REKLAMA

UOKiK uderza w Google. „Big Techy nie mogą stawiać się ponad prawem”

Google może wykorzystywać swoją przewagę nad polskimi wydawcami. Prezes UOKiK Tomasz Chróstny wszczął postępowanie przeciwko czterem spółkom z grupy Google, by sprawdzić, czy koncern nie prowadzi negocjacji w taki sposób, by ci nie byli nawet w stanie ocenić, czy oferowane im pieniądze są uczciwe. W grę wchodzi kara sięgająca 10 proc. obrotu przedsiębiorcy.

UOKiK uderza w Google. „Big Techy nie mogą stawiać się ponad prawem”
REKLAMA

Big techy nie mogą stawiać się ponad prawem. Przepisy jasno określają, jakie informacje Google powinien przedstawić wydawcom, aby móc uczciwie rozliczyć się z nimi za treści, z których korzysta. Brak tych danych prowadził do sytuacji, w której negocjacje stawały się pozorne i zmierzały do narzucenia warunków przez rynkowego dominanta – mówi Tomasz Chróstny, prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

REKLAMA

Chróstny podkreśla, że wydawcy muszą negocjować z cyfrowym gigantem wynagrodzenie za korzystanie z ich artykułów, nie znając podstawowych danych, które pozwalałyby ocenić, ile ich treści są dla Google'a warte.

REKLAMA

Google miał pieniądze na stole, wydawcy nie znali jednak wyliczeń

Sprawa jest konsekwencją zmian w prawie autorskim. Po wdrożeniu w Polsce unijnej dyrektywy DSM platformy internetowe mogą korzystać z publikacji prasowych, ale wydawcom przysługuje z tego tytułu wynagrodzenie. Platforma powinna uzgodnić z nimi warunki korzystania z fragmentów artykułów, a jednocześnie przekazać informacje niezbędne do ustalenia wynagrodzenia.

Problem w tym, że według UOKiK Google nie zawarł takich umów z większością polskich wydawców. Chodzi o wykorzystywanie publikacji nie tylko w samej wyszukiwarce, ale również w Google News i Google Discover.

REKLAMA

Google, proponując wynagrodzenie wydawcom, nie przedstawił im wymaganych prawem danych pozwalających ocenić zaoferowane stawki. Nie wskazał m.in., w jaki sposób korzysta z publikacji prasowych i osiąganych z tego tytułu przychodów – wskazuje Tomasz Chróstny.

Według prezesa UOKiK koncern nie wyjaśnił również parametrów, na podstawie których dokonywał kalkulacji, ani nie udostępnił dokumentów umożliwiających sprawdzenie jej założeń.

REKLAMA

I właśnie tutaj pojawia się zasadniczy problem. Wydawca dostaje ofertę, ale nie ma danych pozwalających sprawdzić, skąd wzięła się konkretna kwota. Nie wie też wystarczająco dużo, by przygotować własną propozycję opartą na danych.

To prowadziło do asymetrii informacji i powodowało, że wydawcy nie mogli zweryfikować opłacalności przedstawionej im oferty lub sami zaproponować własnej, uzasadnionej danymi propozycji – tłumaczy Chróstny.

REKLAMA

UOKiK sprawdza, czy Google wykorzystał zależność wydawców

Samo posiadanie pozycji dominującej nie jest nielegalne. Problem zaczyna się wtedy, gdy przedsiębiorca wykorzystuje ją do narzucania kontrahentom nieuczciwych warunków. W przypadku mediów zależność jest szczególna. Google pozostaje jednym z ważnych kanałów, przez które internauci docierają do publikacji. To powoduje, że pozycja negocjacyjna platformy i pojedynczego wydawcy jest trudna do porównania.

Więcej naszych wpisów o Google

REKLAMA

Sprawdzamy, czy Google nie wykorzystywał przewagi nad wydawcami, którzy są od niego zależni jako ważnego kanału dotarcia do czytelników i mają znacznie słabszą pozycję negocjacyjną – mówi prezes UOKiK.

Urząd opisuje mechanizm podobnie. Wydawcy są zależni od platformy jako istotnego źródła dotarcia do odbiorców, a jednocześnie nie dysponują porównywalną siłą negocjacyjną ani pełną wiedzą o wartości wykorzystywanych przez Google treści. W efekcie dominująca platforma może mieć możliwość narzucania stawek i pozostałych warunków rozliczeń.

REKLAMA

Zarzuty dostały cztery spółki Google

Postępowanie nie dotyczy jednej firmy. Prezes UOKiK postawił zarzuty czterem spółkom z grupy:

  • Alphabet Inc., czyli spółce dominującej grupy Google,
  • Google LLC, Google Ireland Limited oraz Google Poland.
REKLAMA

Role poszczególnych podmiotów są różne. Google Ireland prowadzi obecnie wyszukiwarkę na terenie Europejskiego Obszaru Gospodarczego, Google Poland zajmuje się m.in. sprzedażą powierzchni reklamowej, a Google LLC wcześniej prowadził i zarządzał wyszukiwarką w EOG.

Jeżeli zarzuty się potwierdzą, maksymalna kara za nadużywanie pozycji dominującej może sięgnąć 10 proc. obrotu przedsiębiorcy. Odpowiedzialność każdej ze spółek ma zostać ustalona w toku postępowania.

REKLAMA

UOKiK nie będzie ustalał, ile Google powinien zapłacić

Jest tu jeszcze jedno ważne zastrzeżenie. UOKiK nie wszedł do sporu po to, by wyliczyć, ile powinien kosztować artykuł albo ile Google powinien płacić wydawcom.

Urząd podkreśla, że jego prezes nie jest stroną negocjacji i nie ocenia, czy stawka proponowana przez Google była odpowiednia. Bada natomiast, czy dominujący gracz nie wykorzystywał swojej pozycji i czy wydawcy otrzymali informacje wymagane prawem. Jeśli strony nie są w stanie uzgodnić wynagrodzenia, jego wysokość może wyznaczyć prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej.

REKLAMA

Równolegle Komisja Europejska prowadzi odrębne postępowanie dotyczące wykorzystywania treści wydawców w usługach opartych na sztucznej inteligencji rozwijanej przez koncern. UOKiK podkreśla jednak, że są to dwie różne sprawy. Polski urząd bada wykorzystanie publikacji w wyszukiwarce, Google News i Discover, natomiast postępowanie KE dotyczy AI.

Arek Braumberger
Redaktor

Szef redakcji Bizblog.pl. W mediach od 30 lat. Pisze o małym biznesie, podatkach i finansach osobistych. Do Spidersweb.pl przeszedł z Wirtualnej Polski, gdzie najpierw był szefem wydawców Money.pl, a potem zastępcą redaktora naczelnego. Pierwszą posadę w mediach dostał w „Gazecie Wyborczej”, pracował w „Pulsie Biznesu”, „Życiu”, miesięczniku „Pieniądz”, „Businessman Magazine”, Miesięczniku Finansowym „BANK”. W tym ostatnim był redaktorem prowadzącym kilku edycji prestiżowych raportów „Największe banki w Polsce“ oraz „IT@BANK”.

REKLAMA
REKLAMA