REKLAMA
  1. bizblog
  2. Podatki
  3. Felieton

Rząd znowu to zrobił. W Polsce już chyba inaczej się nie da, bo mentalnie tkwimy w putinowskiej Rosji

Tworzenie wizerunku partii dbającej o lud to jedno, a czyny to zupełnie co innego. Nie pierwszy raz. Czy ktoś jeszcze pamięta, jak kilka lat temu partia Jarosława Kaczyńskiego obniżyła podatki Polakom? Tym zarabiającym mało i średnio o 1 pkt. proc., tym zarabiającym ponadprzeciętnie - o 8 pkt proc. Polska to zresztą dziwny kraj, bo tymi, którzy doprowadzili do największych nierówności dochodowych było SLD - to ono wprowadziło podatek liniowy, który progresji podatkowej szkodzi najbardziej. U nas po prostu najwyraźniej nie da się myśleć się jak w rozwiniętych krajach, mentalnie jesteśmy nadal Rosją, przynajmniej, jeśli chodzi o podatki.

30.03.2022
7:04
PiS znowu to zrobił. W Polsce już chyba inaczej się nie da, bo mentalnie tkwimy w putinowskiej Rosji
REKLAMA

Wojciech Paczos, makroekonomista z Cardiff University i Polskiej Akademii Nauk, współzałożyciel grupy Dobrobyt na Pokolenia bardzo zgrabnie podsumował najnowsze pomysły podatkowe PiS, które de facto zaorały Polski Ład: to 3x12 proc.:

REKLAMA
  • 12 proc. PIT
  • 12 proc. inflacja, którą ten obniżony PiT jeszcze podsyci
  • 12 proc. stopa referencyjna NBP, żeby to jakoś próbować ogarnąć

Nie będzie łatwo. Prezent polegający na obniżce podatków dla wszystkich Polaków to de facto kukułcze jajo podrzucone NBP, który teraz będzie musiał się ostro napocić, żeby ratować nas przed inflacją i może nam w efekcie zaserwować bardzo wysokie raty kredytów. A i tak nie ma gwarancji, że mu to wyjdzie.

Ale ja nie o tym. Napisałam, że prezent PiS polega na obniżce podatków dla wszystkich Polaków. Ale temu warto się bliżej przyjrzeć, bo obniżka ta wcale nie będzie taka sama dla wszystkich, choć z pozoru tak właśnie wygląda. 

PIT: kto dostanie w prezencie 4500 zł?

Otóż na obniżeniu stawki PIT z 17 do 12 proc. najwięcej zyskają wcale nie ci, których najbardziej trzeba ratować przed skutkami wysokiej inflacji (a taki według narracji PiS jest cel), ale ci najmniej potrzebujący ratunku - średnio i dużo zarabiający.

Wiceminister finansów Artur Soboń twierdzi, że maksymalna korzyść, jaką odniosą podatnicy dzięki obniżce pierwszej stawki podatkowej może wynieść nawet 4500 zł rocznie. Tylko że…

Po pierwsze, najmniej zarabiający nie zobaczą z tego ani grosza, bo ktoś, kto zarabia do 30 tys. zł rocznie i tak zwolniony jest z podatku, a w przypadku małżeństw to 60 tys. zł rocznie, bo kwota wolna liczy się podwójnie.

Środek, czyli ci, którzy wcześniej najwięcej korzystali na uldze dla klasy średniej, czyli zarabiający 8 549 zł miesięcznie, dzięki obniżce PiT zyskają tylko 500 zł rocznie – wyliczała niedawno firma audytorsko-doradcza Grant Thornton.

Tymi, którzy rzeczywiście zyskają 4500 zł rocznie, są zarabiający w okolicach drugiego progu podatkowego, czyli po odliczeniu składek ok. 120 tys. zł rocznie. To oni dostają od PiS właśnie największy prezent.

To dlatego piszę, że ostatnie propozycje zmian podatkowych zaorały Polski Ład, ten bowiem miał polegać na przywróceniu sprawiedliwości podatkowej i zwiększeniu progresji, czyli podniesieniu podatków dla najlepiej zarabiających i ich obniżeniu dla osób o najniższych dochodach. Ostatnia łata podatkowa ten efekt osłabia i daje trochę biednym i dużo bogatym.

W zasadzie bardzo dużo. Pierwsza wersja Polskiego Ładu miała kosztować budżet ok 5 mld zł, ostatnia będzie kosztować ok 31 mld zł – wylicza Michał Myck, dyrektor Centrum Analiz Ekonomicznych CenEA. Z tego 15 mld zł to właśnie obniżka PIT z 17 do 12 proc., na której zyskają przede wszystkim najlepiej zarabiający.

