Elektryczne owce śnią o fotowoltaice z Kębłowa i Złotowa. Mają tam jak w raju
Philip K. Dick zastanawiał się, czy androidy śnią o elektrycznych owcach. W Zachodniopomorskiem owce śnią w cieniu paneli fotowoltaicznych. Około 200 zwierząt wypasa się właśnie w najlepsze pomiędzy instalacjami, zastępując elektryczne kosiarki. W zamian dostają trawę, cień, ochronę przed deszczem i solidne ogrodzenie.

W powieści Philipa K. Dicka prawdziwe zwierzęta stały się rzadkością i symbolem społecznego statusu, a ich mechaniczne odpowiedniki miały wypełniać pozostawioną przez nie pustkę. Na farmach fotowoltaicznych Eurowind Energy sytuacja jest odwrotna. To żywe owce zastępują maszyny.
Około 200 zwierząt pomaga utrzymać odpowiednią wysokość trawy na dwóch instalacjach w województwie zachodniopomorskim. Owce przemieszczają się pomiędzy rzędami paneli fotowoltaicznych, zjadają roślinność w miejscach trudno dostępnych dla kosiarek. Nie jest to więc jeszcze świat science fiction. To raczej bardzo przyziemna próba odpowiedzi na pytanie, czy produkcję energii można pogodzić z rolnictwem.
Nie androidy, lecz owce wielkopolskie
W Kębłowie, na farmie fotowoltaicznej o mocy 2 MW i powierzchni 6 ha, wypasało się około 100 owiec wielkopolskich. To nazwa rasy nizinnej wyhodowanej w latach 1948-1976 i objętej programem ochrony zasobów genetycznych. Wypas nadal odbywa się w Złotowie. Tam instalacja ma moc 8 MW i zajmuje 18 ha. Pomiędzy panelami przebywa około 100 owiec ras kameruńskiej, wrzosówki i dorper.
Z punktu widzenia właściciela farmy zwierzęta pełnią bardzo praktyczną funkcję. Roślinność na terenie instalacji trzeba regularnie skracać, ponieważ nie może utrudniać dostępu do infrastruktury ani zacieniać paneli. Zamiast wysyłać wszędzie maszyny, część pracy można powierzyć zwierzakom, które docierają również pod konstrukcje i do wąskich przestrzeni pomiędzy rzędami paneli. Nie potrzebują paliwa i nie wzbijają kurzu.
Owce zamiast kosiarek
Projekt ma jednak większe znaczenie niż sama oszczędność na koszeniu. Jeden teren pełni dwie funkcje. Produkuje energię, a jednocześnie służy jako pastwisko.
Fotowoltaice często zarzuca się, że zabiera ziemię rolną wykorzystywaną do produkcji żywności, która jest zbyt cenna, by wyłączać ją z użytkowania na trzydzieści czy więcej lat. Ten projekt pokazuje, że nie trzeba wybierać. Owce lokalnych hodowców pasą się pod panelami, my ograniczamy koszenie, a ten sam grunt jednocześnie produkuje energię i karmi stado – mówi Małgorzata Szambelańczyk, prezes zarządu Eurowind Energy.
To jeszcze nie oznacza, że każdą farmę PV można bez problemu zamienić w pełnoprawne pole uprawne albo pastwisko. Wiele zależy od konstrukcji instalacji, rozmieszczenia paneli, warunków glebowych i rodzaju prowadzonej działalności rolniczej. Wypas owiec należy jednak do najprostszych przykładów łączenia obu funkcji. Zwierzęta są na tyle niewielkie, że mogą swobodnie poruszać się pod panelami, a jednocześnie nie stanowią dla instalacji takiego zagrożenia jak większe zwierzęta gospodarskie.
Panele robią za parasol
Na farmie korzystają nie tylko właściciel instalacji i hodowca. Panele zapewniają owcom schronienie przed słońcem i deszczem. Pod konstrukcjami jest chłodniej, a ziemia dłużej utrzymuje wilgoć. To ma w dzisiejszych czasach olbrzymie znaczenie, którego nierolnicy raczej nie docenią.
