REKLAMA

Rząd mówi Polakom: wracajcie do kraju. Szkoda, że nie mówi im, co ich tu czeka

Od kilku lat politycy snują nową opowieść o emigracji. Polacy już nie tylko wyjeżdżają, ale coraz częściej wracają. Bardzo chciałbym w tę historię uwierzyć bez zastrzeżeń, bo dla Polski to świetna wiadomość. Jednak po przeczytaniu najnowszego raportu Warsaw Enterprise Institute nasunęła mi się niemiła myśl. Wygląda to bowiem tak, jakbyśmy chcieli ich zwabić w pułapkę. Państwo mówi: wracajcie, wracajcie, a jak już wrócą, zostawiamy ich samym sobie. W starciu z bezdusznymi i absurdalnymi zagrywkami systemu są bez szans.

Młodzi Polacy szykują się do masowej emigracji?

Przez lata sytuacja była prosta. Polska się rozwijała, ale najlepsi i najbardziej przedsiębiorczy pakowali walizki i wyjeżdżali na Zachód. Wyższe pensje, większe możliwości, lepsze perspektywy. Dzisiaj politycy chętnie się chwalą powrotami. Bardzo chciałbym, żeby to była historia z happy endem. Trudno bowiem wymyślić dla Polski lepszy scenariusz niż powrót ludzi, którzy wyjechali jako dwudziesto- czy trzydziestolatkowie, a wracają po kilkunastu latach z doświadczeniem, językami, pieniędzmi, kontaktami i wiedzą o tym, jak pracuje się i prowadzi biznes w innych krajach.

Poprzedni rząd w ramach Polskiego Ładu wprowadził ulgę na powrót. Obecny ją utrzymał. Strategia Migracyjna Polski na lata 2025-2030 również przewiduje działania mające zwiększać skalę powrotów. Przynajmniej co do celu panuje zgoda.

Otwieram jednak raport Warsaw Enterprise Institute „Wielki zwrot – kto wraca do domu, dlaczego właśnie teraz i co Polska musi zrobić, by ich zatrzymać?”. Po oczach bije mnie zdanie, które psuje mi ten piękny obrazek.

W rezultacie Polska pod pewnymi względami opracowała bardziej spójne ścieżki administracyjne dla przybywających pracowników zagranicznych niż dla własnych obywateli powracających do kraju – wskazuje Fatima Zahra Znioi, autorka raportu WEI.

Polaku, wracaj, i radź sobie sam

Przez dwie dekady martwiliśmy się, że Polacy wyjeżdżają. Potem zaczynamy ich zachęcać do powrotu. Dajemy ulgę podatkową, wpisujemy powroty do strategii migracyjnej, opowiadamy o kurczącej się różnicy między Polską a Zachodem.

Kiedy ktoś rzeczywiście pakuje rodzinę, kończy przygodę w Wielkiej Brytanii albo Niemczech i wraca do Polski, zaczyna odkrywać, że za hasłem „wracaj” niekoniecznie stoi prosta instrukcja, co właściwie powinien teraz zrobić. Podatki, ZUS, szkoła dla dzieci, ubezpieczenie społeczne, uznanie kwalifikacji, dokumenty... Ktoś, kogo złotouści politycy zwabili do Polski, wpada w pułapkę. Musi bowiem to wszystko załatwić sobie sam.

Raport WEI opisuje problem bardzo jasno.

Polska polityka migracji powrotnej opierała się dotychczas przede wszystkim na kampaniach informacyjnych i zachętach finansowych, a nie na jasnych, skutecznych i przejrzystych procedurach administracyjnych – zauważa autorka raportu.

41 tys. zł ulgi potrafimy dać. Jednej ścieżki powrotu już nie

Żeby było jasne: Ulga na Powrót nie jest fikcją. W 2024 r. skorzystało z niej 25,1 tys. osób. W 2022 r., gdy rozwiązanie zaczęło działać, było ich 8,3 tys. Raport wylicza, że przy 12-proc. stawce PIT korzyść może sięgnąć około 41 tys. zł w ciągu czterech lat. To są konkretne pieniądze. I dlatego ten kontrast jest tak zabawny.

Państwo jest w stanie stworzyć mechanizm podatkowy, policzyć limit, określić okres korzystania z niego i wpisać wszystko do ustawy. Jednak człowiek wracający po dziesięciu latach do Polski nadal nie dostaje jednej prostej ścieżki: co robię najpierw, co potem, gdzie idę, jakie dokumenty przygotowuję i ile powinno to potrwać.

To naprawdę nie jest wielka filozofia ani wielka rewolucja w systemie. Jeżeli ktoś mieszkał kilkanaście lat w Londynie, wraca z żoną i dwójką dzieci, to chciałby, żeby państwo potrafiło mu powiedzieć: tu załatwiasz podatki, tu ubezpieczenie, tutaj szkołę, tutaj potwierdzasz kwalifikacje zawodowe. I koniec.

A jeśli urząd potrzebuje informacji, którą ma inny urząd, to mam nawet rewolucyjny pomysł: może niech urzędy zaczną się ze sobą kontaktować?

