Sześciu na dziesięciu pracujących Polaków przynajmniej raz w roku było zmuszonych do usunięcia domowej awarii w czasie pracy. Zdecydowana większość badanych zauważa, że negatywnie wpływa to na ich aktywność zawodową, co dodatkowo generuje koszty.

Rozproszeniem uwagi w pracy coraz częściej są nie tylko media społecznościowe. Nowe dane z badania UCE Research i platformy Fachurra.pl wykazały, że coraz więcej osób jest zmuszonych oderwać się od pracy, aby pilnie zająć się domowymi awariami i usterkami, które pochłaniają czas i pieniądze. Ich rozwiązanie często wymaga nie tylko znalezienia odpowiedniego fachowca, lecz także uzgodnienia terminu wizyty, zakupu potrzebnych części czy obecności podczas naprawy. Według badanych problemy te nie znikają, lecz powracają wielokrotnie.
Samo to, że Polacy zajmują się tym w pracy, nie powinno dziwić, bo fachowcy pracują mniej więcej wtedy, kiedy wszyscy inni. Dziwić za to może fakt, ile to trwa – komentuje Paweł Szumlański, współautor badania i ekspert z platformy Fachurra.pl.
Problem, którego wszyscy doświadczyliśmy
Ekspert podkreśla, że jedna usterka oznacza wiele czynności i telefonów, które rozkładają się na różne fragmenty dnia pracy. Połowa respondentów spotkała się z taką sytuacją przynajmniej raz w ciągu ostatnich 12 miesięcy. Jedna trzecia z nich wskazała na dwie lub trzy takie sytuacje. 8,2 proc. badanych wskazało na cztery lub pięć, a 2,2 proc. na sześć lub więcej. Pozostali przyznawali, że również zetknęli się z tym problemem, jednak nie pamiętali dokładnej liczby takich przypadków. Oznacza to, że praktycznie każda z ankietowanych osób miała z nim styczność.
Czas poświęcony na usuwanie usterek bywa różny. Może to być 15 minut, pół godziny, godzina lub dwie, a nawet cały dzień roboczy. Nie ma się co dziwić, jeśli w grę wchodzi znalezienie wykonawcy, zakup części i obecność podczas naprawy, a nie tylko samo usunięcie usterki. Wszystkie te czynności wymagają czasu, który można oszacować. Znacznie trudniej jest jednak ustalić, ile straconego czasu udało się później odrobić.
Wpływ takich sytuacji na obowiązki zawodowe zauważyło 87,8 proc. osób, które zajmowały się problemem podczas pracy. Około jedna trzecia badanych wskazywała na powracanie myślami do awarii. Podobna liczba osób zwracała uwagę na następujące trudności z koncentracją oraz stres lub napięcie. Towarzyszące im emocje nie znikają wraz z przerwą ani po zakończeniu rozmowy z wykonawcą. Często nadal wpływają na wykonywane obowiązki. Co ostatecznie przekłada się na pracę po godzinach z powodu wykonania mniejszej liczby zadań i konieczności przełożenia części obowiązków na później.
Realna skala kosztów
Autorzy badania oszacowali również wartość czasu poświęcanego na sprawy domowe w godzinach pracy. W zależności od przyjętych założeń roczny ekwiwalent kosztowy wynosi około 1,24 mld zł. Odpowiada to mniej więcej 18,7 mln godzin w skali kraju. Nie jest to jednak suma strat pracodawców ani wartość faktycznie niewykonanej pracy.
Część osób może odrobić poświęcony czas, korzystać z elastycznego grafiku lub zajmować się usterką w mniej intensywnym momencie dnia. Większy problem mają osoby z napiętym grafikiem i sztywnymi godzinami pracy. Dlatego ciężar takich zdarzeń zależy od sposobu wykonywania obowiązków zawodowych. Jak dodają analitycy z UCE Research, dla osoby pracującej rzeczywisty koszt naprawy to cena usługi plus cena poświęconego czasu. Tylko tej drugiej nikt nie umieszcza na fakturach.