Na farmach fotowoltaicznych owce żyją w warunkach najbardziej zbliżonych do naturalnych. Mają dużo przestrzeni do swobodnego wędrowania, a panele zapewniają im schronienie przed słońcem i deszczem. Pod nimi jest chłodniej i utrzymuje się więcej wilgoci, dzięki czemu roślinność dłużej pozostaje soczysta – wyjaśnia Justyna Nowak-Gajek, właścicielka owczarni w Winnej Górze.
Zwierzęta mogą wybierać spośród różnych gatunków traw i ziół. Podczas wypasu na terenie farmy przyszło też na świat kilka jagniąt. Jak przyznaje hodowczyni, początkowo pojawiały się obawy, czy matki poradzą sobie w nowym otoczeniu. Okazało się jednak, że obecność paneli i infrastruktury nie przeszkadzała im w opiece nad młodymi.
Więcej o zwierzętach w Bizblogu
Bez wody nawet najlepszy pomysł nie zadziała
Wpuszczenie stada na teren instalacji wymagało przygotowań. Najważniejsze było zapewnienie zwierzętom stałego dostępu do wody. Na farmach zamontowano automatyczne poidła, doprowadzono wodę i zabezpieczono instalację. Według hodowców prace organizacyjne udało się przeprowadzić w ciągu kilku dni. Konieczne było także sprawdzenie, czy zwierzęta nie uszkodzą przewodów, paneli ani konstrukcji wsporczych.
Owce czasem ocierają się o elementy instalacji, głównie po to, żeby się podrapać. Hodowcy zapewniają jednak, że nie są w stanie wyrządzić poważnych szkód. Same panele interesują je przede wszystkim jako źródło cienia.
Dla mnie, jako hodowcy, największą zaletą jest bezpieczeństwo stada i dobrze zabezpieczony teren. Solidne ogrodzenie eliminuje ryzyko ucieczki owiec i chroni je przed drapieżnikami – podkreśla Kamil Konieczny, właściciel owczarni w Komorzu Przybysławskim.
Fotowoltaika nie musi wypierać rolnictwa
Eurowind Energy nie ujawnia, ile dokładnie oszczędza dzięki ograniczeniu mechanicznego koszenia. Nie wiadomo też, na jakich zasadach firma rozlicza się z hodowcami ani czy wypas zostanie rozszerzony na kolejne instalacje. To ważne zastrzeżenie, ponieważ na razie mamy do czynienia z projektem obejmującym dwie farmy i około 200 zwierząt. Nie jest to jeszcze dowód, że podobny model da się bez problemu zastosować w całej branży.
Projekt pokazuje jednak, że dyskusja o ziemi pod fotowoltaikę nie zawsze musi sprowadzać się do wyboru: albo energia, albo rolnictwo. Czasem ten sam hektar może zasilać sieć, karmić stado i ograniczać pracę kosiarek. U Dicka elektryczna owca była namiastką prawdziwego zwierzęcia. Na zachodniopomorskich farmach prawdziwe owce stały się z kolei częścią energetycznej infrastruktury. I najwyraźniej całkiem dobrze czują się w tej roli.
Szef redakcji Bizblog.pl. W mediach od 30 lat. Pisze o małym biznesie, podatkach i finansach osobistych. Do Spidersweb.pl przeszedł z Wirtualnej Polski, gdzie najpierw był szefem wydawców Money.pl, a potem zastępcą redaktora naczelnego. Pierwszą posadę w mediach dostał w „Gazecie Wyborczej”, pracował w „Pulsie Biznesu”, „Życiu”, miesięczniku „Pieniądz”, „Businessman Magazine”, Miesięczniku Finansowym „BANK”. W tym ostatnim był redaktorem prowadzącym kilku edycji prestiżowych raportów „Największe banki w Polsce“ oraz „IT@BANK”.