Tani import spoza UE uderza w polskie firmy. Ma też korzystne efekty
Tani import spoza Unii Europejskiej to paradoks. Z jednej strony mocno bije w europejskich, w tym polskich producentów, z drugiej – skutecznie dusi inflację, zwłaszcza gdy paliwo drożeje. Ekonomiści przeanalizowali wpływ tego importu na naszą gospodarkę.

Europa ma problem z tanim importem, zwłaszcza z Chin, ale jego skutki są bardziej złożone, niż mogłoby się wydawać. Analitycy Credit Agricole wzięli na warsztat zjawisko, w którym szybko rosnący napływ tańszych towarów spoza UE jednocześnie uderza w producentów i pomaga hamować wzrost cen. Ten drugi efekt jest obecnie szczególnie istotny dla gospodarki Polski.
Tani import uderza w polskie firmy
Jeszcze niedawno Komisja Europejska obawiała się przede wszystkim nagłego przekierowania towarów na unijny rynek. Chodziło o produkty, które po wprowadzeniu ceł lub innych ograniczeń głównie w USA mogłyby trafić do Europy. Pewne uspokojenie wojen handlowych zmieniło jednak sytuację. Problemem stał się jednak trwały napływ tanich towarów z nadwyżek produkcyjnych.
W czerwcu Bruksela zmieniła więc sposób analizowania importu. Analityzy CA wyjaśniają, że nowy barometr importu ma wychwytywać nie tyle nagłe skoki, ile towary, których przywozi się coraz więcej, a ich średnia cena spada. Muszą też mieć znaczącą wartość importu i konkurować z produktami wytwarzanymi w UE.
W najnowszej wersji barometru znalazły się aż 902 kody towarów, czyli około cztery razy więcej niż wcześniej. Nie oznacza to jednak, że zagrożenie dla przemysłu wzrosło czterokrotnie. Analitycy podkreślają, że po prostu zmieniła się metoda liczenia. Zrezygnowano z wymogu wykrycia nagłego skoku importu, dzięki czemu narzędzie zaczęło wyłapywać także powolny, ale trwały napływ tanich produktów.
Więcej informacji o nastrojach w Polsce
Największym źródłem presji – tu zero zaskoczenia – są Chiny. W aż 13 z 15 badanych branż to właśnie import z tego kraju obejmował najwięcej kategorii spełniających kryteria barometru. Wyjątkiem są komputery, elektronika i optyka, gdzie wyróżnia się ASEAN (blok krajów Azji Południowo-Wschodniej, m.in. Wietnam, Tajlandia, Indonezja), oraz rolnictwo, leśnictwo i rybactwo, gdzie dominuje MERCOSUR (południowoamerykański blok handlowy, m.in. Brazylia i Argentyna). We wszystkich branżach import rósł, a ceny spadały.
Są też pozytywy
Skutki mogą być ważne także dla Polski, szczególnie dlatego, że nasz przemysł jest mocno powiązany z innymi krajami UE. W raporcie czytamy, że w zagrożonych kategoriach największy udział ma u nas produkcja urządzeń elektrycznych, przede wszystkim akumulatorów litowo-jonowych. Dalej są pojazdy i sprzęt transportowy, maszyny oraz branża tekstylno-odzieżowa. Tani import może więc uderzać także w polskich poddostawców.
Według Credit Agricole eksport z Polski do innych państw UE w zagrożonych kategoriach odpowiada za 18,7 proc. całego polskiego eksportu towarów, czyli około 7,7 proc. PKB. Nie oznacza to jednak, że o tyle spadnie PKB. To miara tego, jak mocno jesteśmy wystawieni na to ryzyko. Jeśli zagraniczni dostawcy przejmą zamówienia, ucierpieć mogą też polskie firmy dostarczające części do zagranicznych fabryk.
I tu pojawia się najciekawszy mechanizm. Tańszy import może ograniczać produkcję, eksport i zyski firm w UE, ale równocześnie obniża ceny dostępnych towarów. Dla przeciętnego Polaka oznacza to mniejszą presję na wzrost cen, czyli niższą inflację. Credit Agricole wskazuje właśnie ten efekt jako argument za prognozą ograniczonego wzrostu inflacji bazowej w Polsce w kolejnych kwartałach.
Tematyką ekonomiczną zajmuje się od dziesięciu lat. Od 2014 do 2019 r. był dziennikarzem Money.pl, wcześniej współtworzył serwisy Mototok.pl i Biztok.pl w ramach Grupy O2, a następnie Wirtualnej Polski. W Bizblogu pisze o biznesie, prawie i podatkach.