Japonia chce grać w pierwszej lidze. Pecet wychodzi z niszy, a Polacy szukają wydawców
Tłok w tokijskich halach był tak duży, że nawet w dni branżowe trudno było się przecisnąć między stoiskami. Jubileuszowe, 30. Tokyo Game Show zgromadziło rekordowe 1138 wystawców z 53 krajów. Pierwsza edycja w 1996 r. miała ich zaledwie 87. Organizatorzy policzyli, że przez pięć dni targi odwiedziło 300 tys. osób. Rekordu zapewne nie uda się pobić, bo wydarzenie zostało odwołane ostatniego dnia ze względu na nadciągający tajfun.

Największe wrażenie robi przewaga japońskich gier na własnym terenie. Choć gry największych wydawców są doskonale znane na zachodzie, to multum tytułów karierę robi głównie w Japonii. Szerzej nieznane na Zachodzie gry to najbardziej łakomy kąsek dla „gaijinów” odwiedzających Tokio Game Show.

Dodatkowo japońscy deweloperzy są w świetnej kondycji finansowej i blisko historycznych szczytów notowań.


Pierwsze skrzypce gra jednak Nintendo
To Nintendo posiada ok. 70 proc. krajowego rynku jeśli chodzi o liczbę sprzedanych konsol. Gdyby Switch okazał się klapą na miarę Wii U, japoński rynek konsolowy byłby w tarapatach, a gracze przeszliby na smartfony i komputery. Tymczasem, w przeciwieństwie do Zachodu wielu japońskich developerów wciąż zatrudnia.

Pecet przestaje być egzotyką
Ciekawa zmiana dotyczy komputerów. W 2019 roku segment gier na komputery osobiste odpowiadał za 5 proc. japońskiego rynku. Dziś to około 12,5 proc. Impulsem była pandemia i brak PlayStation 5 w sklepach, ale także popularność PUBG.

Wielkie marki na targach
Na targach nie brakowało wielkich marek. Square Enix pokazało „Final Fantasy VII Revelation", Capcom zrobił z „Monster Hunter Wilds: Ascendance" gwiazdę swojego stoiska, a Sega zaprezentowała „Stranger Than Heaven" i „Persona 4 Revival". Do tego wracają klasyki: metroidvania „Castlevania: Belmont's Curse", odświeżona „Muramasa: Revenant Blades" i „Earth Defense Force 6.2" z jeszcze większą hordą owadów.

Coraz większa jest też strefa indie, czyli deweloperów niezależnych. W tym roku przybyło aż 292 firm.

To właśnie do tej strefy PAIH zaprosił cztery polskie studia. Nie tylko pokazują one swoje gry, ale również rozmawiają z wydawcami, licząc na pozyskanie kontaktów, które zaprocentują w przyszłości.
Nie tylko gry
Na targach po raz pierwszy pojawili się także wystawcy spoza branży, m.in. Sanrio i producent pamięci Kioxia. Sporo miejsca zajęły firmy oferujące narzędzia AI, na przykład generowanie modeli 3D na podstawie samego opisu postaci.

Trzy dekady po debiucie Tokyo Game Show jest ponad trzynaście razy większe niż na początku. I tylko szkoda, że pogoda nie dopisała.
Więcej o grach przeczytasz tutaj:
Dyżurny spec Bizbloga od startuperii, botów, kryptokasy i wszelakich fanaberii szejków. Specjalista nowych technologii z doświadczeniem ze starych mediów. Zajmuje się opisywaniem sukcesów i porażek startupów, rozwojem rynku kryptowalut i cyfrowych finansów. Autor dwóch książek „Bitcoin. Złoto XXI wieku” i „Polski e-sport”. Publikował w „Pulsie Biznesu” i „Gazecie Wyborczej”, w „CD-Action”, „Newsweeku”, „Gościu Niedzielnym” i „Wprost”. Współtworzył Sondę 2. Uczestnik Intel Extreme Master 2021, komentował wydarzenia technologiczne dla TVN, Polsatu i Tok FM. Teraz krąży gdzieś między Rijadem a Abu Zabi.