REKLAMA

Rząd wcale nie obniża wam podatków. Tysiące Polaków stracą na tych zmianach

Rząd zapowiedział duże przemeblowanie podatków od 2027 r. Pracownicy wpadający dziś w drugi próg PIT mają zapłacić mniej, ale rachunek za tę ulgę zostanie rozłożony na największe firmy, najlepiej zarabiających i część przedsiębiorców na ryczałcie. Piotr Juszczyk, główny doradca podatkowy inFakt, policzył, ile można zyskać i kto poniesie największe koszty.

nowy próg pit

Najważniejsza zmiana dotyczy skali podatkowej. Obecnie dochód do 120 tys. zł rocznie jest opodatkowany stawką 12 proc., a nadwyżka ponad tę kwotę – 32 proc. Od 2027 r. mają pojawić się trzy poziomy:

  • do 130 tys. zł dochodu – 12 proc.,
  • od 130 do 150 tys. zł – 24 proc.,
  • powyżej 150 tys. zł – 32 proc.

To na razie zapowiedź. Ostateczne zasady będzie można ocenić po przedstawieniu projektu ustawy i rządowej oceny skutków regulacji.

Koniec z gwałtownym skokiem z 12 do 32 proc.

Dzisiaj przekroczenie drugiego progu oznacza, że każda kolejna złotówka dochodu ponad 120 tys. zł jest objęta stawką 32 proc. Nowa stawka 24 proc. ma ten skok złagodzić.

Wielokrotnie krytykowałem obecną skalę za brutalny skok stawki z 12 od razu na 32 proc. Podatnik po przekroczeniu progu oddaje fiskusowi z każdej dodatkowej złotówki niemal trzy razy więcej. Stawka pośrednia 24 proc. to miękkie lądowanie: zamiast jednego stromego schodka mamy dwa niższe – wskazuje Piotr Juszczyk, główny doradca podatkowy inFakt.

Zmiana ma też częściowo naprawić problem zamrożonego progu. Granica 120 tys. zł obowiązuje od 2022 r., choć od tego czasu pensje mocno wzrosły. Według Juszczyka drugi próg przekroczyło już ponad 2,4 mln podatników, a tylko w ostatnim roku grupa ta zwiększyła się o około pół miliona osób.

Więcej w Bizblog Spider's Web o podatkach:

Ile konkretnie zyska pracownik

Tu trzeba uważać na jedną rzecz: progi dotyczą dochodu, a nie pensji brutto. Przy pracowniku etatowym od wynagrodzenia odejmowane są wcześniej m.in. składki ZUS i koszty uzyskania przychodu. Dlatego pierwsze korzyści z nowej skali mają być widoczne przy pensji w okolicach 12 tys. zł brutto miesięcznie.

Z wyliczeń Juszczyka wynika, że przy 10-11 tys. zł brutto miesięcznie zmiana nie przyniesie korzyści. Przy 12 tys. zł brutto będzie to średnio około 21 zł miesięcznie, czyli 252 zł rocznie. Przy 13 tys. zł brutto zysk rośnie do około 177 zł miesięcznie i 2129 zł rocznie. Przy 14 tys. zł brutto będzie to około 246 zł miesięcznie, czyli 2957 zł w skali roku. Pełną korzyść osiągnie pracownik zarabiający około 14,8 tys. zł brutto miesięcznie lub więcej.

Wtedy oszczędność wyniesie maksymalnie około 300 zł miesięcznie, czyli 3600 zł rocznie. I co ważne – tyle samo zyska osoba zarabiająca 15 tys. zł, jak i 25 czy 50 tys. zł brutto miesięcznie.

3,5 mln osób nie dostanie po 3600 zł

Rząd zapowiada, że ze zmian może skorzystać około 3,5 mln podatników. Proste pomnożenie tej liczby przez maksymalne 3600 zł dawałoby ponad 12 mld zł kosztu dla budżetu. Taki rachunek byłby jednak błędny. Pełną ulgę osiągną dopiero osoby z dochodem co najmniej 150 tys. zł rocznie. Przy dochodzie 125 tys. zł korzyść wyniesie około 1000 zł rocznie, przy 130 tys. zł – 2000 zł, a przy 140 tys. zł – 2800 zł.

Juszczyk zakłada, że duża część podatników znajduje się dziś stosunkowo blisko obecnego progu 120 tys. zł, a nie powyżej 150 tys. zł.

Dlatego średnią korzyść szacuje na około 1700–2300 zł rocznie, a łączny koszt zmiany skali PIT na 6–8 mld zł rocznie. To szacunek eksperta, nie oficjalne wyliczenie Ministerstwa Finansów.

Skoro jedni zapłacą mniej, inni zapłacą więcej

Zmiana PIT jest tylko częścią całego pakietu. Równolegle rząd zapowiedział podwyższenie innych podatków. CIT dla firm z przychodami powyżej 50 mln euro rocznie oraz podatkowych grup kapitałowych ma wzrosnąć z 19 do 22 proc. Danina solidarnościowa ma zwiększyć się z 4 do 5 proc., a limit przychodów pozwalający korzystać z ryczałtu ma spaść z 2 mln do 250 tys. euro.

Ta konferencja to nie była obniżka podatków, tylko ich przemeblowanie – podkreśla Piotr Juszczyk.

Według jego wstępnych szacunków wyższy CIT może dać budżetowi dodatkowo około 4-6 mld zł rocznie, podwyższenie daniny solidarnościowej około 600 mln zł, a ograniczenie ryczałtu kolejne 1-2 mld zł.