Ale czy powinniśmy się dziwić? PiS pięknie zbudował sobie wizerunek partii dbającej o najsłabszych i udaje mu się go utrzymywać mimo, że to nie pierwszy raz, kiedy bogatym daje znacznie więcej niż biednym. W przeszłości też już tak było.

Chcemy być jak Rosja

Zacznijmy od końca. Raport World Inequality Report 2022 przygotowywany przez ekonomistów z Paris School of Economics i przedstawiony kilka miesięcy temu pokazuje, że Polska jest bardziej nierównym ekonomicznie krajem niż dotąd przypuszczali ekonomiści.

10 proc. najbogatszych w Polsce ma 60 proc. majątku, czyli około 10 pkt. proc. więcej, niż mówiły poprzednie oszacowania. Zgodnie z tym byłoby niewiele bardziej nierównych majątkowo krajów niż Polska

– napisał na Twitterze Michał Brzeziński, ekonomista z Uniwersytetu Warszawskiego.

Ale zostawmy majątek i wróćmy do dochodów. Ów raport pokazuje, że 10 proc. najbogatszych Polaków otrzymuje ponad 38 proc. wartości wszystkich wynagrodzeń i świadczeń wypłacanych w ciągu roku - do ich portfeli trafia grubo ponad jedna trzecia wszystkich pensji, o czym pisałam bardziej szczegółowo w styczniu.

Autorzy raportu podkreślają, że wszystko zaczęło się oczywiście w 1990 r., kiedy nastąpił spektakularny wzrost nierówności w Polsce. Wówczas najbiedniejsze 50 proc. uzyskiwało 28 proc. dochodu narodowego. A dziś jest jeszcze gorzej - ma tylko 20 proc. dochodu.

Udział najbogatszych 10 proc. wzrósł z 20 proc. do 38 proc. Wzrost ten jest podobny do tego w innych krajach byłego bloku wschodniego, w tym Rosji, które doświadczyły skrajnego wzrostu nierówności w kontekście serii liberalizacji i polityki prywatyzacyjnej, która faworyzujących przede wszystkim grupy zamożne

– czytamy w raporcie.

Czyja to wina? Wszystkich, w tym kreującego się na obronę najsłabszych PiS i SLD dziś pod szyldem Lewicy.

PiS w 2019 r. obniżył już raz pierwszą stawkę PIT z 18 do 17 proc. Ale warto pamiętać, co zrobił podczas swojej poprzedniej kadencji. Otóż w 2006 r. ograniczył liczbę stawek podatkowych i drugą stawkę podatku obniżył nie o 1 pkt proc., a aż o 8 pkt. proc., a więc w czasie swoich rządów zdecydowanie bardziej łaskawie podatkowo potratował tych najlepiej zarabiających Polaków. I zadał cios progresji podatkowej.

Ta zresztą, zdaniem ekonomisty i polityka, prof. Ryszarda Bugaja, i tak już właściwie nie istniała. I to SLD ją zabił, ustanawiając w 2004 r. podatek liniowy dla tych samozatrudnionych, a Leszek Miller stał się tym samym największy liberałem.

W praktyce (ponieważ samozatrudnionym może zostać prawie każdy – np. zawodowy piłkarz albo prezes dużej spółki) podatek ten płacą prawie wszyscy zamożni podatnicy. Progresja przestaje być cechą polskiego systemu podatkowego

pisał rok temu prof. Ryszard Bugaj.

Do tego swoje trzy grosze dorzuciła po 2008 r. Platforma Obywatelska, upowszechniając umowy cywilnoprawne, pozbawione części składek i podatków - jak w przypadku umowy o dzieło, od której płaci się tylko połowę stawki podatkowej ze względu na 50-procentowe koszty uzyskania przychodu.

Tymczasem większość zachodnich krajów europejskich ma więcej niż dwie stawki podatkowe, a ich systemy są zdecydowanie progresywne. My właśnie od progresji znowu się odwracamy. Jak Rosja, która nierówności zawdzięcza w znacznej mierze podatkowi liniowemu. I PiS najwyraźniej ma ochotę równać do rosyjskiego systemu podatkowego, co kilka dni temu mimochodem przyznał Łukasz Schreiber, poseł PiS i przewodniczący Stałego Komitetu Rady Ministrów.

REKLAMA

Ta droga nie prowadzi do dobrobytu. 

REKLAMA
Najnowsze
Zobacz komentarze
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA