Senat nie poszedł na rękę Polakom, skasował waloryzację progów. Ekspert: najgorsza decyzja
Progi PIT mają wzrosnąć, ale nie będą automatycznie nadążały za inflacją. Senat wykreślił coroczną waloryzację, przywrócił podwyżkę CIT dla największych firm i usunął dodatkową stawkę 17 proc. dla ryczałtowców. Nowelizacja wraca do Sejmu.

Senatorowie we wtorek 27 października przyjęli osiem poprawek do nowelizacji ustawy o PIT. Za poprawkami głosowało 62 senatorów, nikt nie był przeciw, 23 wstrzymało się od głosu. Najważniejsze rozstrzygnięcia dotyczą waloryzacji progów PIT, opodatkowania dużych spółek i zasad rozliczania ryczałtu.
Senat pozostawił uchwaloną przez Sejm nową skalę PIT. Pierwszy próg ma wzrosnąć ze 120 tys. do 130 tys. zł rocznie. Nadwyżka ponad 130 tys. zł do 150 tys. zł będzie objęta nową stawką 24 proc., a stawka 32 proc. obejmie dopiero nadwyżkę ponad 150 tys. zł. Senatorowie usunęli jednak mechanizm, dzięki któremu od 2028 r. progi miały być co roku podnoszone o inflację.
Przywrócili również podwyżkę CIT z 19 do 22 proc., obejmującą m.in. podatników z przychodami przekraczającymi 50 mln euro w poprzednim roku. Z ustawy zniknął natomiast przepis nakazujący ryczałtowcom płacić 17 proc. podatku od przychodów ponad 300 tys. euro osiągniętych w trakcie roku. Pozostało obniżenie limitu uprawniającego do ryczałtu z 2 mln do 250 tys. euro. Ostateczny kształt zmian zależy teraz od Sejmu, a następnie decyzji prezydenta.
Wyższe progi bez ochrony przed inflacją
Piotr Juszczyk, główny doradca podatkowy inFakt, najbardziej krytycznie ocenia rezygnację z automatycznej waloryzacji progów PIT. Jego zdaniem to właśnie ten mechanizm był najcenniejszym elementem reformy.
– Moim zdaniem to najgorsza decyzja w całym procesie legislacyjnym tej ustawy. Bez automatycznej waloryzacji cała reforma jest leczeniem objawów, a nie choroby – komentuje Juszczyk.
Ekspert wskazuje, że przy zamrożonych progach wzrost nominalnych wynagrodzeń sprawia, iż coraz więcej osób płaci wyższą stawkę PIT. Nawet podwyżka rekompensująca wzrost cen może oznaczać większe obciążenie podatkiem.
W swoim komentarzu przywołuje skalę tego zjawiska: za 2022 r. próg 120 tys. zł przekroczyło nieco ponad 700 tys. podatników, za 2024 r. już około 1,9 mln, a za 2025 r. ponad 2,4 mln. Juszczyk wiąże ten wzrost z inflacją i rosnącymi nominalnie płacami. Bez indeksacji kolejne podniesienie progów znów będzie zależało od decyzji politycznej.
Więcej wpisów o zmianach w podatkach
Ryczałtowcy unikną stawki 17 proc., ale limit nadal spada
Usunięcie dodatkowej stawki ryczałtu Juszczyk ocenia pozytywnie. Przepis zakładał, że po przekroczeniu 300 tys. euro przychodu w trakcie roku nadwyżka będzie opodatkowana stawką 17 proc., także w działalnościach objętych znacznie niższymi stawkami.
– Zniesienie stawki 17 proc. chwalę i uważam za słuszne. To był mechanizm oderwany od logiki całego systemu: podatek naliczany od przychodu, a nie od dochodu, i to skokowo, w trakcie roku – wskazuje doradca podatkowy.
Jak wyjaśnia, dla firmy budowlanej rozliczającej się stawką 5,5 proc. czy handlowej płacącej 3 proc. oznaczałoby to gwałtowny wzrost podatku od części obrotu. Szczególnie dotkliwy byłby on przy niskiej marży, bo wysokość podatku nie zależałaby od faktycznego zysku.
