REKLAMA

Kiedy zaczynam sprzątać, moja córka wpada w szał. Teraz wiem dlaczego

Moja nastoletnia latorośl czci Diabła. Tylko spokojnie – tego Tasmańskiego, z kreskówek Looney Tunes. Dla mnie sprzątanie bywa drogą do nirwany. Dla niej to zamach na naturalny porządek rzeczy w jej pokoju. W jednym się jednak zgadzamy.

Kiedy zaczynam sprzątać, moja córka wpada w szał. Teraz wiem dlaczego

Kiedy mam za dużo na głowie, sprzątanie naprawdę dobrze mi robi. Odkurzenie podłogi czy ogarnięcie biurka daje efekt natychmiastowy: jeszcze chwilę temu był chaos, a teraz przynajmniej jeden mały kawałek świata wygląda tak, jak powinien. Moja córka wyznaje zupełnie inną filozofię.

Jej pokój wygląda, jakby wpuściła tam kreskówkowego Diabła Tasmańskiego, zamknęła drzwi i pozwoliła mu zrobić kilka rundek. Bałagan jej nie przeszkadza, mop to dla niej daleki krewny pająków i najlepiej jakby nie pojawiał się w polu widzenia. Do sprzątania potrafi nabrać nagłego entuzjazmu tylko wtedy, gdy ma do zrobienia coś mniej przyjemnego. Czyli bardzo rzadko.

Ten kontrast przyszedł mi do głowy, kiedy zobaczyłem badanie SW Research przeprowadzone na zlecenie Versuni. Firma sprawdziła, jak Polacy podchodzą dziś do sprzątania i czy porządek rzeczywiście wpływa na nasze samopoczucie. Wyniki są ciekawe: 68 proc. respondentów zgadza się ze stwierdzeniem „czyste mieszkanie = czysta głowa”, a niemal co trzeci badany traktuje sprzątanie i organizację przestrzeni jako formę dbania o siebie.

Mnie bałagan przeszkadza. Jej w ogóle

Doskonale rozumiem ludzi, którzy nie potrafią spokojnie pracować, kiedy wokół piętrzą się rzeczy. Sam czasami zamiast siedzieć nad problemem, który od godziny nie chce się rozwiązać, wolę wstać i coś ogarnąć. Nie dlatego, że nagle budzi się we mnie miłość do ścierki. Jeśli problem zawodowy jest skomplikowany, po godzinie mogę być dokładnie w tym samym miejscu. Z bałaganem jest prościej. Było brudno, jest czysto. Jest początek, koniec i wynik.

W badaniu SW Research 37 proc. respondentów przyznaje, że bałagan w najbliższym otoczeniu utrudnia im skupienie i odpoczynek. Dokładnie taki sam odsetek deklaruje, że porządek daje poczucie kontroli. Po sprzątaniu 40 proc. badanych chce przede wszystkim jak najdłużej zachować osiągnięty efekt. 36 proc. odczuwa spokój i wyciszenie, a 33 proc. satysfakcję i poczucie kontroli.

Sytuuję się zatem blisko statystycznego środka. Moja córka – już niekoniecznie.

Bałagan sam w sobie nie jest dla niej alarmem, który natychmiast uruchamia akcję porządkową. Zdarza się za to coś znacznie ciekawszego. Kiedy trzeba zrobić coś, na co naprawdę nie ma ochoty, sprzątanie nagle zaczyna wyglądać zaskakująco atrakcyjnie.

Wtedy okazuje się, że przecież właśnie teraz trzeba coś poukładać. Coś przestawić. Coś wyrzucić. Sprzątanie staje się najbardziej produktywną odmianą prokrastynacji, jaką znam.

YouTube włączony i można zaczynać

Moje domowe obserwacje zaczynają miejscami bardzo dobrze się zgrywać z wynikami badania. 56 proc. ankietowanych deklaruje, że podczas sprzątania słucha muzyki. Wśród Zetek niemal co czwarta osoba wybiera specjalną playlistę na tę okazję. U mojej córki zamiast playlisty jest YouTube, ale zasada pozostaje ta sama: sprzątanie nie może odbywać się w próżni.

Porządki nie muszą być już osobnym wydarzeniem, do którego człowiek podchodzi jak do wielkiej sobotniej operacji. Mogą dziać się przy muzyce, podcaście, filmie czy materiale na YouTubie. Obowiązek nadal pozostaje obowiązkiem, tylko staje się trochę łatwiejszy do przełknięcia.

