Inflacja szaleje, więc Polacy złapali się za kieszenie. Już oszczędzamy na odzieży, słodyczach i alkoholu
To mogą być wyjątkowo skromne Święta Bożego Narodzenia, a pod choinką nie będzie takiej sterty prezentów jak zwykle. Polaków na tyle już dusi inflacja, że ci podczas zakupów oglądają każdą złotówkę z wszystkich stron. Badania pokazują, że większość z nas mocno ograniczyła wydatki, nawet na alkohol. Najgorsze jednak dopiero przed nami.
Prawie połowa Polaków żyje z dnia na dzień i nie ma żadnych oszczędności
Statystyki nie kłamią – jesteśmy narodem na dorobku i brakuje nam poczucia finansowego bezpieczeństwa. Połowie z nas oszczędności wystarczyłyby na nie więcej niż pół roku życia.
Zabraknie towaru w sklepach? Polakom puściły hamulce, telewizory i rowery schodzą na pniu
Popytowa bomba miała wybuchnąć po zakończeniu pandemii, wyprowadzając nas z kryzysu. I choć pandemia jeszcze się nie skończyła, Polacy już mają dość gromadzenia pieniędzy i ruszają na zakupy – po meble, RTV i AGD i sprzęt sportowy. Nasz apetyt na zakupy urósł tak mocno, że sklepy, na razie te internetowe, mogą sobie z nim nie poradzić.
Miliony Polaków uciekną z banków z powodu kar? Bzdura! Biedni zacisną zęby i będą płacić
Polacy wygrażają bankom: jeśli każecie nam płacić za trzymanie u was pieniędzy, zabierzemy od was nasze oszczędności. Ale to czcze gadanie, bo banki od dawna podnoszą nam opłaty za bankowanie i jakoś odpływu środków nie widać. Na co czekają Polacy? Aż bank sam powie im wprost: uciekajcie, bo od jutra będziemy was łupić?
Kary za trzymanie pieniędzy na lokacie? Brzmi absurdalnie, ale banki nie mają wyjścia
Nasze oszczędności w pandemii mimo kryzysu puchną. Już jakiś czas temu pisałam, że minister Patkowski miał rację mówiąc, że z powodu pandemii wielu z nas rosną oszczędności, bo nie mamy ich gdzie wydawać. I to była w pewnym sensie dobra informacja. Nie przewidział wtedy tej złej: banki będą nas musiały w końcu za te rosnące oszczędności ukarać, bo wcale ich nie chcą. Ale powodów jest więcej. Oto one: