale przede wszystkim sposób jego wydania. Decyzja skarbówki pokazuje, jak cienka potrafi być granica między sprzedażą produktu a usługą gastronomiczną.
Jaka stawka VAT na sorbet truskawkowy?
Wiążąca Informacja Stawkowa z 28 sierpnia dotyczy konkretnego modelu sprzedaży. Sorbet zaklasyfikowano do kodu CN 2105 00, czyli pozycji obejmującej lody i inne lody jadalne. Skarbówka przyjęła, że klient zamawia deser przy witrynie, płaci, otrzymuje paragon, a sorbet trafia z kuwety do wafelka. Nie ma przy tym dodatkowej obsługi związanej ze spożyciem na miejscu.
KIS uznał, że samo nałożenie porcji do wafelka jest tylko czynnością techniczną, konieczną do wydania towaru i nie zmienia tego fakt, że sprzedawca wykonuje ją na oczach klienta. Dla skarbówki znaczenie ma brak kelnera, naczyń wielorazowych czy sprzątania stolików. W ocenie fiskusa jest to zwykła dostawa towaru, a nie usługa gastronomiczna, dlatego zastosowanie znalazła stawka 5 proc. VAT.
Na tym jednak kończy się prostota tej historii. Ten sam sorbet może bowiem zostać opodatkowany inaczej, jeśli sposób sprzedaży lub warunki konsumpcji będą tylko nieco inne. Gdy klient bierze lody na wynos i odchodzi, działa model opisany powyżej. Jeżeli natomiast sprzedaży towarzyszą warunki pozwalające wygodnie zjeść deser na miejscu, na przykład przed lokalem jest ławka czy leżak, fiskus może potraktować transakcję jako usługę gastronomiczną ze stawką 8 proc.
O kontrolach skarbówki przeczytacie w tych tekstach
Kontrowersje zaczynają się przy ocenie tego, co właściwie oznacza „spożycie na miejscu”. W praktyce znaczenie może mieć nie tylko obsługa przy stoliku, ale także infrastruktura przygotowana dla klientów. Stoliki, leżaki czy inne udogodnienia mogą stać się argumentem za uznaniem sprzedaży za usługę. Problem polega na tym, że granica nie zawsze jest oczywista, szczególnie w przypadku małych lodziarni działających sezonowo.
Sprzedaż czy usługa?
Podobne spory były już przedmiotem rozstrzygnięcia Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. W sprawie C-703/19 TSUE wskazał, że samo wydanie jedzenia na wynos nie przesądza o istnieniu usługi gastronomicznej. Trzeba brać pod uwagę także dodatkowe elementy transakcji i to, czy klientowi zapewniono warunki do konsumpcji na miejscu. To właśnie ten kontekst komplikuje rozliczenia.
WIS daje więc przedsiębiorcy ochronę, ale nie jest ona bezwarunkowa. Skarbówka podkreśla, że dotyczy sytuacji opisanej we wniosku, więc zmiana sposobu sprzedaży może mieć znaczenie dla podatku. Jeśli rzeczywiste warunki będą różniły się od przedstawionych fiskusowi, przedsiębiorca nie może automatycznie powołać się na wydaną informację. Przy kontroli może wtedy powstać spór o właściwą stawkę i zaległy VAT.
Decyzja KIS dobrze pokazuje szerszy problem polskiego VAT-u. O wysokości podatku może decydować nie tylko sam produkt, lecz także sposób jego podania i miejsce konsumpcji. Dla właściciela lodziarni oznacza to konieczność pilnowania nie tylko receptury czy kasy fiskalnej, ale także modelu sprzedaży. Sorbet pozostaje ten sam, ale podatek może zależeć od tego, co dzieje się wokół niego.
Tematyką ekonomiczną zajmuje się od dziesięciu lat. Od 2014 do 2019 r. był dziennikarzem Money.pl, wcześniej współtworzył serwisy Mototok.pl i Biztok.pl w ramach Grupy O2, a następnie Wirtualnej Polski. W Bizblogu pisze o biznesie, prawie i podatkach.