Nie potrzebuję kolejnego urzędu do spraw powrotów

Na szczęście WEI nie proponuje tworzenia następnej państwowej instytucji. I za to ten raport szczególnie doceniam. Autorzy wskazują, że procedury powinny zostać po prostu wbudowane w instytucje, które już istnieją.

Celem powinno być stworzenie jasnej i przewidywalnej ścieżki powrotu, a nie tworzenie nowych struktur administracyjnych – czytam w rekomendacjach raportu.

Dokładnie. Nie potrzebujemy Ministerstwa Powrotów, kolejnego pełnomocnika rządu ani kampanii z rodziną ciągnącą walizki przez halę lotniska i hasłem „Dobrze być w domu”. Niech państwo w końcu zacznie działać.

Ludzie nie wracają z pustymi rękami

Raport pokazuje, że powracający emigranci są dla polskiej gospodarki wyjątkowo cenni. Nie chodzi tylko o to, że zwiększają liczbę osób pracujących. Wielu z nich wyjechało jako młodzi ludzie, a wraca po kilkunastu latach funkcjonowania na zachodnich rynkach pracy. Przywożą znajomość języków, doświadczenie zawodowe, kontakty oraz sposoby organizowania pracy, których nauczyli się w innych krajach. Raport przywołuje badania pokazujące transfer tzw. ukrytych umiejętności: standardów jakości, sposobów zarządzania, komunikacji międzykulturowej i praktyk zawodowych.

Więcej wpisów o emigracji

Dostać możemy za free dokładnie to, na czego brak przez lata narzekaliśmy. I co robimy?

WEI przywołuje badania Centrum Badań nad Migracjami UW, według których polscy pracodawcy nie zawsze doceniają doświadczenie zdobyte za granicą, a uciążliwe procedury uznawania kwalifikacji mogą powodować, że wysoko wykwalifikowany człowiek po powrocie zalicza zawodowy zjazd. W analizie ICMPD nazwano to bardzo dosadnie: „marnotrawstwem mózgów”.

Ta sytuacja to dramat. Najpierw histeryzujemy i krzyczymy o drenażu mózgów. Potem mózgi wracają, a my wyrzucamy je na śmietnik.

Najłatwiej policzyć, ilu wróciło. Ja chciałbym wiedzieć, ilu zostało

Jest jeszcze jedna pułapka rządowych statystyk. Politycy biją nas po oczach liczbą powrotów. Z punktu widzenia gospodarki znacznie ważniejsze jest pytanie, które pojawia się później. Czy ten człowiek został?

Raport przypomina historyczne badania Fihela i Górnego. Wynikało z nich, że 28 proc. powracających w analizowanym okresie ponownie wyemigrowało. W przypadku osób wracających w latach 1989-1990 aż 42 proc. ponownie opuściło Polskę w ciągu roku. Nie zamierzam przekonywać, że te liczby opisują dzisiejszą Polskę. Tamten kraj, tamten rynek pracy i tamta emigracja były zupełnie inne. Mechanizm jednak wydaje mi się nadal aktualny.

Człowiek, który raz zdecydował się wyjechać za granicę, ma jedną ogromną przewagę nad kimś, kto nigdy tego nie zrobił. Wie, że można. Zna język. Ma kontakty. Nadal ma znajomych i byłych pracodawców, od których usłyszał, że jak zechce wrócić, to zawsze coś dla niego się znajdzie. Jeżeli po powrocie do Polski coś pójdzie bardzo źle, spakowanie walizki drugi raz może być znacznie łatwiejsze niż pierwszy.

Dlatego politykom nie gratuluję sukcesu

Liczba osób przebywających tymczasowo za granicą spadła według danych przytoczonych w raporcie z około 2,5 mln w szczytowym 2017 r. do 1,499 mln pod koniec 2024 r. WEI uczciwie zastrzega, że nie oznacza to automatycznie miliona powrotów. Polska nie prowadzi bowiem pełnej statystyki migracji powrotnej jako osobnej kategorii. Ale trend jest interesujący. Być może naprawdę zaczyna się coś dużego.

I właśnie dlatego zamiast triumfalnie ogłaszać, że Polacy wracają, wolałbym, żebyś ktoś wykonał tę mniej efektowną część roboty i sprawił, żeby nie chcieli ponownie wyjechać.

Wyższe wynagrodzenia mają znaczenie, ale równie ważne jest zaufanie do instytucji – wskazuje Fatima Zahra Znioi.

Tyle w temacie.

Arek Braumberger
Redaktor

Szef redakcji Bizblog.pl. W mediach od 30 lat. Pisze o małym biznesie, podatkach i finansach osobistych. Do Spidersweb.pl przeszedł z Wirtualnej Polski, gdzie najpierw był szefem wydawców Money.pl, a potem zastępcą redaktora naczelnego. Pierwszą posadę w mediach dostał w „Gazecie Wyborczej”, pracował w „Pulsie Biznesu”, „Życiu”, miesięczniku „Pieniądz”, „Businessman Magazine”, Miesięczniku Finansowym „BANK”. W tym ostatnim był redaktorem prowadzącym kilku edycji prestiżowych raportów „Największe banki w Polsce“ oraz „IT@BANK”.