REKLAMA

Kupiła używany rower na OLX i nie zapłaciła podatku. Teraz żałuje, że nie poczekała

Ta sprawa wraca co jakiś czas. Limit zwolnienia z PCC jest tak śmiesznie niski, że wystarczy kupić używany rower za nieco ponad 1000 zł, by od razu podpaść skarbówce. Na szczęście prezydent podpisał ustawę, która trzykrotnie podnosi limit zwolnienia z podatku PCC przy zakupie używanych rzeczy. Zmiana jest korzystna dla kupujących, ale zdaniem ekspertów wcale nie rozwiązuje problemu.

Polacy stawiają na rower przez 365 dni w roku
REKLAMA

Kupujesz używany telefon, rower albo meble od osoby prywatnej? Już wkrótce przy zakupach o wartości do 3 tys. zł nie będziesz musiał płacić podatku od czynności cywilnoprawnych (PCC) ani składać deklaracji PCC-3. Prezydent Karol Nawrocki podpisał 15 października nowelizację podnoszącą dotychczasowy limit z 1 tys. do 3 tys. zł.

REKLAMA

Obowiązujący próg został ustalony w 2001 r. i przez ćwierć wieku nie był aktualizowany. W tym czasie ceny wzrosły o blisko 111 proc., a przeciętne wynagrodzenie o 297 proc. W rezultacie podatek zaczął obejmować zwyczajne zakupy na rynku wtórnym. Ba, wielu kupujących nie ma pojęcia, że zakup używanego sprzętu od osoby prywatnej może oznaczać konieczność wizyty w urzędzie skarbowym, złożenia deklaracji i zapłacenia podatku.

Przepis działał więc w dużej mierze tylko na papierze – zauważa Piotr Juszczyk, główny doradca podatkowy inFakt.

REKLAMA

Podatek PCC od używanych rzeczy. Co się zmieni?

Nowelizacja sprawi, że zakupy używanego smartfona za 2200 zł, roweru za 2500 zł czy kompletu felg za 2800 zł nie będzie już wiązał się z dodatkowymi formalnościami podatkowymi. Dotychczas kupujący musiałby zapłacić odpowiednio 44 zł, 50 zł i 56 zł podatku PCC. Podatek wynosi bowiem 2 proc. wartości rynkowej kupowanej rzeczy. Nowe przepisy zwolnią z tego obowiązku transakcje, w których podstawa opodatkowania nie przekracza 3 tys. zł.

Więcej naszych wpisów o podatku PCC

REKLAMA

Warto pamiętać, że nie jest to kwota wolna od podatku. Jeżeli wartość zakupionej rzeczy przekroczy limit choćby o złotówkę, PCC nalicza się od całej kwoty. Przy zakupie roweru za 3500 zł będzie to więc 70 zł, a samochodu za 10 tys. zł – 200 zł.

Nowe zwolnienie dotyczy przede wszystkim zakupów od osób prywatnych, na przykład za pośrednictwem portali ogłoszeniowych czy grup sprzedażowych w mediach społecznościowych. W przypadku zakupów od firm, gdy transakcja podlega VAT lub korzysta ze zwolnienia z tego podatku, PCC co do zasady nie występuje.

REKLAMA

Zmiany wejdą w życie po upływie 14 dni od ogłoszenia ustawy w Dzienniku Ustaw. Wcześniejsze transakcje będą rozliczane na dotychczasowych zasadach.

Limit PCC wzrośnie, ale problem pozostanie

Choć nowe przepisy ułatwią życie kupującym, Piotr Juszczyk uważa, że ustawodawca nie wykorzystał okazji do przeprowadzenia bardziej zdecydowanej reformy.

REKLAMA

Zmianę oceniam pozytywnie, ale traktuję ją jako krok pragmatyczny, a nie rozwiązanie problemu – ocenia Piotr Juszczyk.

Ekspert zwraca uwagę, że podniesienie limitu nie usuwa największej słabości systemu. Państwo przez 25 lat utrzymywało tę samą kwotę, mimo rosnących cen i wynagrodzeń. Teraz zwiększa ją trzykrotnie, ale nie wprowadza żadnego mechanizmu, który zapobiegałby podobnej sytuacji w przyszłości.

REKLAMA

Ustawa nie wprowadza automatycznej waloryzacji, więc za kilka lat limit znów może rozminąć się z cenami – ostrzega główny doradca podatkowy inFakt.

Trudno odmówić mu racji, przecież już dzisiaj wiele popularnych zakupów na rynku wtórnym przekracza nowo ustalony próg. Dotyczy to choćby smartfonów, komputerów, sprzętu sportowego, wyposażenia mieszkań, o używanych samochodach nie wspominając

REKLAMA

Osoby kupujące takie rzeczy z drugiej ręki nadal będą zobowiązane do rozliczenia PCC, pod warunkiem że transakcja podlega temu podatkowi i nie korzysta z innego zwolnienia.

Fiskus może wydać na pobór podatku niemal tyle, ile sam zarobi

Juszczyk zwraca uwagę na jeszcze jeden problem. Chodzi o ekonomiczny sens pobierania stosunkowo niewielkich kwot podatku od transakcji między osobami prywatnymi. Przy zakupie rzeczy o wartości 3001 zł podatek wyniesie zaledwie 60,02 zł, ale kupujący i tak będzie musiał rozliczyć go z fiskusem. Poświęci swój czas, żeby wypełnić druk PCC-3, znaleźć konto i dokonać wpłaty, potem fiskus będzie musiał obsłużyć deklarację, rozważyć ewentualną kontrolę tudzież dochodzenie niezapłaconego podatku.

REKLAMA

Samo uzasadnienie projektu przyznaje, że przy niskich kwotach koszty rozliczenia i ewentualnego dochodzenia podatku mogą zbliżać się do jego wysokości. Ten argument nie znika przy kwocie 3 001 zł – zauważa Juszczyk.

Trudno się dziwić, że ekspert proponuje radykalne rozwiązanie. Zamiast co pewien czas podnosić limit, państwo mogłoby znacząco ograniczyć zakres pobierania PCC od prywatnych transakcji.

REKLAMA

W dłuższej perspektywie rozważyłbym znaczące podniesienie limitu, na przykład do 10 tys. zł, albo rezygnację z PCC przy sprzedaży rzeczy ruchomych między osobami prywatnymi i pozostawienie go tam, gdzie ma realne znaczenie fiskalne, czyli przede wszystkim przy nieruchomościach – wskazuje Piotr Juszczyk.

Jak widać, nowelizacja rozwiązuje część problemów, ale pozostawia pytanie, czy państwo rzeczywiście powinno angażować skarbówkę w pobieranie kilku złotych od używanego roweru.

Arek Braumberger
Redaktor

Szef redakcji Bizblog.pl. W mediach od 30 lat. Pisze o małym biznesie, podatkach i finansach osobistych. Do Spidersweb.pl przeszedł z Wirtualnej Polski, gdzie najpierw był szefem wydawców Money.pl, a potem zastępcą redaktora naczelnego. Pierwszą posadę w mediach dostał w „Gazecie Wyborczej”, pracował w „Pulsie Biznesu”, „Życiu”, miesięczniku „Pieniądz”, „Businessman Magazine”, Miesięczniku Finansowym „BANK”. W tym ostatnim był redaktorem prowadzącym kilku edycji prestiżowych raportów „Największe banki w Polsce“ oraz „IT@BANK”.

REKLAMA
REKLAMA