Prezydent chce ściąć ceny paliw o 2,60 zł. Analitycy ostrzegają
O 1,70-2,60 zł na litrze miałyby spaść ceny paliw po wprowadzeniu rozwiązań proponowanych przez Kancelarię Prezydenta. Najważniejszym z nich ma być ustawowe ograniczenie marż rafineryjnych, importowych i hurtowych. Dla kierowców brzmi znakomicie, ale analitycy Equity Research Trigon zwracają uwagę na drugą stronę medalu.

Kancelaria Prezydenta przedstawiła 17 września inicjatywę nazwaną „Paliwo Kosztuje Normalnie”. Zapowiedziano, że kompletny projekt ustawy trafi do Sejmu do końca tygodnia. Oficjalna strona prezydenta nadal opisuje przedsięwzięcie jako inicjatywę i zapowiedź projektu. W dostępnych w sobotę 19 września materiałach nie znalazłem potwierdzenia formalnego wniesienia do Sejmu.
Plan składa się z trzech zasadniczych elementów:
- sprzedaż detaliczna paliw miałaby zostać zwolniona z podatku od sprzedaży detalicznej do 31 marca 2027 r.,
- minister finansów odzyskałby możliwość elastycznego obniżania akcyzy,
- wprowadzony zostałby limit marż rafineryjnych, importowych i hurtowych.
Takie założenia oficjalnie przedstawiła Kancelaria Prezydenta.
Nawet 2,60 zł mniej na litrze
Z punktu widzenia kierowców najważniejszy jest oczywiście ostatni punkt. Minister Karol Rabenda mówił podczas prezentacji projektu, że przy obecnych warunkach rynkowych marża wynosi około 2,35–2,50 zł na litrze.
Jeśli zostanie zamrożona na poziomie kilkudziesięciu groszy, cena na stacjach spadnie natychmiast o 1,70 zł do 2,60 zł na litrze – mówił Karol Rabenda, minister w Kancelarii Prezydenta.
To potężna różnica. Przy 50-litrowym tankowaniu oznaczałaby teoretycznie oszczędność od 85 do 130 zł.
Problem w tym, że wyliczenia Kancelarii Prezydenta i analityków rynku bardzo mocno różnią się w odpowiedzi na pytanie, ile właściwie wynosi dzisiaj marża przypadająca na litr paliwa.
Equity Research Trigon szacuje, że przy obecnej marży rafineryjnej na poziomie około 40 dol. za baryłkę jej komponent w cenie diesla to około 1 zł netto na litrze. Dla porównania Unimot na początku września szacował go na około 1,70 zł przy marży rafineryjnej wynoszącej około 60 dol. za baryłkę.
Analitycy zwracają uwagę, że podawane przez Kancelarię Prezydenta 2,35-2,50 zł najprawdopodobniej wynika z zastosowania szerszej definicji marży. To ważne, bo od sposobu jej liczenia zależy przecież, o ile faktycznie można byłoby obniżyć ceny przy dystrybutorach.
Trigon: dla Orlenu byłoby to negatywne
Equity Research Trigon ocenia propozycję jako negatywną dla Orlenu w okresach nadzwyczajnie wysokich marż. Mechanizm działałby bowiem tylko w jedną stronę: ograniczałby możliwość zwiększania zysków w okresie bardzo dobrej koniunktury, ale nie gwarantowałby koncernowi analogicznego wsparcia, gdy marże mocno spadną.
Analitycy przeprowadzili też ciekawą symulację. Gdyby marża została ograniczona do zaledwie 30 gr na litrze, odpowiadałoby to – według ich szacunków – marży rafineryjnej na poziomie około 13 dol. za baryłkę. Dzisiaj wynosi ona około 40 dol.
Kluczowy pozostaje sposób kalkulacji marży oraz poziom limitu określony w rozporządzeniu – zaznacza Michał Kozak, analityk Equity Research Trigon.
To bardzo ważne zastrzeżenie. Sam zapis o „ograniczeniu marży” jeszcze niewiele mówi. Wszystko zależy od tego, co ustawodawca uzna za marżę, jakie koszty będzie można w niej uwzględnić i na jakim poziomie zostanie ustawiony limit.
Więcej o cenach paliw
Jest jeszcze problem z importem
I teraz najciekawsze. Limit miałby obejmować nie tylko Orlen i marżę rafineryjną, ale również marże importowe i hurtowe. Trigon ocenia, że dla Unimotu taki mechanizm również byłby potencjalnie negatywny.
Nie chodzi jednak wyłącznie o zyski spółek. Polska właśnie przekonuje się, jak ważna jest możliwość szybkiego kupowania ropy i paliw za granicą. Problemy z saudyjską infrastrukturą sprawiły, że część surowca trzeba zastępować droższymi baryłkami kupowanymi na rynku spot. Rynek fizyczny ropy jest obecnie wyjątkowo napięty, a ropa dostępna od ręki kosztuje znacznie więcej niż wynikałoby to z samych notowań kontraktów terminowych.
Trigon zwraca uwagę, że jeżeli państwo ustali dopuszczalną marżę importera zbyt nisko, sprowadzenie droższego paliwa może po prostu przestać się opłacać.
W normalnych warunkach taki problem może być mało widoczny. Znacznie poważniejszy staje się jednak podczas kryzysu podażowego, gdy kraj potrzebuje szybkiego uzupełniania paliw z zagranicy.
Paradoks polega więc na tym, że mechanizm zaprojektowany po to, aby obniżyć ceny na stacjach, musiałby zostać skonstruowany tak, żeby jednocześnie nie blokował importu wtedy, gdy światowe ceny gwałtownie rosną.
Prezydent i rząd chcą osiągnąć ten sam cel inaczej
Prezydencka propozycja jest też elementem sporu o to, co zrobić z nadzwyczajnymi zyskami firm paliwowych. Rząd forsuje podatek od nadzwyczajnych zysków ze sprzedaży paliw. Wpływy z wcześniejszej wersji rozwiązania szacowano na około 4 mld zł. Prezydent skierował ją do Trybunału Konstytucyjnego, ale w Sejmie ponownie są procedowane jest rozwiązanie dotyczące dodatkowego opodatkowania branży paliwowej.
Różnica w podejściu jest zasadnicza. W rozwiązaniu rządowym część nadzwyczajnych zysków firm trafiałaby do budżetu państwa. Kancelaria Prezydenta proponuje natomiast ograniczenie samych marż, tak aby – według jej założeń – efekt był bezpośrednio widoczny w cenach na stacjach.
Na razie żadne z tych rozwiązań nie daje jednak kierowcom gwarancji tańszego tankowania. Dopóki nie poznamy ostatecznej treści prezydenckiej ustawy, a przede wszystkim sposobu naliczania i wysokości limitu marż, zapowiadane 1,70-2,60 zł mniej na litrze należy więc traktować jako szacunek Kancelarii Prezydenta, a nie cenę, którą kierowcy rzeczywiście zobaczą na pylonach stacji.
Fot. Adam Bartosik / Shutterstock
Szef redakcji Bizblog.pl. W mediach od 30 lat. Pisze o małym biznesie, podatkach i finansach osobistych. Do Spidersweb.pl przeszedł z Wirtualnej Polski, gdzie najpierw był szefem wydawców Money.pl, a potem zastępcą redaktora naczelnego. Pierwszą posadę w mediach dostał w „Gazecie Wyborczej”, pracował w „Pulsie Biznesu”, „Życiu”, miesięczniku „Pieniądz”, „Businessman Magazine”, Miesięczniku Finansowym „BANK”. W tym ostatnim był redaktorem prowadzącym kilku edycji prestiżowych raportów „Największe banki w Polsce“ oraz „IT@BANK”.