Millenialsi idą jeszcze dalej. 48 proc. badanych z tej grupy deklaruje, że sprzątanie jest dla nich sposobem na rozładowanie napięcia. Baby boomersi częściej cenią sam efekt. 48 proc. z nich wskazuje, że największą satysfakcję daje im utrzymanie porządku jak najdłużej. Każde pokolenie najwyraźniej znajduje w sprzątaniu coś trochę innego.

Dla mnie reset. Dla niej sposób na odsunięcie gorszego obowiązku

Tu chyba dochodzimy do sedna tej historii z self-care. Nie jestem przekonany, że powinniśmy od razu stawiać znak równości między sprzątaniem a medytacją, jogą czy spacerem. Ale rozumiem mechanizm, który stoi za tym porównaniem.

Więcej wpisów na temat sprzątania

Dla mnie uporządkowanie mieszkania potrafi być resetem. Robię coś prostego, fizycznego, z jasno widocznym rezultatem. Przez moment nie zajmuję się kilkoma rzeczami jednocześnie. Dla mojej córki mechanizm bywa zupełnie inny. Sprzątanie może być atrakcyjne nie dlatego, że samo w sobie jest przyjemne, tylko dlatego, że akurat wszystko wydaje się lepsze od obowiązku, który czeka obok.

Mimo to rezultat w obu przypadkach jest podobny. Coś zostało zrobione. Przestrzeń wygląda lepiej. Może właśnie dlatego czynności dające szybki efekt wypadają w badaniu tak dobrze. Odkurzanie podłóg aż 71 proc. respondentów zalicza do działań, które odbiera jako „terapeutyczne”. Odkurzacz psychoterapeuty nie zastąpi. Ale satysfakcję z szybkiego efektu rozumiem doskonale.

Jest jedna rzecz, co do której zgadzamy się całkowicie

Mop. A dokładniej: najlepiej byłoby, gdyby trzeba było używać go jak najmniej. Moja córka unika go jak ognia. Ze mną jest nieco lepiej, ale trudno powiedzieć, żebym marzył o długim wieczorze spędzonym z wiadrem i ścierką. Dlatego uważam, że wynik wskazujący, że tylko 56 proc. badanych chciałoby mieć idealnie umytą podłogę przy minimalnym nakładzie energii, za zaniżony.

W tym miejscu wjeżdża Philips OneUp – elektryczny sprzęt z serii Versuni, który – jak przekonuje producent – pozwala sprzątać nawet dwa razy szybciej niż tradycyjny mop. W testach urządzenie usuwało  ponoć do 99,9 proc. bakterii przy użyciu samej wody.

OneUp ma obrotowy przegub 360 stopni, który ma ułatwiać docieranie do narożników i trudno dostępnych miejsc. Może być używany na podłogach drewnianych i kamiennych, a pady można prać w pralce. Chyba muszę pomyśleć o zakupie, a potem skusić córkę do użycia.

Może self-care nie oznacza, że pokochaliśmy sprzątanie

Patrzę na własny dom i nie mam najmniejszych podstaw, żeby ogłaszać wielką pokoleniową miłość do porządków. Potrafię znaleźć w nich chwilę spokoju. Moja córka potrafi znaleźć w nich znakomity pretekst, żeby nie robić czegoś innego. Ja lubię widzieć czystą przestrzeń, ona pokątnie oddaje cześć Diabłowi Tasmańskiemu.

Ale kiedy już zabieramy się za sprzątanie, oboje chcemy w gruncie rzeczy tego samego: zrobić to możliwie sprawnie i szybko zobaczyć rezultat. Może więc całe to „sprzątanie jako self-care” wcale nie oznacza, że nagle pokochaliśmy mopy, odkurzacze i ścierki. Tylko zdajemy sobie sprawę, że dobrze jest ogarnąć mały fragment świata, kiedy reszta chwilowo leży odłogiem.

Badanie SW Research Agencji Badań Rynku i Opinii zostało przeprowadzone na zlecenie Versuni w dniach 15–20 kwietnia 2026 r. metodą CAWI na ogólnopolskiej grupie 1050 dorosłych respondentów.

Arek Braumberger
Redaktor

Szef redakcji Bizblog.pl. W mediach od 30 lat. Pisze o małym biznesie, podatkach i finansach osobistych. Do Spidersweb.pl przeszedł z Wirtualnej Polski, gdzie najpierw był szefem wydawców Money.pl, a potem zastępcą redaktora naczelnego. Pierwszą posadę w mediach dostał w „Gazecie Wyborczej”, pracował w „Pulsie Biznesu”, „Życiu”, miesięczniku „Pieniądz”, „Businessman Magazine”, Miesięczniku Finansowym „BANK”. W tym ostatnim był redaktorem prowadzącym kilku edycji prestiżowych raportów „Największe banki w Polsce“ oraz „IT@BANK”.