Masz hybrydę plug-in i myślisz, że jazda na samej baterii pozwoli ci płacić niższe podatki? To się nie wydarzy. Pewna psycholożka chciała rozliczyć hybrydę z wyższym limitem 150 tys. zł, bo uznała, że skoro jeździ tylko na prądzie, to może auto rozliczać jak elektryka. Skarbówki takie fikołki jednak nie interesują.

Psycholożka prowadząca własną działalność gospodarczą chciała korzystnie rozliczać leasing samochodu. Wzięła w leasing operacyjny hybrydowe auto osobowe warte niecałe 150 tys. zł brutto. Myślała, że może korzystać z limitu 150 tys. zł odliczenia, bo samochód w czasie jazdy korzysta niemal wyłącznie z napędu elektrycznego i wtedy jego emisja CO2 wynosi śladowe 19 g/km.
Ważny jest papier
We wniosku o interpretację podatkową stwierdziła, że wprawdzie w homologacji pojazdu widnieje średnia emisja na poziomie 54 g/km CO2, ale przy ocenie limitu powinno liczyć się także to, jak samochód jest faktycznie używany. Kobieta przekonywała, że jeździ niemal wyłącznie na prądzie, więc powinien ją dotyczyć wyższy limit odliczenia. Na wszelki wypadek zwróciła się do skarbówki o interpretację przepisów.
Kobieta chciała mieć pewność, że może zaliczać do kosztów podatkowych całość kapitałowej części opłat leasingowych. Uważała, że skoro hybryda w praktyce często jedzie na prądzie, a komputer pokładowy pokazuje wtedy znacznie niższą emisję, powinna – jej zdaniem – spełniać warunek pozwalający zastosować wyższy limit.
Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej uznał stanowisko podatniczki za całkowicie nieprawidłowe. Wyjaśnił, że przepisy nie pozwalają ustalać limitu na podstawie rzeczywistego sposobu jazdy samochodem. Nie ma znaczenia to, jak często kierowca w praktyce korzysta z baterii, ile kilometrów pokonuje bez uruchamiania silnika spalinowego ani jakie wartości pokazuje komputer pokładowy.
O kontrolach skarbówki przeczytacie w tych tekstach
Skarbówka wyjaśniła, że decydują tu oficjalne dane dotyczące emisji CO2 konkretnego modelu samochodu. Dla hybryd przepisy przewidują wyższy limit 150 tys. zł, jeżeli wskaźnik emisji jest niższy niż 50 g/km. Gdy emisja wynosi 50 g/km lub więcej, obowiązuje niższy limit – 100 tys. zł. W tej sprawie kluczowe okazało się więc nie 19 g/km z jazdy na prądzie, ale 54 g/km w oficjalnych danych.
Odliczenie rat leasingowych
Skarbówka wyjaśniła, że skoro taka wartość widnieje w Centralnej Ewidencji Pojazdów, auto psycholożki nie spełnia warunku zastosowania limitu 150 tys. zł. Fiskus uznał, że trzeba tu przyjąć limit 100 tys. zł. To oznacza, że kobieta nie może po prostu wrzucać do kosztów całej kapitałowej części rat leasingowych.
Jak to praktyce działa? Rozliczenie trzeba ograniczyć odpowiednią proporcją. W tym przypadku punktem odniesienia jest 100 tys. zł w stosunku do całkowitej wartości samochodu. Ta część opłat leasingowych, która mieści się w ustawowym limicie, może być kosztem, natomiast nadwyżki ponad wynikającą z niego proporcję nie można zaliczyć do kosztów uzyskania przychodu.
Dla psycholożki interpetacja to lekcja, że sposób korzystania z hybrydy nie zmienia podatkowego limitu. Nawet jeśli większość tras pokonuje na silniku elektrycznym i może wykazać niską emisję z komputera pokładowego, dla fiskusa liczą się oficjalne dane przypisane pojazdowi.
Tematyką ekonomiczną zajmuje się od dziesięciu lat. Od 2014 do 2019 r. był dziennikarzem Money.pl, wcześniej współtworzył serwisy Mototok.pl i Biztok.pl w ramach Grupy O2, a następnie Wirtualnej Polski. W Bizblogu pisze o biznesie, prawie i podatkach.