Wywalczył potężny przelew od byłego pracodawcy po ugodzie sądowej i myślał, że nie będzie musiał zapłacić podatku. Skarbówka wydał interpretację dotyczącą opodatkowania rekompensat dla pracowników. Argumentacja byłego dyrektora w firmie była mocna, ale skarbówka nie dała się przekonać.

Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej rozstrzygnął sprawę byłego dyrektora, który chciał wiedzieć, czy 260 tys. zł otrzymane od pracodawcy na podstawie ugody sądowej może być zwolnione z podatku dochodowego. Mężczyzna liczył na to, że fiskus uzna wypłatę za odszkodowanie i zadośćuczynienie objęte ulgą. Skarbówka oceniła to inaczej.
Zwolnienie z podatku dochodowego
Spór rozpoczął się od rozwiązania umowy o pracę z dyrektorem firmy. Pracodawca twierdził, że zatrudnienie zakończyło się za porozumieniem stron, ale mężczyzna uważał, że nic takiego nie miało miejsca, a umowa nadal obowiązuje. Dlatego skierował sprawę do sądu pracy, domagając się ustalenia, że stosunek pracy wciąż istnieje, oraz dopuszczenia go do wykonywania obowiązków.
Strony zdecydowały się jednak zakończyć konflikt polubownie. W ramach ugody sądowej pracodawca zobowiązał się wypłacić byłemu pracownikowi 260 tys. zł w ratach. Kwota ta miała stanowić rekompensatę za rzeczywistą szkodę i krzywdę związaną z jego niepewnością prawną. Były pracownik wycofał pozew, a strony ustaliły, że umowa została skutecznie rozwiązana.
Mężczyzna zwrócił się do skarbówki z pytaniem, czy może skorzystać ze zwolnienia z podatku dochodowego przewidzianego dla niektórych odszkodowań i zadośćuczynień. Powołał się na art. 21 ustawy o PIT dotyczący świadczeń otrzymanych na podstawie ugody sądowej. Liczył na to, że skarbówka potwierdzi, że właśnie taki charakter ma wypłacona mu kwota.
O kontrolach skarbówki przeczytacie w tych tekstach
Dyrektor KIS nie podzielił jednak tego stanowiska. W wydanej interpretacji skarbówka wskazała, że art. 21 ustawy o PIT dotyczy świadczeń, których wysokość lub zasady ustalania wynikają wprost z przepisów prawa albo regulaminów. W tym przypadku 260 tys. zł nie zostało wyliczone według takiej reguły. Kwotę tę ustaliły strony podczas negocjacji.
Odszkodowanie tylko z nazwy
Kluczowe znaczenie miało jednak to, dlaczego pieniądze zostały wypłacone. Zdaniem fiskusa sama nazwa „odszkodowanie” użyta w ugodzie nie przesądza o skutkach podatkowych. Skarbówka wskazała, że umowa o pracę została ostatecznie rozwiązana za porozumieniem stron, a nie w wyniku bezprawnego działania pracodawcy stwierdzonego przez sąd.
W ocenie skarbówki wypłata była więc związana z ustępstwami pracownika, w tym z wycofaniem pozwu i zgodą na polubowne zakończenie stosunku pracy. Nie uznano jej za świadczenie, którego głównym celem jest naprawienie szkody. Dlatego cała kwota 260 tys. zł została zakwalifikowana jako przychód ze stosunku pracy, a nie zwolnione z PIT odszkodowanie.
Interpretacja oznacza dla byłego dyrektora konieczność rozliczenia całej wypłaty z podatkiem dochodowym. KIS uznał jego stanowisko za całkowicie nieprawidłowe. Mężczyzna może jednak się z tym stanowiskiem skarbówki nie zgodzić i zaskarżyć tę interpretację do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego.
Tematyką ekonomiczną zajmuje się od dziesięciu lat. Od 2014 do 2019 r. był dziennikarzem Money.pl, wcześniej współtworzył serwisy Mototok.pl i Biztok.pl w ramach Grupy O2, a następnie Wirtualnej Polski. W Bizblogu pisze o biznesie, prawie i podatkach.