Łącznie oznaczałoby to wpływy porównywalne, a być może nieco wyższe od kosztu zmian w PIT.

Juszczyk zastrzega jednak, że są to na razie szacunki rzędu wielkości. Dokładniej będzie można liczyć dopiero po opublikowaniu projektu ustawy i oficjalnej oceny skutków regulacji.

Duże firmy: CIT rośnie z 19 do 22 proc.

Podwyżka CIT ma objąć firmy z rocznymi przychodami przekraczającymi 50 mln euro, czyli około 200 mln zł, oraz podatkowe grupy kapitałowe. Według Juszczyka chodzi o stosunkowo niewielką grupę kilku tysięcy największych przedsiębiorstw, ale odpowiadają one za znaczną część wpływów z CIT. Stąd jego szacunek dodatkowych 4-6 mld zł rocznie.

Firma osiągająca przychód tuż poniżej wyznaczonego limitu pozostałaby przy stawce 19 proc., a po jego przekroczeniu miałaby płacić 22 proc. CIT. Juszczyk zwraca również uwagę, że część dodatkowego kosztu duże przedsiębiorstwa mogą próbować przenieść na klientów poprzez ceny.

Danina solidarnościowa wzrośnie do 5 proc.

Dziś osoby osiągające dochody ponad 1 mln zł rocznie płacą dodatkowo 4 proc. daniny solidarnościowej od nadwyżki ponad tę kwotę. Od 2027 r. stawka ma wzrosnąć do 5 proc. Daninę płaci niespełna 40 tys. podatników, a obecne wpływy wynoszą około 2,4 mld zł rocznie. Podniesienie stawki z 4 do 5 proc. oznaczałoby więc w przybliżeniu dodatkowe 600 mln zł wpływów.

Równolegle daniną mają zostać objęte także dochody z IP Box, co dodatkowo poszerzy grupę dochodów uwzględnianych przy jej naliczaniu.

Największa zmiana dla przedsiębiorców: dużo niższy limit ryczałtu

Najbardziej radykalnie zmienić mają się zasady ryczałtu od przychodów ewidencjonowanych. Obecny limit wynosi 2 mln euro rocznych przychodów, czyli około 8,5 mln zł. Rząd chce obniżyć go do 250 tys. euro, czyli około 1,1 mln zł. To cięcie o blisko 90 proc.

Przedsiębiorca, który przekroczy nowy limit, będzie musiał przejść na skalę podatkową albo podatek liniowy. W praktyce oznacza to nie tylko zmianę sposobu liczenia podatku, ale również inne zasady naliczania składki zdrowotnej oraz konieczność ponownego rozliczania kosztów działalności.

I właśnie tu najważniejsze jest rozróżnienie przychodu od dochodu. Firma może mieć 1,5 mln zł przychodu, ale to nie znaczy, że jej właściciel zarobił 1,5 mln zł.

Handlowiec na stawce 3 proc. z przychodem 1,5 mln zł i marżą 10 proc. zarabia realnie ok. 150 tys. zł rocznie – to nie jest milioner, a z ryczałtu wyleci – tłumaczy Piotr Juszczyk.

Najbardziej odczują to więc firmy o wysokim obrocie i stosunkowo niskiej marży, np. część handlowców.

Paradoksalnie specjaliści świadczący usługi i osiągający wysokie dochody, ale mieszczący się z przychodem poniżej nowego limitu, nadal będą mogli korzystać z ryczałtu.

Przedsiębiorcy powinni patrzeć już na przychody z 2026 r.

To ważne praktycznie. Jeśli nowe przepisy zaczną obowiązywać od 2027 r., o możliwości korzystania z ryczałtu może decydować wysokość przychodów osiągniętych już w 2026 r.

Dlatego Juszczyk radzi przedsiębiorcom z przychodami zbliżającymi się do około miliona złotych, aby wcześniej policzyli, co stanie się po utracie prawa do ryczałtu.

Do porównania będą przede wszystkim skala podatkowa i podatek liniowy, a różnice – zależnie od rodzaju działalności, kosztów i składki zdrowotnej – mogą wynieść nawet dziesiątki tysięcy złotych rocznie.

Jest jeszcze jeden problem: progi nadal nie będą waloryzowane automatycznie

Nowa skala łagodzi obecny problem, ale go nie usuwa. Jeśli progi pozostaną na stałe na poziomach 130 i 150 tys. zł, a wynagrodzenia nadal będą rosły, z czasem coraz więcej podatników ponownie zacznie wpadać w wyższe stawki.

Wciąż brakuje mechanizmu corocznej waloryzacji progów: bez niego inflacja dalej będzie po cichu wpychać podatników w wyższe stawki i za kilka lat wrócimy do tej samej dyskusji, tylko z wyższymi liczbami – podkreśla Piotr Juszczyk.

Fot. PawelKacperek/Shutterstock

Arek Braumberger
Redaktor

Szef redakcji Bizblog.pl. W mediach od 30 lat. Pisze o małym biznesie, podatkach i finansach osobistych. Do Spidersweb.pl przeszedł z Wirtualnej Polski, gdzie najpierw był szefem wydawców Money.pl, a potem zastępcą redaktora naczelnego. Pierwszą posadę w mediach dostał w „Gazecie Wyborczej”, pracował w „Pulsie Biznesu”, „Życiu”, miesięczniku „Pieniądz”, „Businessman Magazine”, Miesięczniku Finansowym „BANK”. W tym ostatnim był redaktorem prowadzącym kilku edycji prestiżowych raportów „Największe banki w Polsce“ oraz „IT@BANK”.