Zdaniem Juszczyka poprawka nie rozwiązuje jednak głównego problemu. Limit przychodów uprawniający do wyboru ryczałtu nadal ma spaść o 87,5 proc. Według szacunków Ministerstwa Finansów przywołanych przez eksperta prawo do tej formy opodatkowania straci około 43 tys. przedsiębiorców.
– Usunięto mechanizm dodatkowy, zostawiając nienaruszony ten główny – ocenia Juszczyk.
Znaczenie ma tu rozróżnienie dwóch limitów. O prawie do ryczałtu decydują przychody z poprzedniego roku. Skreślona stawka 17 proc. miała natomiast dotyczyć przekroczenia 300 tys. euro już w roku rozliczanym ryczałtem. Rezygnacja z niej pomoże więc firmom, które zachowają prawo do ryczałtu, a następnie zwiększą obroty. Nie przywróci tego prawa przedsiębiorcom wykluczonym przez niższy limit.
Do 3600 zł oszczędności na samej skali PIT
Zmiana progów nadal ma przynieść oszczędności osobom rozliczającym się według skali. Maksymalna korzyść z samej zmiany skali wyniesie 3600 zł rocznie, czyli średnio 300 zł miesięcznie. Osiągnie ją podatnik z roczną podstawą opodatkowania wynoszącą co najmniej 150 tys. zł.
Juszczyk zwraca uwagę, że dalszy wzrost dochodu nie zwiększa już tej korzyści.
– Osoba z dochodem 150 tys. zł dostaje dokładnie tyle samo, co milioner – 3 600 zł rocznie – wskazuje ekspert.
To porównanie dotyczy jednak wyłącznie skali PIT. W pakiecie pozostaje również podwyżka daniny solidarnościowej z 4 do 5 proc. od podstawy przekraczającej 1 mln zł. Dla osób nią objętych końcowy bilans reformy będzie więc inny. Z kolei powrót wyższego CIT Juszczyk uznaje za zrozumiały z punktu widzenia finansowania obniżki PIT – podatek od największych firm miał być głównym źródłem pokrycia jej kosztów.
Firmom może zostać tylko grudzień na przygotowania
Najbliższe posiedzenie Sejmu zaplanowano na 5 i 6 listopada. Posłowie muszą jeszcze rozpatrzyć senackie poprawki. Tymczasem planowany termin wejścia nowych przepisów w życie to 1 stycznia 2027 r.
Juszczyk ostrzega, że późne zakończenie prac zostawi niewiele czasu działom kadr i płac, biurom rachunkowym, dostawcom oprogramowania oraz samym przedsiębiorcom. Trzeba będzie dostosować systemy naliczania wynagrodzeń, a część firm czeka wybór innej formy opodatkowania.
– Dobre prawo podatkowe daje na to kilka miesięcy, a nie kilka tygodni – podkreśla.
Ekspert przypomina też o wynikającym z orzecznictwa Trybunału Konstytucyjnego wymogu odpowiedniego wyprzedzenia przy ogłaszaniu niekorzystnych zmian w podatkach dochodowych. Wskazuje na 30 listopada jako istotną granicę dla przepisów mających obowiązywać od nowego roku. Jeśli proces się przeciągnie, obok problemów z przygotowaniem rozliczeń mogą pojawić się również wątpliwości dotyczące prawidłowości wprowadzania zmian.
Szef redakcji Bizblog.pl. W mediach od 30 lat. Pisze o małym biznesie, podatkach i finansach osobistych. Do Spidersweb.pl przeszedł z Wirtualnej Polski, gdzie najpierw był szefem wydawców Money.pl, a potem zastępcą redaktora naczelnego. Pierwszą posadę w mediach dostał w „Gazecie Wyborczej”, pracował w „Pulsie Biznesu”, „Życiu”, miesięczniku „Pieniądz”, „Businessman Magazine”, Miesięczniku Finansowym „BANK”. W tym ostatnim był redaktorem prowadzącym kilku edycji prestiżowych raportów „Największe banki w Polsce“ oraz „IT@BANK”.